„Kluczowa infrastruktura kraju w sferze wody i elektryczności doznała poważnych strat w wyniku terrorystycznych i cybernetycznych ataków przeprowadzonych przez Stany Zjednoczone i reżim syjonistyczny” – oznajmił Aliabadi, cytowany przez agencję Isna.

Poważne straty Iranu

Podkreślił, że celem ataków były „dziesiątki obiektów przesyłu i oczyszczania wody”, wskutek czego zniszczona została część krytycznych sieci zaopatrzenia. Według szefa irańskiego Czerwonego Półksiężyca Pirhoseina Koliwanda uszkodzonych zostało aż 81 365 obiektów cywilnych, w tym budynki mieszkalne i gospodarcze, szkoły, placówki medyczne i samochody. W niedzielę agencja Isna podała, że w atakach uszkodzony został szpital w mieście Ahwaz w południowo-zachodnim Iranie.

Zobacz wideo Przez wojnę na Bliskim Wschodzie może zabraknąć wody

Jak pisaliśmy na Gazeta.pl, wcześniej prezydent USA Donald Trump zagroził, że Stany Zjednoczone zniszczą irańskie elektrownie, „zaczynając od największej”.

Trump grozi atakami na elektrownie

„Jeśli Iran nie otworzy całkowicie, bez żadnych gróźb, cieśniny Ormuz w ciągu 48 godzin od dokładnie tej chwili, Stany Zjednoczone Ameryki zniszczą jego różne elektrownie, począwszy od największej!” – napisał Trump na swoim portalu Truth Social. Ze wpisu wynika, że termin ultimatum upłynie tuż przed 1 w nocy czasu polskiego z poniedziałku na wtorek.

Takiego scenariusza nie wyklucza również ambasador USA przy ONZ Michael Waltz. Jak stwierdził,  irańska elektrownia atomowa w Buszehrze może stać się celem amerykańskich ataków. Zaznaczył, że administracja Trumpa będzie starać się atakować tylko infrastrukturę zasilającą działania wojskowe, choć przyznał, że będzie to trudne.

– Nigdy nie zdjąłbym żadnej opcji ze stołu dla prezydenta, a już na pewno nie w ogólnokrajowej telewizji – powiedział Waltz podczas wywiadu dla CBS, pytany o to, czy może wykluczyć atak na elektrownię atomową. Polityk zaznaczył jednak, że zakład w Buszehrze o mocy 1 GW nie jest największym w Iranie, wskazując na gazową elektrownię pod Teheranem o mocy ponad 2,8 GW.

– Myślę, że najważniejsze jest zrozumienie, że IRGC (Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej), organizacja uznana za terrorystyczną (…) kontroluje ogromną część irańskiej infrastruktury krytycznej, gospodarkę i z pewnością wiele instytucji rządowych. A zatem w takim stopniu, w jakim osłabiamy ich potencjał militarny i bazę przemysłową w sektorze obronnym, wszystkie opcje powinny być brane pod uwagę – powiedział Waltz.

„Kryją się” za cywilami

Pytany o to, jak USA zapewnią, by ataki te nie stanowiły zbrodni wojennej, i np. nie dotknęły stacji odsalania wody morskiej, Waltz odparł, że celem będą obiekty wspierające infrastrukturę wojskową w Iranie. Zaznaczył jednak, że irańskie władze celowo i wbrew prawu międzynarodowemu „kryją się” za infrastrukturą cywilną, i jej używają.

– Kiedy mamy reżim, który ma władzę i tak dużo krytycznej infrastruktury, która wykorzystuje ją nie tylko do represji wobec własnego narodu, ale także do atakowania sąsiadów i naruszania sankcji ONZ, zmierzając w kierunku broni jądrowej, to, te obiekty stają się uzasadnionymi celami – dodał.

Wojna na Bliskim Wschodzie rozpoczęła się 28 lutego od nalotów Izraela i USA na Iran, który odpowiedział atakami zarówno na Izrael, jak i na amerykańskie bazy wojskowe i arabskie obiekty cywilne położone w państwach Zatoki Perskiej – lotniska i instalacje petrochemiczne. Zablokował również żeglugę przez cieśninę Ormuz, wstrzymując tym samym eksport ropy naftowej z Bliskiego Wschodu.

Maleńka koralowa wyspa Chark w północnej części Zatoki Perskiej może stać się polem głównej bitwy w wojnie w Iranie. Właśnie stamtąd tankowce wywożą irańską ropę naftową, główne źródło finansowania władz w Teheranie. Czytaj więcej na Wyborcza.pl

Małgorzata Wyrzykowska, Oskar Górzyński (PAP)

Share.
Exit mobile version