Strona głównaŚwiatJurij Fielsztinski o tym, czy Rosja si cofnie. Nawet mier Putina wiele...

Jurij Fielsztinski o tym, czy Rosja si cofnie. Nawet mier Putina wiele nie zmieni | Wiadomoci ze wiata

Jurij Fielsztinski – rosyjski historyk mieszkający w USA. Autor szeregu książek poświęconych historii najnowszej Rosji, zwłaszcza w kontekście roli służb specjalnych w państwie. Wspólnie z byłym oficerem FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa) Aleksandrem Litwinienką napisał książkę “Wysadzić Rosję”, w której wykazywali, iż to rosyjskie służby zorganizowały serię zamachów bombowych w Rosji w 1999 roku, aby móc zrzucić winę na Czeczenów i stworzyć wiarygodny pretekst do wszczęcia II wojny czeczeńskiej, co pozwoliło scementować władzę Władimirowi Putinowi. Książka została zakazana w Rosji, a Litwinienko w 2006 roku otruty i zamordowany. Książka “Wysadzić Rosję” doczekała się właśnie drugiego wydania nakładem wydawnictwa Rebis. 

W książce “Wysadzić Rosję” opisywał pan państwo, w którym służby bezpieczeństwa zrosły się ze światem przestępczym, stały się właściwie mafią totalną i przejęły władzę. Czyli rzeczywistość, w której to nie państwo ma służby, ale służby mają państwo. Czy pana zdaniem to jest nadal aktualne? Po dwóch dekadach?

Zdecydowanie. Nawet jeszcze bardziej niż wówczas. Teraz kontrola służb nad państwem jest absolutna. Społeczeństwo obywatelskie zniszczono. Nie ma właściwie żadnych mediów niezależnych od władzy. Nie ma realnej opozycji wewnętrznej. Oligarchowie, których wskazuje się czasem na Zachodzie jako ważnych ludzi, ponieważ mają pieniądze, tak naprawdę już od dawna nie są żadnymi oligarchami. Nie liczą się, jeśli chodzi o władzę. Służby podporządkowały sobie ich w latach 2000-2004. Tak zwani oligarchowie mogą mieć pieniądze, bo się im na to pozwala. Pełnią określoną funkcję i przechowują fundusze realnie należące do ludzi służb. To im udało się przejąć w Rosji władzę totalną, a na czele tego wszystkiego stoi pułkownik KGB, były szef FSB, Wadimir Putin.

Skoro władza w Rosji to służby bezpieczeństwa, to wobec tego Putin rzeczywiście jest liderem, trzymającym to wszystko mocną ręką, czy raczej wysuniętym z cienia figurantem?

Jest liderem. Bez dwóch zdań. Doprowadził do zmian w konstytucji, które tak naprawdę dają mu dożywotnią władzę. Jednak jednocześnie jest reprezentantem pewnego środowiska. Co oznacza, że nie jest niezastąpiony. Te wszystkie podszyte nadzieją analizy w zachodnich mediach, że może Putin umrze zaraz na jakąś chorobę, to Rosja się uspokoi. Bzdura. Władza nadal pozostanie w rękach tego samego kręgu ludzi, którzy są współodpowiedzialni za to, co się dzieje. Pojawi się ktoś inny na miejsce Putina i tyle.

Żeby coś się realnie zmieniło, to Rosja musiałaby doznać takiej klęski, jakiej doznały nazistowskie Niemcy w 1945 roku. Totalnej. Takiej, która doprowadziłaby do całkowitego zawalenia się obecnego systemu. Wszystko inne będzie oznaczało tylko kosmetyczne zmiany. Bądźmy przy tym szczerzy. Choć kibicuję Ukraińcom, to odniesienie przez nich takiego zwycięstwa nad Rosją nie jest realne.

Z drugiej strony jest też już ewidentne, że Rosja nie jest w stanie odnieść totalnego zwycięstwa nad Ukrainą. Ta wojna będzie się przedłużać, zginą jeszcze tysiące rosyjskich żołnierzy, będą ginąć rezerwiści i poborowi. Sytuacja ekonomiczna się znacznie pogorszy. Czy to nie podkopie władzy służb?

Nie. Tu są dwie kwestie. Po pierwsze Putin i jego ludzie mają gdzieś, ilu Rosjan zginie. Zabijanie własnych obywateli nigdy nie było dla nich problemem. W końcu w 1999 roku zabili 300 Bogu ducha winnych cywilów w fałszywych zamachach, żeby móc wszcząć II wojnę w Czeczenii, która doprowadziła do jeszcze większej liczby ofiar. Ba, przecież teraz w Ukrainie rosyjskie wojsko zabija na ogromną skalę ludzi, których sam Kreml uznaje za Rosjan. Przecież Charków, Mariupol czy Chersoń to miasta, gdzie nie tylko większość ludzi rozmawiała po rosyjsku, ale po prostu byli etnicznymi Rosjanami, którzy osiedlili się tam w czasach ZSRR, czy wcześniej ich rodziny za caratu. Kreml nie ma problemu z zabijaniem ich tysiącami.

