
Pustki na ulicach, zamknięte sklepy, straszące pustostany. To obraz, który coraz częściej wita Polaków, odwiedzających swoje rodzinne miejscowości. Nie ma w nich młodych ludzi, a ci, którzy zostali, żyją z dnia na dzień. Polska powoli się wyludnia – to teza, której nie da się już zaprzeczać. Najnowsze dane GUS jasno pokazują, znów jest nas mniej. Tym razem o prawie 160 tys. niż przed rokiem.
– Z rodzinnego Ostrowca Świętokrzyskiego wyjechałem na studia do stolicy. Na czwartym roku zacząłem pracę i zostałem. Rodzice sami mówili mi, żebym nie wracał, bo ciężko będzie mi znaleźć pracę na podobnych warunkach – wspomina Mateusz. Ten, który szukał kwiaciarni w sobotnie popołudnie.
Bliskich odwiedza kilka razy w roku, częściej to oni przyjeżdżają do niego. – Tam nie ma co robić – przyznaje. Większość jego znajomych ze szkoły wyjechała do dużych miast. Tych, którzy zostali, jest w stanie zliczyć na palcach.
Polska się wyludnia. O pracę trudno, dla młodych brakuje zajęć
– Ludziom żyje się tam „po prostu” – mówi 25-letnia Kasia o swojej rodzinnej miejscowości. Sądkowa jest położna niedaleko Jasła na Podkarpaciu. Nie ma tam kościoła ani szkoły, są w oddalonym o kilka minut jazdy samochodem Tarnowcu.
Na studia Kasia przeprowadziła się do Krakowa. Po studiach? Została. – Początkowo rozważałam w jakimś stopniu powrót do domu, ale biegiem czasu doszłam do wniosku, że to może nie mieć sensu, chociażby ze względu na pracę – przyznaje.
W Sądkowej wciąż mieszkają najbliżsi 25-latki, w tym kilkoro znajomych. Koleżance udało się znaleźć pracę związaną z wykształceniem, ale musi do niej dojeżdżać do większego miasta, a to generuje dodatkowe koszty. W samej Sądkowej o pracę trudno, w otaczających ją wioskach można by zatrudnić się w sklepie, znaleźć coś dorywczego.
Zanim Kasia się wyprowadziła, okolica bardziej tętniła życiem, było więcej kontaktów z sąsiadami. Teraz ma wrażenie, że zaczyna to zanikać, ludzie są skupieni na pracy, obowiązkach. – Zmieniające się czasy i „szybsze życie” może powodować, że ludzie nie chcą się już integrować po całym dniu – uważa Kasia. Chociaż są pustki na ulicach, to w gminie pojawiają się różne inicjatywy: organizowane są warsztaty, wycieczki, zajęcia dla osób starszych czy dzieci. Dla młodych dorosłych jest niewiele, bo ich tam zwyczajnie nie ma.
„Poza sezonem jest ciężko”
Marcin praktycznie od urodzenia mieszał we Władysławowie. Wyjechał do szkoły średniej w Gdańsku i mieszkał w internacie. Został w mieście na studia, do rodzinnego Władysławowa już nie wrócił, teraz odwiedza mieszkających tam bliskich raz w roku.
– W lecie łatwo tam znaleźć pracę, ale poza sezonem jest ciężko – mówi. Co jego bliscy mówią o turystycznym miasteczku? „Cisza i spokój poza sezonem, w sezonie chaos i hałas”.
Zdaniem Marcina obecnie we Władysławowie żyje się lepiej niż kilkanaście lat temu, poza sezonem widać jednak pustki na ulicach. – Jak to żartobliwie mówią mieszkańcy: „Władysławowo jest najpiękniejszym miastem od października do kwietnia„. Cisza. Spokój, przestrzeń – mówi Interii.
Alarmujące dane GUS: Polaków coraz mniej
To właśnie Władysławowo znalazło się na pierwszym miejscu na liście najbardziej wyludniających się miast w ostatnich latach w Polsce w ujęciu procentowym. W czołówce są też Hel i Jastarnia.
– W rejonach turystycznych do wyludniania prowadzą wygórowane ceny nieruchomości. Tam powody są inne, niż w pozostałych rejonach Polski. Ludzie wolą sprzedać lub wynająć swoje mieszkanie i mieć z niego stały dochód, a sami wybudować dom 20-30 km dalej za pieniądze, za które w swojej rodzimej miejscowości mogliby kupić co najwyżej kawalerkę – wyjaśnia w rozmowie z Interią prof. Piotr Szukalski, demograf.
Zmieniające się czasy i „szybsze życie” może powodować, że ludzie nie chcą się już integrować po całym dniu
Pod koniec październikaGłówny Urząd Statystyczny opublikował najnowsze dane, dotyczące sytuacji demograficznej Polski. Wynika z nich, że tempo ubytku rzeczywistego w trzech kwartałach bieżącego roku wyniosło ok. -0,30 proc., co oznacza, że na każde 10 tys. mieszkańców ubyło 30 osób. W ostatnich trzech kwartałach urodziło się około 181 tys. dzieci, a zmarło około 303 tys. osób.
