Gdzie oddać stary t-shirt? Bałagan w szafie i z przepisami
Od początku roku jesteśmy zobowiązani do oddawania niepotrzebnych rzeczy, np. w wyznaczonych przez gminę punktach zbiórek. Minimum, jakie gmina jest zobowiązana zapewnić, to zbiórka przynajmniej w jednym punkcie, tzw. PSZOK-u. Niektóre miasta wprowadziły indywidualne rozwiązania, np. dzwonić do MPO można umówić się na odbiór odzieży spod domu.
Po wejściu w życie nowych przepisów ilość tekstyliów oddawanych do PSZOK rzeczywiście wzrosła. Pojawił się jednak nowy problem – w Polsce, ale i w innych krajach nie ma odpowiedniej liczby instalacji do recyklingu odzieży.
My jako Europa tez jesteśmy winni konsekwencji ultra fast fashion
Wraz z rewolucją przemysłową zaczęliśmy konsumować więcej. Coś, co kiedyś było oznaką zamożności, spowszedniało. Każdy z nas wraz z upływem lat zaczął mieć coraz większy dostęp do tanich rzeczy, w tym ubrań. Nazywamy to rozwojem cywilizacyjnym i postępem, ale są ukryte koszty takich procesów.
– Masowa produkcja oznacza niskie koszty. To cieszy, ale później w latach 50. i 60. zaczęto produkować tekstylia z ropy – wyjaśnia Krzysztof Kieszkowski. Dziś taka odzież króluje na platformach sprzedażowych oferujących tzw. szybką modę. Tutaj kolekcje zmieniają się w okamgnieniu, a rzeczy są wątpliwej jakości.
– Doszliśmy do tego, że raz w miesiącu jest nowa kolekcja, a nawet 2 razy w miesiącu, a kiedyś mieliśmy 4 kolekcje w roku odpowiadające czterem porom roku – zaznacza prezes Fundacji Odzyskaj Środowisko.
Ubrania z Europy wracają tam, gdzie zostały wyprodukowane
Innym problemem, z jakim mierzymy się w związku z globalną nadprodukcją odzieży jest nieumiejętność gospodarowania odpadami – odzież trafia m.in. do krajów w Afryce. Tu powstają gigantyczne wysypiska, ubrania zalewają plaże i lądują w morzach. Uganda, Rwanda i Zimbabwe z zalewem ubrań spoza Afryki próbują walczyć m.in. poprzez zakazy czy ograniczenia importu, ale dane są bezlitosne: z obliczeń fundacji The Or Foundation wynika, że co tydzień do Ghany przybywa 15 mln ubrań.
Masowi producenci ubrań są ponadto oskarżani o wyzysk pracowników, gigantyczną skalę zużycia wody i zanieczyszczanie środowiska np. poprzez stosowanie toksycznych barwników.
Według eksperta zalew ubrań z Azji jest globalną konsekwencją nadprodukcji i nadkonsumpcji. – Europa też nie jest bez winy – zauważa Kieszkowski. Według danych Europejskiej Agencji Środowiska przeciętny obywatel Unii Europejskiej kupił w 2022 r. 19 kg odzieży, obuwia i tekstyliów domowych. To więcej niż trzy lata wcześniej – wówczas średnia wynosiła 17 kg.
Dziennikarze hiszpańskiego „El Pais” postanowili prześledzić, gdzie trafią ubrania, które Europejczykom nie są już potrzebne. Włożyli do ubrań nadajniki GPS i potwierdziło się najgorsze: mamy gigantyczny problem z nadprodukcją tanich ubrań i nie potrafimy gospodarować swoimi odpadami.