
Kilkaset osób związanych z Polską 2050, ugrupowaniem byłego marszałka Sejmu, miało zdecydować, kto przejmie po nim schedę. Z pierwszej tury przeszli: Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz – ministra funduszy i polityki regionalnej i Paulina Henning-Kloską – szefowa resortu klimatu i środowiska. Druga tura, w formie internetowego głosowania, została unieważniona – o czym zdecydowała Krajowa Komisja Wyborcza partii. Proces został zakłócony nagłymi, nieprzewidzianymi „problemami technicznymi”.
W rozmowie z redakcją tygodnika „Wprost” poseł Kamil Wnuk tak komentował incydent. – Mógł to być błąd systemu, ale nie wykluczamy ingerencji zewnętrznej – wskazywał.
Ugrupowanie nie zamierza tak tego zostawić – w sprawę wewnątrzpartyjnych wyborów zaangażować chce przedstawicieli Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. O tym, dlaczego partia zdecydowała się na taki krok, w rozmowie z Polską Agencją Prasową opowiedział skarbnik Polski 2050.
Wybory w Polsce 2050. O awarii wie już ABW i prokuratura
Incydent wywołał lawinę krytyki (spadła ona na PL2050 m.in. dlatego, że jej szeregi zasila sekretarz stanu w ministerstwie cyfryzacji – Michał Gramatyka). – Mamy, nie wiadomo skąd, oddanych ponad 26 tysięcy nieuprawnionych głosów. Chcemy, żeby zostało to zbadane – informuje poseł Łukasz Osmalak. Parlamentarzysta ujawnił też szczegóły zakulisowych rozmów. – Jesteśmy przekonani, że ktoś z zewnątrz zaingerował [w proces wyborczy – red.], natomiast nie mamy pojęcia, kto, w jaki sposób i dlaczego – mówi dla PAP.
Wiceminister Gramatyka podawał zaś, że zarząd Polski 2050 postanowił zgłosić sprawę organom ścigania – konkretnie Prokuraturze Krajowej. „Z posiadanych dokumentów wynika, że partia poprawnie przygotowała wybory – do ingerencji w system doszło podczas głosowania” – pisał na platformie X.

