Wzrost temperatur w Europie wyraźnie wpłynął na kalendarz migracji. W niemal wszystkich analizowanych przez badaczy regionach kontynentu ptaki dziś wracają na lęgowiska wcześniej niż na początku XX w. Dotyczy to również Polski. W zachodniej części kraju, gdzie zespół poznańskich naukowców badał dane z lat 1913-1996, aż 14 z 16 analizowanych gatunków pojawiało się coraz wcześniej.
Najsilniej reagowały gatunki takie jak jaskółka dymówka, pliszka siwa, kopciuszek czy gołąb grzywacz. Szczególnie po 1970 r., wraz z wyraźnym ociepleniem wiosen, tempo tych zmian wzrosło. Sam fakt wcześniejszych przylotów nie oznacza jednak, że ptaki dobrze radzą sobie z nowymi warunkami. Przyroda przyspiesza szybciej niż ptasie migracje, a ta różnica z roku na rok rośnie.
Spóźnienie, którego nie widać w kalendarzu
Choć ptaki pojawiają się wcześniej, badania pokazują, że z każdym rokiem i tak trafiają na coraz bardziej zaawansowaną wiosnę. Naukowcy mierzą to za pomocą tzw. sum temperatur efektywnych, czyli ilości ciepła zgromadzonego w środowisku do momentu przylotu.
W ostatnich dekadach ptaki zaczęły przylatywać przy temperaturach nawet o kilkadziesiąt proc. wyższych niż dawniej. To zjawisko określane jest jako opóźnienie termiczne. Oznacza ono, że choć migracje formalnie się przyspieszyły, w praktyce ptaki coraz częściej spóźniają się względem tempa zmian zachodzących w przyrodzie.
W praktyce oznacza to, że ptaki trafiają na lęgowiska wtedy, gdy wiosna jest już „rozkręcona”. Rośliny wcześniej zakwitają, owady szybciej kończą swoje cykle rozwojowe, a szczyt ich liczebności coraz częściej przypada przed momentem, gdy ptaki zaczynają karmić pisklęta. Nawet kilkudniowe przesunięcie może decydować o tym, czy młode dostaną wystarczającą ilość pożywienia.
Afrykańskie migracje w najtrudniejszej sytuacji
Najbardziej narażone są ptaki migrujące na duże odległości, zimujące w Afryce subsaharyjskiej. Ich wędrówki są w dużej mierze regulowane długością dnia i warunkami panującymi na zimowiskach, a nie aktualną pogodą w Europie. W efekcie reagują wolniej na coraz wcześniejsze wiosny na północy kontynentu.
To właśnie w tej grupie badacze obserwują najsilniejsze spadki liczebności. Ptaki przylatują, gdy najlepszy moment na rozpoczęcie lęgów zaczyna już mijać, a dostępność pokarmu nie pokrywa się z potrzebami młodych. Im większe opóźnienie termiczne, tym gorsze wyniki lęgowe i niższa przeżywalność populacji, co w dłuższej perspektywie prowadzi do systematycznego spadku liczebności.
Dodatkowym problemem jest to, że warunki klimatyczne zmieniają się nie tylko w Europie, ale również na trasach migracji i na afrykańskich zimowiskach. Susze, zmiany opadów i degradacja siedlisk ograniczają dostęp do pokarmu jeszcze zanim ptaki wyruszą w drogę powrotną.
Krótsze migracje dają przewagę
Zupełnie inaczej radzą sobie migranci krótkodystansowi, zimujący w Europie lub w rejonie Morza Śródziemnego. Te gatunki znacznie silniej reagują na lokalne temperatury i potrafią lepiej dopasować termin przylotu do warunków panujących na lęgowiskach.
W wielu regionach Europy ich populacje rosną. Korzystają także gatunki osiadłe, które w ogóle nie migrują. Łagodniejsze zimy zwiększają ich przeżywalność, a jednocześnie wzmacniają konkurencję wobec ptaków przylatujących z daleka. W praktyce oznacza to, że spóźnieni migranci muszą rywalizować o zasoby z ptakami, które były na miejscu przez całą zimę i wcześniej zajęły najlepsze terytoria.

Polska nie jest wyjątkiem
Obraz wyłaniający się z danych z Polski dobrze wpisuje się w europejski trend. W zachodniej części kraju najsilniejsze przyspieszenie przylotów dotyczyło gatunków zimujących bliżej, silnie związanych z lokalnymi temperaturami wiosennymi. Migranci długodystansowi reagowali słabiej, a w kilku przypadkach ich przyloty wręcz się opóźniały.
W polskich warunkach znaczenie ma także szybko zmieniający się krajobraz. Intensywne rolnictwo, zanik miedz, mokradeł i zadrzewień śródpolnych sprawiają, że ptaki mają mniej „buforu bezpieczeństwa”. Dawniej mogły skompensować gorszy termin przylotu, dziś margines błędu jest znacznie mniejszy.
Najwcześniejsi są najbardziej narażeni
Badania pokazują również, że najwcześniej pojawiające się osobniki są najbardziej wrażliwe na zmienność klimatu. To one najsilniej reagują na ciepłe zimy i wczesne wiosny, ale jednocześnie ponoszą największe ryzyko w razie nagłych ochłodzeń, późnych przymrozków czy długotrwałych okresów złej pogody.
Zmiana klimatu nie oznacza więc prostego „przesunięcia terminów”, lecz wzrost nieprzewidywalności. Sezony stają się mniej stabilne, a ptaki coraz częściej muszą podejmować decyzje migracyjne w warunkach dużej niepewności.
-
Pożary strawiły już 15 tys. hektarów. Przyrodniczy skarb zagrożony
-
Myśleli, że mają kości mamutów. Pomyłkę odkryto po 70 latach
Dlaczego termin przylotu ma znaczenie
Moment powrotu na lęgowiska decyduje o dostępie do najlepszych terytoriów, partnerów i zasobów pokarmowych. Zbyt wczesny przylot oznacza ryzyko głodu i wychłodzenia. Zbyt późny skutkuje gorszą pozycją w rywalizacji i mniejszym sukcesem lęgowym.
Zmiana klimatu przesuwa ten optymalny moment coraz szybciej. Ptaki, które nie potrafią się do niego dostosować, przegrywają, nawet jeśli z roku na rok przylatują wcześniej niż dawniej. W skali całych populacji takie drobne różnice kumulują się w wyraźny trend spadkowy.
Adaptacja zamiast gwałtownej zmiany składu gatunkowego
Badania sugerują, że w najbliższych dekadach ptasie społeczności w Europie będą zmieniać się głównie poprzez dostosowanie zachowań, a nie masowe zanikanie gatunków. Ptaki skracają dystanse migracji, modyfikują terminy przylotów i coraz częściej rezygnują z dalekich wędrówek.
Nie wszystkie gatunki mają jednak takie same możliwości adaptacji. Ptaki wyspecjalizowane siedliskowo i słabo tolerujące zmiany temperatury reagują gorzej niż gatunki bardziej elastyczne. To one w największym stopniu odpowiadają za obserwowane spadki liczebności.
Zmiana klimatu nie zatrzymuje ptasich wędrówek. Sprawia jednak, że dla coraz większej liczby gatunków wiosna zaczyna się wtedy, gdy one dopiero docierają na miejsce. A w świecie, w którym przyroda przyspiesza z roku na rok, ta różnica coraz częściej decyduje o tym, które ptaki zostaną z nami na dłużej.


