Na specjalnej konferencji prasowej Roman Giertych stwierdził, że sprawa „dwóch wież” jest już na końcowym etapie zbierania materiału dowodowego. Poseł Koalicji Obywatelskiej ma ze sprawą bezpośredni związek. Reprezentuje będącego stroną Geralda Birgfellnera, biznesmena twierdzącego, że został oszukany przez Jarosława Kaczyńskiego.
To właśnie w tej sprawie na kilka dni przed śmiercią przesłuchiwana była Barbara Skrzypek, bliska współpracowniczka Kaczyńskiego. Jak przekazał na konferencji Giertych, zeznania kobiety spowodowały, że pojawił się nowy wątek. – Wątek wykorzystania pozycji pana Kaczyńskiego do załatwienia sobie 300 milionów euro kredytu dla dziennikarzy – powiedział poseł KO.
Giertych na potwierdzenie swoich słów wskazywał dokumenty z banku Pekao S.A. i zeznania Birgfellnera, który „uczestniczył w tym, jak prezes Kaczyński nakazywał prezesowi banku udzielić sobie kredytu na 300 milionów euro dla spółki, która nie miała historii dłuższej niż parę miesięcy”. – Nie miała żadnego kapitału, nie miała żadnych zabezpieczeń de facto poza działką na Srebrnej – mówił polityk.
Zeznania Skrzypek zdenerwowały Kaczyńskiego? Giertych o pewnym szczególe
Poseł KO odniósł się także bezpośrednio do zeznań Skrzypek. – To, co zdenerwowało Jarosława Kaczyńskiego w zeznaniach Barbary Skrzypek, to był krótki fragment, w którym ona potwierdziła, że on się spotykał z prezesem Pekao S.A. – stwierdził parlamentarzysta.
Polityk podkreślił, że zeznania bliskiej współpracowniczki pokrywają się z tymi złożonymi przez jego klienta. – W moim przekonaniu to stanowi wystarczający dowód, aby panu Kaczyńskiemu postawić zarzut z art. 231. §2 Kodeksu karnego – mówił Giertych, wskazując na nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, za co grozi do 10 lat pozbawienia wolności. – Poseł, polityk, prezes nie może wykorzystywać swojej funkcji publicznej do organizowania kredytu na swoje spółki – tłumaczył Giertych.