Najwyższy przywódca Iranu Ajatollah Ali Chamenei w styczniu polecił przewodniczącemu Najwyższej Narodowej Rady Bezpieczeństwa – Aliemu Laridżaniemu, aby „pokierował krajem” oraz zadbał o przetrwanie Republiki Islamskiej, w tym najwyższego kierownictwa – poinformował „New York Times”. W tym celu Chamenei miał wydać też szereg dyrektyw na wypadek śmierci wysoko postawionych urzędników. Każdy z nich ma także wyznaczyć maksymalnie czterech swoich następców. W razie śmierci samego przywódcy uprawnienia do podejmowania decyzji dostało wąskie grono jego zaufanych lojalistów. – Rola Laridżaniego będzie szczególnie ważna w czasie wojny – powiedział bliski rządowi konserwatywny analityk Nasser Imani.
Irański minister wierzy w pokojowe rozwiązanie
Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi udzielił wywiadu w CBS News, w którym poinformował, że Iran jest otwarty na dyplomację, ale nie ulegnie presji w postaci groźby ataku. – Jeśli chcą znaleźć rozwiązanie dla pokojowego programu nuklearnego Iranu, jedyną drogą jest dyplomacja. Udowodniliśmy to w przeszłości i wierzę, że nadal istnieje duża szansa na rozwiązanie dyplomatyczne oparte na grze korzystnej dla obu stron, a rozwiązanie jest w naszym zasięgu. Nie ma więc potrzeby żadnej rozbudowy potencjału militarnego. A rozbudowa potencjału militarnego nie pomoże i nie będzie w stanie wywrzeć na nas presji – powiedział Aragczi.
Czy dojdzie do ataku?
Zdaniem dwóch izraelskich urzędników prawdopodobieństwo eskalacji między USA a Iranem jest wysokie – ustaliła nieoficjalnie Agencja Reutera. – Obie strony obstają przy swoim – powiedział były amerykański dyplomata i specjalista ds. Iranu Alan Eyre. Portal Israel Hayom twierdzi jednak, że Iran zasygnalizował gotowość do działania pod nadzorem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Nalega natomiast, aby jego obiekty wzbogacania uranu pozostały na terytorium Iranu.
Więcej informacji na temat Iranu znajduje się w artykule: „Trump nie wyklucza ograniczonego uderzenia na Iran. 'Rozważam to'”.
Redagowała Wiktoria Beczek


