Akcja „narodowe kleszczobranie” trwa od wiosny 2024 r. W ramach tego projektu naukowcy zachęcają Polaków, aby po spacerach regularnie przeglądali siebie i swoje psy pod kątem obecności kleszczy. Schwytane osobniki można przesłać do badań w Zakładzie Eko-Epidemiologii Chorób Pasożytniczych na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Kleszcze afrykańskie w Polsce

„Wiedza o obecności kleszczy Hyalomma pozwoli na zapobieganie chorobom przez nie przenoszonym” – deklarują autorzy akcji. Dzięki inicjatywie naukowcy chcą ustalić, w jakiej skali obecne są w Polsce egzotyczne kleszcze i czy przenoszą one nowe, groźne patogeny.


Zobacz wideo

Jak usunąć kleszcza?

Nadsyłane zgłoszenia dotyczą różnych gatunków kleszczy. Na mapie naniesiono dotychczas 253 zgłoszenia kleszczy pospolitych, 212 zgłoszenia kleszczy łąkowych i 12 kleszczy z rodzaju Hyalomma. To właśnie ten ostatni gatunek budzi największe zainteresowanie. „Po dwóch sezonach aktywności kleszczy i obywateli wiemy już, że egzotyczne kleszcze Hyalomma są znajdowane regularnie w różnych regionach kraju, np. na Śląsku czy w Wielkopolsce” – podsumowała kierująca projektem prof. Anna Bajer.

Patogenne bakterie wywołujące gorączkę plamistą

Fizycznie do badania trafiły cztery Hyalomma. „Wyniki badań kleszczy przesłanych do naszego laboratorium wykazały, że wszystkie cztery okazy zawierały bakterie, riketsje R. aeschlimannii, które należą do patogenów wywołujących u ludzi riketsjozy z grupy gorączek plamistych. Zakażenie może objawiać się wysoką gorączką, silnym osłabieniem, bólami mięśni oraz charakterystyczną zmianą skórną w miejscu ukłucia. Ten gatunek bakterii jest ściśle związany z kleszczami z rodzaju Hyalomma, więc jest nowym patogenem, po raz pierwszy zanotowanym na terenie naszego kraju” – poinformowała Wiktoria Romanek, doktorantka zajmująca się projektem „narodowe kleszczobranie”.

„Na szczęście w kleszczach z Polski nie wykryliśmy dotychczas wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej, która jest chorobą o bardzo niebezpiecznym przebiegu” – zaznaczyła.

Hyalomma są duże (po opiciu krwią osiągają nawet 2 cm długości), szybko biegają i potrafią podążać za ofiarą nawet przez kilkaset metrów. Lubi krew koni, owiec, bydła i psów. Są groźne dla ludzi – przenoszą wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej.

Naukowcy z UW podkreślili, że obecna wiosna – sucha i ciepła – jest idealna dla przeżycia i rozwoju przywiezionych z Afryki młodocianych kleszczy Hyalomma. Wraz z migrującymi ptakami, tysiące larw i nimf trafiają corocznie do Europy. Badacze apelują do Polaków o czujność i zgłaszanie obserwacji.

Jak usunąć kleszcza?

„Chcieliśmy jeszcze raz prosić Państwa o pełną mobilizację i udział w projekcie, gdyż podczas nadchodzącej wiosny i lata możemy doświadczyć prawdziwego wysypu tych kleszczy. Przypominamy, że obecnie trwa wysyp kleszczy łąkowych (Dermacentor reticulatus) przenosicieli babeszjozy psów. Warto więc dokładnie oglądać siebie i pupili po spacerach, i zwracać uwagę na obecność nietypowych kleszczy, które można przesłać do Zakładu Eko-epidemiologii Chorób Pasożytniczych” – zachęca prof. Bajer.

W razie znalezienia nietypowo dużego kleszcza należy poinformować badaczy (za pośrednictwem formularza) i załączyć zdjęcie. Najlepiej wysłać samego kleszcza. Aby go usunąć, nie wolno go przekręcać ani szarpać. Można to zrobić pęsetą lub zastosować specjalne lasso, haczyki zwane kleszczołapkami czy specjalną pompkę ssącą. Ważne, by został uchwycony jak najbliżej skóry, co zapobiega zgnieceniu pajęczaka. Najlepiej wyciągać kleszcza powoli, unikając gwałtownych szarpnięć. Przygotowując kleszcza do transportu, należy go zamrozić w torebce plastikowej w zamrażalniku (minus 20 st. C) przez co najmniej 24 godziny. Znalezisko należy zapakować (może być rozmrożony) z kartką z danymi: z jakiego zwierzęcia został zdjęty, kiedy, gdzie.

Kleszcze należy wysłać na adres: Zakład Eko-epidemiologii Chorób Pasożytniczych na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego (Ilji Miecznikowa 1, 02-096 Warszawa).

Czytaj także: Podpatrzenie porodu waleni udaje się tylko sporadycznie. Do tej pory zaobserwowano go u 10 proc. gatunków z tej grupy ssaków morskich – do której należą wieloryby, delfiny i morświn – pisze na Wyborcza.pl Tomasz Ulanowski

Anna Ślązak (PAP)

Redagowała Kamila Cieślik

Share.
Exit mobile version