Po drugie Rosjanie nie są narodem do końca racjonalnym. Jako Rosjanin muszę to stwierdzić z pewnym smutkiem. W Rosji nigdy nie było demokracji, silnego społeczeństwa obywatelskiego. Jest za to wyuczona pasywność i wieki oddziaływania państwowej propagandy, która zakorzeniła w Rosjanach przekonanie o ich wyjątkowości. Że Rosji z zasady należy się bycie imperium, wielkość i posłuch na świecie. Ukraina, Białoruś czy Polska to są państwa i narody pomniejsze, albo wręcz właściwie zbiory ludzi niezasługujące na takie miano. Nawet od wykształconych i teoretycznie światowych ludzi można usłyszeć: “No ale wiesz, tak szczerze ta Ukraina, to tak naprawdę co to za państwo? Gdzie tam jakaś literatura i kultura? Jakich oni mieli wielkich poetów? Nie to, co Tołstoj, Dostojewski…”.

I na tym sentymencie z pełną świadomością gra władza. Ba, im więcej ofiar na Ukrainie, tym bardziej można tę wojnę porównywać do Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Wielki wysiłek, wielka ofiara, pokonywanie wielkich przeciwności, konieczność wielkich wyrzeczeń dla wielkiego celu. Rosjanie sami z siebie nie stwierdzą, że to nie ma sensu. Nie zaakceptują, że nie należy im się wielkość i że nie są wyjątkowi.

No ale jednak ich armia jakoś nie jest w stanie zgnieść tej nic nieznaczącej Ukrainy. To nie daje do myślenia?

Może i komuś daje, ale tu mamy kolejną kwestię – władzy co do zasady nie obchodzi to, co myślą ludzie. Kontrola służb nad państwem jest totalna.

Na Placu Czerwonym skromniej, a jeden superczołg zniknął

Z tego, co pan mówi, wyłania się obraz bezwzględnie skutecznych i przebiegłych radzieckich/rosyjskich służb. Tylko jakoś totalnie pomyliły się one w kwestii oceny Ukraińców przed inwazją. Może w innych kwestiach też się mylą i ta ich kontrola nie jest taka absolutna?

Tak, popełnili poważny błąd. Tylko to jest coś, co przydarza się praktycznie każdym służbom. Rosjanie mają tradycję niedoceniania przeciwnika i przeceniania własnej siły. Choćby pierwsza wojna czeczeńska. Pomimo tego po trupach, które ich nie obchodzą, docierają do celu. Mogą sobie na to pozwolić, bo kontrolują państwo.

Moje twierdzenie o tej totalnej kontroli bierze się z tego, że to nie jest coś, co się stało w ciągu kilku ostatnich lat. To jest proces, który zachodził stopniowo od 1917 roku, kiedy utworzono radzieckie służby bezpieczeństwa. O tym jest moja nowa książka, która zostanie wydana w Polsce w sierpniu (“Od Dzierżyńskiego do Putina. Służby specjalne Rosji w walce o dominację nad światem 1917-2036”, wydawnictwo Rebis – red.). Ludzie służb stopniowo, z pewnym niepowodzeniami, ale uparcie dążyli przez prawie wiek do przejęcia władzy w Rosji. Moim zdaniem wydarzeniem o wielkim znaczeniu było stworzenie za rządów w KGB Jurija Andropowa tak zwanego Korpusu Oficerów Aktywnej Rezerwy. Chodziło o to, że oficerowie służb byli skrycie delegowani na stanowiska w strukturach władzy cywilnej, zakładach, instytutach, wszędzie. To się działo przez dekady. W każdej strukturze państwa umieszczono ludzi służb, którzy stopniowo pieli się do góry i wspierali się nawzajem. Do tego dochodziły rzesze ludzi, których zwerbowali na współpracowników.

Kiedy rozpadło się ZSRR i zniknęła partia, okazało się, że cały kraj jest w obezwładniający sposób przeżarty przez ludzi służb. Liberałowie, demokraci i reformatorzy przez dekadę próbowali skierować Rosję na inny kurs, stworzyć realną demokrację, ale nie zdawali sobie sprawy z tego, w jakiej rzeczywistości działają. Było już za późno. Ludzie służb byli wszędzie – funkcjonowali jak mafia i w znacznej mierze zrośli się ze światem przestępczym. W 1999 roku ostatecznie osiągnęli zwycięstwo, kiedy ich człowiek, Władimir Putin, został wyznaczony na prezydenta w zamian za ustępującego Borysa Jelcyna. Zatwierdzenie tej decyzji w wyborach w 2000 roku było techniczną formalnością. Do dzisiaj nikt tej potędze nie zagroził, wręcz przeciwnie, ona się tylko umacniała.