Ekspert o znikającej Polsce. „Katastrofa”
Czy Polska się wyludnia? Jak przebiega ten proces i czy można wskazać konkretne regiony, które najszybciej pustoszeją? Pytamy o to demografa i gerontologa społecznego, prof. Piotra Szukalskiego z Uniwersytetu Łódzkiego.
– Depopulacja (proces wyludniania się) jest rezultatem zmieniającej się piramidy wieku – mówi w rozmowie z Interią.
Ekspert tłumaczy, że pierwsze roczniki powojennego wyżu demograficznego właśnie zbliżają się do osiemdziesiątki. Wśród nich występuje duże prawdopodobieństwo zgonu. Z drugiej strony w piramidzie wieku widoczna jest długookresowa niska liczba urodzeń. Patrząc tylko na czynniki demograficzne, w nadchodzących latach zmniejszać się będzie liczba urodzeń, kobiet bowiem w najlepszym wieku do posiadania potomstwa (25-35 lat – red.) z roku na rok będzie mniej.
Prof. Szukalski wskazuje, że jest też drugi czynnik, czyli gotowość do posiadania potomstwa, którą utożsamiamy ze współczynnikiem dzietności, mówiącym o tym, ile dzieci urodziłaby typowa kobieta w ciągu całego życia rozrodczego.
– W Polsce ten współczynnik dzietności jest katastrofalnie niski, za zeszły rok było to 1,1, tymczasem potrzeba prawie 2,1, żeby była zapewniona prosta zastępowalność pokoleń, tzn. żeby pokolenie dzieci było równie liczne jak pokolenie rodziców – wyjaśnia badacz.
Dopytujemy, czy na naszych oczach trwa powolne znikanie Polski? – To „znikanie” występowało również, kiedy nam się wydawało, że nic się nie zmienia, czyli przez 30 lat między 1990 a 2020 rokiem, kiedy znikała Polska powiatowa – argumentuje demograf.
Wylicza, że mamy osiemnaście powiatów, w których w ciągu ostatniego ćwierćwiecza liczba ludności zmniejszyła się o co najmniej 20 proc., a 50 powiatów, z których uciekło co najmniej 30 proc. ludzi młodych. – To katastrofa z punktu widzenia tych terenów – mówi wprost prof. Szukalski.
Alarmujące dane GUS. Starzejące się społeczeństwo Polski
W Polsce mamy za to do czynienia z koncentracją ludności na obszarach wielkomiejskich. To tak zwana wielka piątka, czyli pięć spośród sześciu największych miast: Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań i Gdańsk. W tych miastach i na terenach je okalających liczba ludności rośnie. Szóstym miastem jest Łódź, ale ta nie wpisuje się w trend. Wręcz przeciwnie, od lat notowany jest tam spadek liczby mieszkańców.
Rozmówca Interii wskazuje, że jest też kilka miast wojewódzkich, które się nieźle trzymają, jednak inne wielkie miasta są daleko. ToRzeszów, Lublin czy Olsztyn. – Poza tym cała Polska się wyludnia i możemy powiedzieć; im bardziej jest to peryferyjny obszar, tym wyludnia się bardziej – ocenia demograf.
Mówi, że gdybyśmy zerknęli na te powiaty o największym tempie wyludniania się, znajdziemy przygraniczne powiaty województw: lubelskiego, podlaskiego, warmińsko-mazurskiego. To peryferia peryferii. Województwa, które nie uchodzą za potęgi gospodarcze, a na dodatek są to jeszcze tereny zaniedbane z różnych względów.
Jak sytuacja wpłynie na nasze życie i do czego może doprowadzić? Zdaniem prof. Szuklaskiego przyszłość nie rysuje się w jasnych barwach.
To 'znikanie’ występowało również, kiedy nam się wydawało, że nic się nie zmienia, czyli przez 30 lat między 1990 a 2020 rokiem, kiedy znikała Polska powiatowa
Prawdopodobnie najważniejsza rzecz, jaka się wydarzy w ciągu najbliższych kilkunastu lat z perspektywy polityki społecznej, to drastyczny wzrost liczby osób 80-letnich. – Przewidujemy, że liczba 80-latków wzrośnie o ponad 80 proc. To będzie oznaczać ogromny wzrost zapotrzebowania na opiekę długoterminową i usługi opiekuńczo-pielęgnacyjne świadczone w domu – mówi ekspert.
Zwłaszcza że ci 80-latkowie mają inne relacje rodzinne niż ich odpowiednicy 10, 20, czy też 30 lat wcześniej. Częściej dotknięci są rozwodem, mają mniej dzieci, zdecydowanie częściej mają bliskich mieszkające daleko, np. za granicą.
A to będzie 80 proc. przyrost liczby najstarszej grupy populacji, nad którymi opieka jest najbardziej skomplikowana, klient bowiem często posiada choroby otępienne, w tym i w stopniu poważnym – kwituje nasz rozmówca.
Z ostatnich danych GUS wynika, że na koniec września 2025 r. liczba ludności Polski była mniejsza o około 158 tys. niż rok wcześniej. To tylko, ile zamieszkuje dziś Toruń, Bytom czy Olsztyn. Tych miast, w ciągu zaledwie roku, mogłoby nie być.











