Operacja „Epicka Furia” rozpoczęła się 28 lutego. USA i Izrael przeprowadziły wtedy zmasowany atak na cele w Iranie. Iran z kolei odpowiedział uderzeniem na punkty strategiczne USA i Izraela, m.in. w regionie Zatoki Perskiej. Zapowiedział ponadto, że przyszłymi celami będą wszystkie amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie.

Jednym z najtragiczniejszych wydarzeń od początku konfliktu było ostrzelanie 28 lutego szkoły podstawowej dla dziewcząt w Minabie, w prowincji Hormozgan na południu Iranu. Zginęło tam 168 dzieci i 14 nauczycielek. Według amerykańskiej agencji HRANA (dane na 20 marca), bilans ofiar wojny w Iranie przekroczył 3180 osób, z czego niemal połowę stanowią cywile. 

Zobacz wideo Amerykańskie delulu. Trump, Iran, Izrael

Szybka decyzja: „Jednym uderzeniem można zabić ich wszystkich”

Jednym z głównych celów wojny było m.in. zrealizowanie planu dekapitacji – pozbawienia Iranu przywódcy i ograniczenia samodzielnego sprawowania władzy przez dotychczasowy reżim. Jak informował portal Axios, 23 lutego premier Izraela Benjamin Netanjahu zadzwonił do prezydenta USA Donalda Trumpa, informując o planie spotkania najwyższego przywódcy Iranu z doradcami i sugerując, że „jednym uderzeniem można zabić ich wszystkich”.

Już pierwszego dnia nalotów wyeliminowano ajatollaha Alego Chameneiego. Zginął podczas ostrzelania jego rezydencji. W kraju ogłoszono 40-dniową żałobę. Kondolencje po śmierci Chameneiego złożył irańskiemu reżimowi m.in. Władimir Putin. Rosyjski przywódca nazwał zabójstwo „cynicznym naruszeniem wszystkich norm ludzkiej moralności i prawa międzynarodowego”.

Lider irańskiego reżimu nosi wiele tytułów: najwyższy przywódca, wielki ajatollah, zwierzchnik sił zbrojnych. Ali Chamenei od ponad trzydziestu lat pełnił w Iranie władzę absolutną. Choć formalnie ajatollah jest duchowym przewodnikiem, w praktyce jego władza jest większa niż prezydenta. Pod jego nadzorem pozostają rząd, sądownictwo, państwowe media i agencje bezpieczeństwa. Ajatollah ma także decydujący głos przy mianowaniu kandydatów na prezydenta kraju – czytaj więcej na Wyborcza.pl

Nowy ajatollah

Nowego najwyższego przywódcę duchowo-politycznego Iranu mianować miała Rada Ekspertów. W dniu głosowania, 3 marca, Izraelskie Siły Powietrzne uderzyły w budynek w świętym mieście Kom, próbując zakłócić ten proces. Atak miał miejsce w trakcie liczenia głosów. Ostatecznie 8 marca na następcę Alego Chameneiego wybrano jego syna – 56-letniego Modżtabę Chameneiego. Trump stwierdził, że „nie jest zadowolony” z wyboru, a Izrael zagroził atakami na niego. 9 marca amerykańskie służby przechwyciły zaszyfrowany sygnał z Iranu, który prawdopodobnie miał po śmierci najwyższego przywódcy Alego Chameneiego aktywować „uśpionych agentów”.

Eliminacja reżimu

W nalotach na Teheran 1 marca siły amerykańskie i izraelskie (100 myśliwców) zniszczyły siedzibę irańskiej Gwardii Rewolucyjnej. „W ciągu ostatnich 47 lat IRGC zabiła ponad 1000 Amerykanów. Wielka amerykańska akcja zbrojna odcięła głowę wężowi. Ameryka ma najpotężniejsze siły zbrojne na świecie, a IRGC nie ma już swojej siedziby” – przekazało wtedy Dowództwo Centralne USA. Poinformowało też, że od początku operacji do 1 marca zginęło 48 przedstawicieli najwyższych władz Iranu, w tym irański minister wywiadu Esmail Chatib.

11 marca ujawniono, że Modżtaba Chamenei został ranny w amerykańsko-izraelskich nalotach. Tydzień później dotarła informacja o udanym ataku na szefa Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu Alego Laridżaniego, a 20 marca zginął Ali Mohammad Naini, rzecznik Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Wiadomo też, że siłom amerykańskim i izraelskim udało się wyeliminować m.in. irańskiego ministra obrony Amira Nasirzadeha oraz dowódcę IRGC Mohammada Pakpura oraz przywódcę masowej organizacji paramilitarnej Basidż Golamreza Solejmaniego.

