Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Pamiętam, jak 11 lat temu, dokładnie w lipcu, ogłaszał pan uruchomienie programu „Go Iran”. Miał on zintensyfikować naszą współpracę gospodarczą z Teheranem. Jak z perspektywy swoich doświadczeń gospodarczych patrzy pan na konflikt na Bliskim Wschodzie?


Janusz Piechociński: To był zupełnie inny czas. Moje zaangażowanie wynikało z obserwacji, że polska przedsiębiorczość zbyt mocno koncentruje się wyłącznie na poznanych już, bezpiecznych rynkach Unii Europejskiej. Dlatego uruchamialiśmy kolejne programy typu „Go Africa”. Stąd moje misje gospodarcze do Algierii, Emiratów Arabskich, Kazachstanu czy Azerbejdżanu. Oczywiście dalej ważne były systematyczne relacje z Japonią, Koreą czy Krajami ASEAN. Byłem wtedy współprzewodniczącym Komisji Międzyrządowych ds. Współpracy z całym Wschodem i krajami arabskimi (z wyłączeniem Rosji).

W latach 2013–2014 wierzono w normalizację relacji Zachodu z Iranem i wygaszanie napięć, a w 2015 roku było już jasne, że USA i UE będą odchodzić od znacznej części sankcji.


Otwierała się szansa na wejście na ogromny rynek, tym bardziej że my, Polacy, mamy z Iranem bardzo pozytywne konotacje historyczne. Wystarczy wspomnieć losy żołnierzy i cywilów z Armii Andersa, którzy wychodzili z Azji Centralnej. Do dziś polskie groby w tamtym regionie są zadbane i stanowią ważny element naszej wspólnej historii. Takie wątki kulturowe zawsze warto eksponować, gdy chce się budować sympatię i poszerzać wpływy gospodarcze.


Jakie obszary współpracy uznaliście wtedy za kluczowe?


Kiedy zniesiono, czy znacznie ograniczono, sankcje byliśmy drugą taką misją z Unii Europejskiej, zaraz po Niemcach. Zabrałem kilkadziesiąt bardzo dobrze wyselekcjonowanych polskich firm. Przed wyjazdem dokładnie zweryfikowaliśmy, które sektory są bezpieczne w kontekście sankcji. Skoncentrowaliśmy się na technice rolniczej, monitoringu wody, AGD oraz technice transportowej i kolejowej, żywności – szczególnie ważne po blokadzie eksportowej na rynek Rosji po zajęciu Krymu w 2014 roku. To były obszary, w których mieliśmy wielkie szanse. Wykonywałem gigantyczną pracę, monitorując lokalne media i portale azjatyckie, a nawet angażując moje dzieci, wówczas studentów, do zbierania drobiazgowej nawet informacji gospodarczej.

Po stronie irańskiej spotkałem się z dużą sympatią, m.in. ze strony pani wiceprezydent i ministrów gospodarczych. Nasza wymiana handlowa była wtedy znikoma – eksport poniżej 100 mln dolarów, import ok. 40 mln. Przy potencjale Iranu, który jest ponad dwa razy liczniejszy od Polski, to był „śmiech”.


Chciałem to zmienić, m.in. poprzez uruchomienie bezpośredniego połączenia LOT-u Warszawa–Teheran, bo to realnie otwiera nowe przestrzenie dla turystyki i wymiany biznesowej.


Czemu panu tak zależało na tej współpracy? Pytam, ponieważ Iran w Europie jest kojarzony głównie z fundamentalistycznego reżimu i izolacjonizmu.

Share.
Exit mobile version