
-
Junko pojawił się w Polsce po raz pierwszy od 60 lat podczas pandemii.
-
Podczas pandemii COVID-19 miejskie junko wykształciły dłuższe dzioby, które po powrocie ludzi ponownie stały się krótsze.
-
Badania wykazały, że ewolucyjne zmiany u ptaków mogą zachodzić bardzo szybko w odpowiedzi na nagłe zmiany środowiskowe.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Wirus wywołujący COVID-19 zaczął się szerzyć pod koniec 2019 r. począwszy od chińskiego miasta Wuhan. W 2020 r. epidemia opanowała cały świat i przekształciła się w pandemię.
Większość państw zamknęła granice, lotniska, odwołała całe życie publiczne, a ludzie zostali w domach. To otworzyło szansę dla zwierząt, wiele z nich wyszło z kryjówek i zaczęło nowe życie bez presji ludzi. Wiele się zmieniło.
Junko zwyczajny to charakterystyczny ptak z Ameryki Północnej, który nie tak dawno stał się sławny w Polsce. Jak pisaliśmy w Zielonej Interii, ten krewny pasówek w lutym 2025 r. po raz pierwszy od 60 lat pojawił się w Polsce i wylądował w karmniku w Białowieży. To jeden z tych rzadkich przypadków, gdy ptaki północnoamerykańskie dolatują aż do nas i to na dodatek ptaki tak niewielkie jak junko.
Junko z karmników stał się bohaterem ewolucji
Ten sam gatunek jest bohaterem nowych i przełomowych ustaleń związanych z ewolucją, jej przebiegiem i tempem. Wydaje się, że to powolny proces, ale w pewnych warunkach może on mocno przyspieszyć. Tak się stało w czasie pandemii.
Junko to amerykański przedstawiciel ptaków wróblowych. Należy do rodziny pasówek, która w Polsce nie jest spotykana. Pasówki to ptaki Ameryki, należą do nich takie gatunki jak wąsatek, oranżyk, zapatak, pipil, polniczek i wiele innych, w tym junko.
To zjadacz nasion, w zasadzie niemal cała jego dieta sprowadza się do nich. Jedynie w okresie lęgowych junko uzupełniają dietę własną i piskląt rozmaitymi bezkręgowcami. Polują wtedy zawzięcie nawet na motyle czy mrówki.
Jak podaje CNN, właśnie junko od lat licznie pojawiały się na terenach kampusu Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Szukały tam pożywienia, resztek. Był to widoczny proces synantropizacji tego gatunku. Junko bowiem zazwyczaj nie występuje w miastach. Kryzys klimatyczny i presja człowieka zniszczyły jednak jego siedliska w górskich lasach, więc ptaki zaczęły pojawiać się także w miastach jakich jak Los Angeles.
Miejskie ptaki wykształciły przez lata krótsze i grubsze dzioby, co stanowi wyraźny kontrast w porównaniu z dłuższymi dziobami ich krewnych mieszkających w górach. Na tyle wyraźny, że da się go dostrzec gołym okiem.
Ewolucja poszła do przodu i cofnęła się
„Odkryliśmy, że antropauza [brak ludzi – przyp. red.] wiązała się ze zmianą kształtu i wielkości dzioba: miejskie junko, które wykluły się podczas antropauzy, miały inne kształty i wielkości dziobów inne niż przed antropauzą i podobne do dziobów dzikich ptaków” – podsumowują naukowcy.
To jednak nie wszystko, gdyż pandemia przecież ustała. Ludzie wrócili, także na kampus i miasta odzyskały dawny rytm. Zwierzęta na to zareagowały i to równie szybko. „Ptaki, które wykluły się po antropauzie, powróciły do poziomu wyjściowego przed antropauzą pod względem wielkości dzioba” – czytamy w opracowaniu.
Od wybuchu pandemii minęło ponad pięć lat. W tym czasie ludzie zniknęli z ulic miast i znów się na nich pojawili. Ptaki w tym czasie zareagowały szybkimi zmianami ewolucyjnymi. Najpierw wydłużyły się ich dzioby, potem ponownie zmalały, by dostosować się na powrót do pokarmu i resztek zostawianych przez ludzi. Wszystko to w zaledwie pół dekady!
Naukowcy twierdzą, że badanie to podkreśla wpływ, jaki ludzie mogą mieć na zwierzęta pojawiające się w miastach i zarazem pokazuje, jak szybko może zachodzić ewolucja, jeśli zwierzęta muszą przystosować się do nowych warunków. Ewolucja nie przebiega wciąż w tym samym tempie, co jest zgodne z założeniami neodarwinizmu.

