Nazwy, którymi określano huragany Beryl, Helene i Milton oficjalnie wycofano z użycia. Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) ogłosiła nowe terminy: od teraz zjawiska będą nazywane Brianna, Holly i Miguel. Ponadto huragan John będzie się teraz nazywał Jake. WMO wyjaśnia, że zmiana nazewnictwa ma głębsze znaczenie.
Po co zmieniać nazwy huraganów?
Huragany Helene, Milton i Beryl spowodowały w zeszłym roku ogromne szkody. Ich nazwy zostały zmienione przez Światową Organizację Meteorologiczną, aby nie kojarzyły się źle z rodzinami ofiar i osobom, które odczuły znaczne straty z powodu zetknięcia się ze skutkami zjawisk.
Tylko w ub.r. te trzy huragany doprowadziły do śmierci kilkuset osób i spowodowały szkody warte co najmniej 120 mln dolarów. Huragan Helene wyrządził najwięcej szkód spośród trzech zjawisk – zginęło 250 osób, naprawa zniszczonej infrastruktury kosztowała niemal 80 mld dolarów, gorsze skutki były tylko po uderzeniu Katriny w 2005 r. Milton pojawił się tuż po Helene i zdewastował część Florydy, doprowadził do śmierci 68 osób, a John pochłonął 29 ofiar.
Od teraz Helen, Milton i Beryl będą nazywać się kolejno: Brianna, Holly i Miguel.
Zmiany klimatu zwiększają intensywność huraganów
Wycofywanie nazw zjawisk, które wyrządziły znaczne szkody, jest regularną praktyką stosowaną przez meteorologów. Z listy zniknęło już co najmniej 100 takich określeń, m.in. Harvey, Ian, Katrina, Michael i Sandy.
Światowa Organizacja Meteorologiczna praktykuje nadawanie nazw huraganom i innym zjawiskom od 1950 r. Obecnie stosuje się w celu ich klasyfikacji imiona żeńskie i męskie. Meteorolodzy wyjaśniają, że nadawanie imion znacznie ułatwia przepływ informacji w czasie trwania huraganów i po ich ustąpieniu.
Obecnie uważa się, że zmiany klimatu zwiększają intensywność huraganów. Tak było np. w przypadku Helene – efekty globalnego ocieplenia zwiększyły potencjał zniszczeń huraganu. Padało więcej deszczu, morze było cieplejsze, a wiatr dużo silniejszy.