Blokada cieśniny Ormuz

Pierwszego dnia amerykańsko-izraelskich nalotów Iran rozpoczął blokadę cieśniny Ormuz. Dla Teheranu ta wąska droga wodna od lat była pewnego rodzaju „kartą przetargową”, a reżim groził blokadą cieśniny w odwecie za ewentualny atak. Jak pisaliśmy na Gazeta.pl, przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie przez cieśninę przepływało około jednej piątej światowych dostaw ropy i skroplonego gazu ziemnego. 

Prezydent Trump zagroził, że jeśli Iran będzie atakować statki, przepływające przez cieśninę Ormuz, USA zaatakują irańskie elektrownie. Nic to jednak nie dało. Blokada cieśniny wywołała duży wzrost cen paliw na świecie, a Trump zaczął naciskać na sojuszników, domagając się pomocy i zdecydowanych działań. Jak zapewniał, „wiele krajów” miało wysłać okręty w rejon Bliskiego Wschodu, by pomóc w utrzymaniu żeglugi przez ten jeden z najważniejszych szlaków energetycznych świata. Apel Trumpa odrzucały jednak kolejne państwa. W reakcji na odmowę prezydent USA nazwał sojuszników z NATO „tchórzami”. 

Jak informuje Międzynarodowa Organizacja Morska (IMO) obecnie ok. 20 tys. marynarzy pozostaje uwięzionych na statkach w Zatoce, w związku z czym konieczne jest utworzenie „bezpiecznego korytarza morskiego”.

Według „Wall Street Journal” do końca kwietnia ceny ropy mogą przebić 180 dolarów za baryłkę. Jeszcze w piątek (20 marca) sekretarz skarbu USA Scott Bessent poinformował o wydaniu miesięcznej zgody na sprzedaż irańskiej ropy, która jest już załadowana na statki. To ok. 140 mln baryłek. Tymczasem w środę (25 marca) stacja CBS poinformowała, że amerykański wywiad wykrył w cieśninie Ormuz dwa typy min morskich, które miał rozstawić irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). 

Ataki na rafinerie

Iran od początku operacji USA i Izraela zapowiadał atak na bazy amerykańskie w regionie, ale za cel obrał również szereg miast w rejonie Zatoki Perskiej w tym Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Kuwejt i Arabię Saudyjską. Państwa te oskarżyły Teheran o ostrzeliwanie rakietami terenów, które nie mają nic wspólnego z instalacjami wojskowymi. Prezydent Iranu zapewnił, że kraj nie jest wrogo nastawiony wobec swoich sąsiadów, a także zapewnił, że jeśli z sąsiednich państw nie będą prowadzone ataki na Iran, to także jego kraj się od nich powstrzyma. Reżim przyznał także, że otrzymuje wsparcie wojskowe z Rosji i Chin. 

W ostatnich tygodniach Iran uderzył w kluczowe obiekty instalacji gazowej i rafinerie m.in. 18 marca w Ras Laffan w Katarze, gdzie znajduje się największy na świecie zakład produkcji LNG. Tego samego dnia w głównym irańskim zakładzie gazowym, położonym w Bandar Kangan nad Zatoką Perską doszło do pożaru. W efekcie izraelskich nalotów trafionych zostało w sumie kilka zakładów. Netanjahu przyznał, że jego kraj „działał sam”.

Z kolei Iran ostrzelał Centrum Badań Jądrowych im. Szimona Peresa, potocznie znane potocznie jako Reaktor Dimona, które uważane jest za element izraelskiego programu zbrojeń jądrowych. Był to odwet po ataku ośrodka wzbogacania produkcji jądrowej Natanz, za który Izrael nie wziął odpowiedzialności.

Nie tylko Iran. Izrael walczy z Hezbollahem

Kiedy w nocy z 1 na 2 marca ostrzelano izraelską bazę obrony przeciwrakietowej w pobliżu Hajfy, Izrael oskarżył o ataki Hezbollah, libańskie ugrupowanie wspierane przez Iran. W odwecie izraelskie samoloty rozpoczęły naloty na Liban. Siły Obronne Izraela przeprowadziły atak przeciwko „wysokiemu rangą terroryście” Hezbollahu w stolicy Libanu, Bejrucie. Konflikt potępił premier Libanu Nawaf Salam. 

Armia Izraela otrzymała rozkaz niszczenia „wszystkich mostów”, które są jej zdaniem wykorzystywane przez proirańską organizację Hezbollah i realizuje zadanie od 22 marca. Według Libanu jest to „preludium do inwazji lądowej” i stanowi „niebezpieczną eskalację”. 

Jak podaje libańskie ministerstwo zdrowia, w izraelskich atakach na terytorium Libanu zginęło już ponad tysiąc osób, w tym blisko 120 dzieci, 80 kobiet i 40 członków personelu medycznego (dane na 22 marca).