Skoro mają tak totalną kontrolę, to po co wszczęli wojnę z Ukrainą? Przecież to w długiej perspektywie gospodarcza degradacja Rosji, a co za tym idzie – zagrożenie dla majątków ludzi służb?

Gdyby to były jakieś pospolite bandziory, którym chodzi tylko o pieniądze, to nie byłoby w ogóle problemu. Można byłoby ich kupić w ten czy inny sposób i mieć spokój.

No to co innego? Realizacja imperialnych ambicji, odbudowa ZSRR siłą? Czy Putin naprawdę może wierzyć w to, co obywatelom sprzedaje propaganda?

Wydaje się oczywiste, że Putin chce zagarnąć Ukrainę. Zniszczyć państwo ukraińskie i to, co po nim zostanie, włączyć do Rosji. Najprościej przekonać do tego obywateli poprzez wmówienie im, że ziemie ukraińskie zawsze należały do Rosji, bo nie ma czegoś takiego jak naród ukraiński czy język ukraiński. Tylko czy Putin szczerze w to wierzy, czy to wyrachowana polityka? Pewnie po trochu to i to.

Trudno w ogóle rozmawiać w kategoriach “szczerości” czy “autentyczności”, kiedy chodzi o oficera KGB, które całe życie służy swojej organizacji. Na pewno instrumentalne wykorzystanie rosyjskiego nacjonalizmu, stało się wygodnym wytłumaczeniem tego, co się teraz dzieje. Tylko tu docieramy do starego dylematu jeszcze z czasów Stalina. Czy generalissimus był komunistą, czy imperialistą, czy po prostu psychopatą? Dla tych, których zamordował, tak naprawdę nie miało to znaczenia.

Ćwiczenia wojska rosyjskiego w Naddniestrzu. Wyposażenie żołnierzy poziom ZSRR, podobnie stary wóz rozpoznawczy BRDM-2 w tleSkansen późnego ZSRR jako baza do ataku na Odessę

No ale to jeszcze raz. Wszczynanie wojny z Ukrainą wydaje się nieracjonalne, ponieważ prowadzi w długiej perspektywie do osłabienia Rosji, a więc stwarza ryzyko dla władzy służb.

Próbujemy szukać racjonalności opartej o nasze postrzeganie świata. Tego, co w naszym mniemaniu jest ważne. Tymczasem Rosja nie jest do końca racjonalna w naszym rozumieniu. Ludziom na Kremlu od początku do końca chodzi o jedno: utrzymanie totalnej kontroli. To, czy tysiące obywateli zginą, czy ich sytuacja finansowa znacznie się pogorszy, nie ma znaczenia, jeśli to umocni ich władzę nad państwem. Analizowanie motywów Kremla może nastręczać problemów, bo współczesna Rosja jest pierwszym państwem w historii, gdzie totalną kontrolę sprawują służby bezpieczeństwa.

No ale jak tak mało udana wojna może im pomóc, a nie zaszkodzić?

Jest właściwie pewne, że Putin liczył na inny jej przebieg. Właściwie każdy polityk, który wszczyna wojnę agresywną, liczy na szybkie i łatwe zwycięstwo, a nie odległe, niepewne i krwawe. Nie spodziewał się też na pewno tak silnej i zdecydowanej reakcji Zachodu. Ale wykonanie kroku wstecz nie wchodzi w grę. Kiedy jesienią i zimą rosyjskie wojska gromadziły się na granicy Ukrainy, Kreml krzyczał pod adresem Zachodu “słuchajcie nas!” i przedstawiał swoje żądania. Liczył pewnie na to, że ten Zachód ustąpi. Tylko tym razem powiedziano “sprawdzam”. Ponieważ krok wstecz nie wchodził w grę, zapadła decyzja o wojnie.

Teraz, jeśli Ukraińcy zdołają w końcu zatrzymać rosyjskie wojsko, staniemy w obliczu kolejnego szantażu Kremla. Tym razem jądrowego. Znów Kreml zakrzyczy “słuchajcie nas!” i przedstawi swoje żądania. Czy Zachód będzie miał dość woli, aby znów powiedzieć “sprawdzam”, by zmusić Putina do wykonania kroku wstecz, którego on absolutnie nie chce wykonać? Moim zdaniem staniemy przed tym dylematem w ciągu kilku miesięcy.

Must Read
Powiązane wiadomości