
Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Andrzej Duda, jak ustalił „Wprost”, zainaugurował działalność fundacji „Central European 3Seas Institute – Andrzej Duda Foundation”, która oprócz doradztwa ma się zajmować badaniami w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych. To dobra zmiana w karierze zawodowej byłego prezydenta?
Janusz Piechociński: Każdy z nas ma jakiś bagaż doświadczeń, kontaktów i spotkań. W grudniu 2015 roku obiecałem żonie, że nie wrócę do czynnej polityki i nigdy nie wystartuję w wyborach bez jej zgody. Zawsze się bała, że pewnego dnia przyjdę i powiem, że PSL czy Polska potrzebują Piechocińskiego. Ponieważ nie przychodzę, żona jest lekko zdziwiona. W 2016 roku, wraz z kilkunastoma przedsiębiorcami, zarejestrowałem Izbę Gospodarczą Polska-Azja. Jako ekonomista, parlamentarzysta z 20-letnim stażem i były minister gospodarki czułem, że warto wykorzystać dorobek i przyjaźnie z ambasadorami w kontaktach z Azją, Afryką czy krajami ASEAN. Mam też swoją działalność – Piechociński Consulting – i z tego żyję.
Zaskoczyło pana, że Andrzej Duda zamierza zajmować się badaniami naukowymi?
Wolę sytuacje, kiedy analizami zajmują się zorganizowane zespoły naukowców, a fundacje i politycy jedynie ich wspierają, znajdując granty. My, byli politycy, powinniśmy inspirować środowiska naukowe do większego zaangażowania. Często powtarzam rektorom uniwersytetów w Białymstoku, Lublinie czy Rzeszowie, że ich uczelnie powinny być bramami wiedzy o Azji. Pytam ich: „Panie Rektorze, dlaczego powstaje u pana tak mało prac magisterskich czy doktoratów o krajach azjatyckich?”.
Brakuje nam systemowej współpracy – staży, praktyk, wyjazdów naukowych. Świetną robotę natomiast robią np. organizacje studenckie, jak „Pekin-Warszawa” na SGH i UW.
Czyli nie do końca wierzy pan w naukowy sukces nowej struktury byłego prezydenta?

