Niemal dokładnie rok od objęcia urzędu przez Donalda Trumpa, Białym Domem wstrząsają kolejne kryzysy i skandale – od śmierci dwojga obywateli z rąk agentów ICE przez obciążające prezydenta dokumenty Jeffreya Epsteina, aż po spektakularną klapę filmu „Melania”. Badanie Pew Research Center z końca stycznia pokazuje, że poparcie dla Donalda Trumpa spada i obecnie wynosi 37 proc. To spadek o 10 punktów procentowych od początku kadencji. Co więcej, połowa badanych zadeklarowała, że działania administracji Trumpa są gorsze, niż się spodziewali. Przeciwnego zdania jest 21 proc., a 27 proc. Amerykanów twierdzi, że popiera wszystkie działania prezydenta. Ten ostatni wskaźnik to „twardy” elektorat Trumpa, który jest skłonny poprzeć wszystko, co zrobi. Badanie Pew Research Center pokazuje, że także ta baza w ciągu roku zmniejszyła się o osiem punktów procentowych.
– Wyborcy patrzą na Donalda Trumpa nie jak na polityka, ale jak na bożego pomazańca, jest w tym element ponadnaturalny, religijny, który legitymizuje go w bazie wyborców. Natomiast ta baza się kruszy, ponieważ Donald Trump nie spełnił swojej obietnicy cudu gospodarczego. „Złoty wiek Ameryki”, który obiecał w mowie inauguracyjnej, właściwie się nie wydarzył, Amerykanie mierzą się ze wzrostem cen, nie czują, że żyje im się lepiej – powiedziała w rozmowie z Gazeta.pl Magdalena Górnicka-Partyka, analityczka polityki USA.
Wierna baza wyborców może nie wystarczyć
Drugi największy problem Trumpa, na który wskazuje ekspertka, to sprawa polityki migracyjnej. Jak wyjaśniła, przed długi czas, nawet gdy Donald Trump tracił w sondażach, polityka migracyjna była oceniana dobrze. Do czasu. – Jeden z ostatnich sondaży dla „The New York Times” pokazał, że 61 proc. Amerykanów uważa, iż działania służb imigracyjnych ICE poszły za daleko. Nie chcieli, żeby polityka migracyjna tak wyglądała, nie chcieli oglądać tych obrazków i nie chcieli, żeby skończyło się to śmiercią dwojga amerykańskich obywateli – powiedziała Górnicka-Partyka i podsumowała:
To są dwa filary, na których Donald Trump zbudował swoje zwycięstwo wyborcze w 2024 r. i one się chwieją. Trump traci tych wyborców, którzy zaprowadzili go do Białego Domu: młodych – dziś rozczarowanych brakiem cudu gospodarczego – i wyborców latynoskich, którzy nie mogą patrzeć na to, co się dzieje w kwestii polityki migracyjnej. Ta najbardziej wierna baza, która przy nim zostanie, może nie wystarczyć do tego, żeby wygrać wybory uzupełniające do Kongresu pod koniec roku.
Analityczka wśród problemów Trumpa wymieniła też dokumenty Jeffreya Epsteina, w których prezydent pojawia się kilka tysięcy razy, oraz zagraniczne interwencje. – Wyborcy nie chcą globalistów i wprowadzania demokracji na karabinach gdzieś za granicą. Chcą kogoś, kto powie „America First”, skupi się na Amerykanach, na ich potrzebach i portfelach. Tymczasem Donald Trump zajmuje się Wenezuelą, Grenlandią, tematami zastępczymi z punktu widzenia przeciętnego Amerykanina. To jest ten moment, gdy Amerykanie mogą pokazać Donaldowi Trumpowi żółtą kartkę – oceniła.
Odbijanie rozczarowanych Amerykanów z rąk Trumpa
Jaskółką zmiany i powodem do niepokoju dla Partii Republikańskiej są wybory uzupełniające do stanowego Senatu w Teksasie. Rozstrzygnięte przed kilkoma dniami głosowanie, dało zwycięstwo Taylorowi Rehmetowi, działaczowi związkowemu z Partii Demokratycznej. Wyborów w tym okręgu jeszcze nigdy nie wygrał demokrata, tymczasem 33-letni polityczny debiutant zwyciężył z przewagą sięgającą 14 punktów procentowych z kandydatką popieraną przez Donalda Trumpa, która wydała wielokrotnie więcej na kampanię. – Amerykanie mają dość wizji Donalda Trumpa, która się nie realizuje. Pytanie, czy demokraci będą potrafili przejąć tę narrację, przejąć postulaty i zaproponować to wyborcom jako ich ofertę, czy będą szukali czegoś zupełnie innego? – zastanawiała się Górnicka-Partyka.