Świat wobec konfliktu

Z powodu działań wojennych trwają masowe ewakuacje obywateli z krajów objętych konfliktem i terenów zagrożonych. Jednocześnie od początku wojny irański reżim sygnalizował, że ma możliwości militarne, aby przenieść działania wojenne daleko poza Bliski Wschód. W nocy z 1 na 2 marca celem stała się Akrotiri – brytyjska baza wojskowa na Cyprze, a 4 marca Iran zagroził, że Albania, która od ponad dekady gości na swojej ziemi irańską opozycję, może stać się celem odwetu. Tego samego dnia przechwycono wystrzeloną z Iranu rakietę balistyczną, która zmierzała w kierunku Turcji. Był to pierwszy przypadek od początku wojny, kiedy pocisk został nakierowany w stronę państwa członkowskiego NATO. 

W odpowiedzi Siły Obronne Izraela opublikowały w mediach społecznościowych komunikat, że Iran posiada rakiety o zasięgu nawet 4 tysięcy kilometrów, „które mogą dotrzeć do Londynu, Paryża lub Berlina”. Doniesieniom tym zaprzeczyła Wielka Brytania.

Jako jeden z pierwszych europejskich krajów od operacji USA w Iranie zdystansowała się Hiszpania. Hiszpański rząd nie wyraził zgody na korzystanie przez USA ze wspólnie zarządzanych baz wojskowych Rota i Morón do ataków na Iran. Bazy opuściło 15 amerykańskich samolotów. W odpowiedzi Trump zagroził zerwaniem relacji handlowych z Hiszpanią. Premier kraju Pedro Sanchez od początku mówił jednak stanowczo: „nie dla wojny”.

Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier ocenił, że „atak USA i Izraela na Iran jest sprzeczny z prawem międzynarodowym”. Premier Donald Tusk zaznaczył, że Polska nie wyśle swoich wojsk do Iranu, gdyż konflikt na Bliskim Wschodzie nie dotyczy bezpośrednio bezpieczeństwa naszego kraju. Szef rządu podkreślił, że Polska ma inne zadania w ramach NATO.

„Kraje Unii Europejskiej zapłacą prędzej czy później, jeśli nadal będą milczeć na temat amerykańsko-izraelskiej ofensywy przeciwko Iranowi” – zagroził rzecznik irańskiego ministerstwa spraw zagranicznych.

Negocjacje Iranu z USA

Kiedy prezydent USA zapowiadał operację w Iranie, podkreślał, że jej celem jest także zniszczenie zdolności rakietowych Iranu, eliminacja irańskich okrętów, przeciwdziałanie terroryzmowi, a także zagwarantowanie, że Iran nie będzie mógł zdobyć broni jądrowej. Trump kilkukrotnie twierdził, że rozmowy z nowymi irańskimi władzami są możliwe, ale nie przerywał bombardowań. Jednocześnie zapowiadał zakończenie działań wojennych w miesiąc.

– To zawsze był proces czterotygodniowy. Zakładaliśmy, że to potrwa około czterech tygodni. Zawsze chodziło o czterotygodniowy proces więc – jakkolwiek silnym i dużym krajem jest Iran – zajmie to cztery tygodnie lub mniej – powiedział prezydent brytyjskiemu dziennikowi Daily Mail. 

Po trzech tygodniach wojny Trump stwierdził, że cele operacji są bliskie realizacji, ale w sobotę (21 marca)  zagroził, że USA zniszczą irańskie elektrownie, „zaczynając od największej”, jeśli Iran nie otworzy Cieśniny Ormuz. Dał reżimowi „48 godzin”.

Tymczasem w niedzielę (23 marca) USA przeprowadziły rozmowy negocjacyjne z Iranem. Trump przyznał wówczas, że wypracowano „prawie wszystkie punkty porozumienia”. Stany Zjednoczone rzekomo  przekazały Iranowi 15-punktowy plan zakończenia wojny za pośrednictwem Pakistanu.

Jak Amerykanie oceniają wojnę?

Według sondażu Ipsos dla agencji Reutera zaledwie 27 proc. Amerykanów popiera atak USA na Iran. Poparcie uzależnione jest od tego, czy w trakcie wojny będą ginąć żołnierze Stanów Zjednoczonych. 43 proc. pytanych Amerykanów jest przeciwko inwazji, a 29 proc. nie miało zdania na ten temat. Co ciekawe, poparcie dla prezydenta USA spadło do 36 proc. i jest najniższe od początku jego obecnej kadencji.

Jak podała agencja Reutera, pierwsze sześć dni wojny z Iranem kosztowało Stany Zjednoczone co najmniej 11,3 mld dolarów. Od 28 lutego do 21 marca armia amerykańska uderzyła w 8 tys. celów w Iranie. 

Po dekapitacji najważniejszych przywódców Iranu Donald Trump usiłuje powrócić do negocjacji, jak gdyby nic się nie stało. Nie wiadomo tylko, czy urzędnicy, którzy kontaktują się z jego wysłannikami, reprezentują cały reżim, czy tylko frakcję ugodową. Czytaj więcej na Wyborcza.pl

Share.
Exit mobile version