W piątkowym (20 marca) programie #BezKitu w TVN24 premier Donald Tusk został zapytany o zamykanie oddziałów ginekologiczno-położniczych w mniejszych miejscowościach. Jak stwierdził, w Polsce nie istnieje problem z dostępnością do porodówek. – Mamy w tej chwili najgęstszą sieć w Europie – tłumaczył. Na pytanie jednego z widzów dotyczące oddziału w szpitalu w Lesku na Podkarpaciu, premier zaprzeczył, jakoby został on zamknięty. 

Co z porodówką w Lesku?

– Jestem na bieżąco informowany o sytuacji na porodówkach. Nie jestem politycznym samobójcą. Chyba nikt nie może pomyśleć, że wpadłem na pomysł, żeby wkurzyć setki tysięcy kobiet – stwierdził, dodając, że „ostatnimi decyzjami byłyby takie, które naraziłyby przyszłe matki na jakiekolwiek ryzyko”.


Zobacz wideo

Polki chcą rodzić dzieci, ale Polska to bardzo utrudnia

Szef rządu tłumaczył, że duża gęstość oddziałów ginekologiczno-położniczych w kraju przy jednoczesnej małej liczbie porodów, to marnowanie pieniędzy. Dlatego niektóre oddziały muszą zostać zamknięte. Jak informowała rzeszowska „Wyborcza”, od stycznia br. przestały działać dwa kolejne oddziały ginekologiczno-położnicze na Podkarpaciu – w Lesku i Leżajsku. Wcześniej, w ciągu kilkunastu miesięcy, zamknięto porodówki w Przeworsku i Nisku, a w poprzednich latach oddziały w Ustrzykach Dolnych i Sanoku. 

Jak pisaliśmy na Gazeta.pl, w listopadzie ubiegłego roku Ministerstwo Zdrowia przedstawiło projekt, który miał rozwiązać problem zamykanych oddziałów położniczych w mniejszych szpitalach. Mimo zapowiedzi, z początkiem roku przepisy nie weszły w życie.

W Lesku dyżury położnych na SOR-ze prowadzono już podczas zawieszenia oddziału. – Ani jedno dziecko nie urodziło się na SOR-ze. Zgłosiły się trzy pacjentki przed porodem. Dwie przewieźliśmy do Brzozowa i Rzeszowa, trzecia pojechała prywatnym samochodem – mówiła „Wyborczej” Małgorzata Bryndza, dyrektorka Szpitala Powiatowego w Lesku.

„Premier powiedział nieprawdę”

Premier Tusk przyznał, że w ostatnim czasie rozmawiał o oddziale w Lesku z ministrą zdrowia. – Dobrze rozumiem lęki ludzi, że trzeba będzie jechać kilkadziesiąt kilometrów do innej porodówki. Nie lekceważę tych obaw. Są różne sposoby, żeby zapewnić bezpieczeństwo, jeśli chodzi o potencjalny poród. – dodał.

Iwona Holcman, ordynator ginekologii z Leska w rozmowie z TVN24 potwierdziła jednak, że oddział jest zamknięty od stycznia 2026 roku. – Premier Tusk powiedział nieprawdę, porodówki nie ma. Powodem zamknięcia był brak środków na dalszą działalność oddziału, który generował straty dla szpitala – mówiła z kolei TVN24 Magdalena Dąbrowska.

Do dziś nie ruszyła także zapowiadana przez władze powiatowe ginekologia planowa – obsługująca tylko zaplanowane zabiegi, nie nagłe.  – Pacjentki czują się oszukane – miała funkcjonować ginekologia planowa, ale gdy przyszło co do czego, pani dyrektor poinformowała, że otrzymała z NFZ taką propozycję finansowania, która nie pozwala na utrzymanie oddziału. Przy kwocie co najmniej 300 tysięcy złotych miesięcznie funkcjonowanie ginekologii jest po prostu niemożliwe – mówiła dla TVN Dąbrowska.

„Koszmar dla kobiet”

 – To jest koszmar dla kobiet – jasny sygnał, że do ginekologii planowej trzeba będzie dokładać. Wygląda na to, że po prostu nie opłaca się leczyć kobiet – stwierdziła.

Do informacji dot. leskiej porodówki odniósł się rzecznik rządu, Adam Szłapka. – Porodówka w Lesku nie funkcjonuje od pewnego czasu ze względu na remont. Rozmawiałem jeszcze dzisiaj (21 marca) z ministrą zdrowia. Zapewniła, że każda kobieta w kwestiach porodowych jest i będzie w stu procentach zaopiekowana i bezpieczna – przekazał Szłapka w rozmowie z dziennikarzem TVN. Decyzja o remoncie miała zostać podyktowana tym, że od dłuższego czasu na oddziale nie było żadnych porodów.

Czytaj także: Gang nastolatków oszukiwał na BLIK-a, najmłodszy miał 12 lat. Poznali się przez internet – pisze Jarosław Sidorowicz na Wyborcza.pl.

Share.
Exit mobile version