Ekspertka zauważyła, że Amerykanie, głosując na Donalda Trumpa, ale też na Zohrana Mamdaniego, którego wybrali na burmistrza Nowego Jorku, pokazali, jakich zmian oczekują. Mimo ogromnych różnic między politykami, prezentowali oni podobne postulaty w kwestii przystępności cenowej czy tańszych mieszkań. – Pokazali, że chcą zajęcia się ponadpartyjnymi problemami zwykłych obywateli. Jeśli demokraci przejmą te postulaty i będą mieli ofertę dla Amerykanów rozczarowanych Trumpem, to lampka ostrzegawcza dla republikanów i prezydenta zacznie się świecić dużo jaśniej. Ale na razie partyjny establishment demokratów jest w rozsypce i mimo sukcesu Mamdaniego, zwycięstwa w wyborach na gubernatorki w Wirginii i New Jersey, cały czas nie ma spójnej strategii przed listopadowymi wyborami. Demokraci potrzebują ponadfrakcyjnego dogadania się, by odbić rozczarowanych Amerykanów z rąk Donalda Trumpa – oceniła.
W Partii Demokratycznej nie ma też wyraźnego lidera – wyjaśniła analityczka – a jedynym wyróżniającym się politykiem jest gubernator Kalifornii Gavin Newsom, który używa języka Donalda Trumpa przeciwko niemu. – Po tragedii w Minnesocie coś się ruszyło dopiero po tym, jak Barack Obama, a później Bill Clinton opublikowali swoje oświadczenia. Byli prezydenci musieli zabrać głos, bo nie było jednego, głośnego lidera w partii – to jest duży problem – powiedziała Górnicka-Partyka i dodała, że Kamala Harris zajmuje się promowaniem swojej książki i choć twierdzi, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, nie jest obecna w sferze publicznej jako recenzentka polityki Trumpa. – Demokraci tego potrzebują, muszą mieć poczucie, że jest ktoś, kto nad tym szaleństwem panuje. Wydaje się, że w Partii Demokratycznej nie ma osoby tego formatu, która mogłaby przeciwstawić się Donaldowi Trumpowi – stwierdziła ekspertka.
Gra strachem przed migrantami
Magdalena Górnicka-Partyka w rozmowie z Gazeta.pl mówiła też o brutalności ICE, której wielu Amerykanów nie akceptuje. – Donald Trump kręci film sensacyjny, w którym tymi dobrymi są agenci ICE, a tymi złymi – imigranci przebywający w USA bez odpowiednich dokumentów. To miało przynieść odstraszający efekt propagandowy i wzbudzić strach w Amerykanach. Mieli się bać i zwracać się do Donalda Trumpa jako jedynej osoby, która może „uratować” Amerykę przed migrantami, których się demonizuje i ukazuje jako wrogów Ameryki. Z kolei ludzie przebywający nielegalnie w USA mieli ze strachu sami się deportować – mówiła analityczka.
Jednocześnie należy zauważyć, że Donald Trump wcale nie przoduje w statystykach dotyczących deportacji. – Obama był nazywany Deporter-in-Chief [pol. naczelny deportujący], ale działania ICE były skupione na więzieniach i aresztach, a przed akcjami przeprowadzano dochodzenia. Natomiast teraz odbywa się przemysłowa deportacja, łapanki na osiedlach i w określonych społecznościach. To budzi sprzeciw. Dopiero teraz, w drugiej kadencji Trumpa, bardzo wielu ludzi zobaczyło po raz pierwszy agentów ICE w akcji. Wcześniej działali głównie zakulisowo, w porozumieniu z policjami lokalnymi. Teraz wszyscy mogą to obejrzeć i dla jednych jest to przerażające, a dla innych pokrzepiające – wyjaśniła Górnicka-Partyka.
Zdaniem ekspertki, ponieważ prezydent USA wywodzi się z programów reality, wie, czym jest dobre show, ale Amerykanie widzą, że zaczęli znikać nie tylko zapowiadani przez Trumpa przestępcy, ale pielęgniarki, rolnicy, budowlańcy, opiekunki i inni, którzy przez lata budowali swoje życie w Stanach Zjednoczonych. – To nie zgadza się z oficjalną narracją prezydenta. Śmierć dwojga obywateli amerykańskich z rąk służb federalnym była kroplą, która przelała czarę. Działania bazujące na strachu zaczęły bardziej odstręczać od polityki Donalda Trumpa niż budować poczucie, że amerykański prezydent wie, co robi – podsumowała.


