W ostatnich dniach wiele działo się w kontekście decydujących rozstrzygnięć na ostatniej prostej przed Final Four Ligi Mistrzów siatkarzy. Ostatecznie w walce o najcenniejsze trofeum klubowej siatkówki w Europie zobaczymy dwóch polskich przedstawicieli: PGE Projekt Warszawa oraz Aluron CMC Wartę Zawiercie.


Co ciekawe, gdyby spojrzeć na ligową tabelę, mowa o… dwóch najlepszych zespołach fazy zasadniczej w kraju. Jak zatem widać, hierarchia w PlusLidze nie kłamie.

Kamil Semeniuk ogra kluby z PlusLigi? Polak ważną postacią giganta


Turniej Final Four Ligi Mistrzów odbędzie się w dniach 16-17 maja w Turynie. W obiekcie, w którym w 2018 roku reprezentacja Polski zdobywała swoje ostatnie mistrzostwo świata, a pięć lat później (2023) odbywał się polski mecz o złoto Champions League. W stolicy Piemontu mierzyły się wówczas Jastrzębski Węgiel i Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle.


Kędzierzynianie sięgnęli po trzeci tytuł z rzędu, kompletując swoją europejską dominację w latach 2021-23. Jednym z kluczowych graczy rok wcześniej był po stronie ZAKSY Kamil Semeniuk. Przyjmujący, który został nawet wybrany MVP finału w 2022 roku. Po tym sukcesie siatkarz zdecydował się na wyjazd z rodzinnego Kędzierzyna-Koźla, obierając kurs na Półwysep Apeniński.


Po Polaka zgłosiła się wielka Perugia. Na początku Semeniuk był kolegą klubowym m.in. Wilfredo Leona. Obecne ten drugi błyszczy na parkietach PlusLigi w szeregach Bogdanki LUK Lublin, a wychowanek ZAKSY nieprzerwanie – od kampanii 2022/23 – broni barw włoskiego giganta. Semeniuk dla Sir Sicoma Monini Perugia (klub funkcjonował już pod różnymi nazwami) zdobył właściwie wszystko, co było do zdobycia, o czym zresztą otwarcie mówił w rozmowie dla Polsatu Sport na początku marca b.r.

– Chodzi o podwórko krajowe i Ligę Mistrzów i Klubowe Mistrzostwa Świata, to można powiedzieć w cudzysłowie, że grę przeszedłem z drużyną z Perugii. Ale tu jest naprawdę dobrze. Niczego nam tu nie brakuje. Klub jest świetny, są ze mnie zadowoleni, co jest dla mnie też bardzo ważne, bo oczekiwania są bardzo wysokie. I jak ja potrafię gdzieś tam spełniać te oczekiwania, to jestem naprawdę zadowolony z tego – ocenił przyjmujący włoskiego klubu.


Semeniuk wygrywał Ligę Mistrzów trzykrotnie, dwa razy z ZAKSĄ (2021 i 2022) i raz z Perugią (2025). Ten ostatni triumf miał zresztą miejsce w Polsce, podczas turnieju Final Four w łódzkiej Atlas Arenie. Polak nie był jednak kluczową postacią ze względu na świeży powrót po kontuzji do gry. Fakt faktem, na boisku się jednak pojawił, głównie w roli zadaniowca.


Jeśli jednak spojrzeć całościowo na okres gry Semeniuka w Perugii (lata 2022-26), przyjmujący reprezentacji Polski wywalczył sobie miejsce w składzie, będąc bardzo ważną postacią. To przekłada się również na sukcesy drużyny. Te ostatnie sukcesy, z 2025 roku, to Klubowe Mistrzostwo Świata i Superpuchar Włoch. Mistrzostwo Italii Semeniuk zdobył za to w roku 2024, poprzedni sezon zakończył się na brązowym krążku w ligowym wydaniu.


W Turynie zespół z Perugii na pewno będzie faworytem do obrony tytułu sprzed roku. Pomijając argument w postaci włoskiej publiczności, bo zapewne i polskich oraz tureckich akcentów na trybunach nie zabraknie, mowa o wartości sportowej. Perugia ma czym straszyć, przede wszystkim spoglądając na stabilizację w zespole trenera Angelo Lorenzettiego.


Semeniuk w Perugii, do tego dwa kluby z PlusLigi oraz turecki Ziraat Bankkart Ankara – z Tomaszem Fornalem w składzie. Polscy kibice mogą już zacierać ręce na turyńskie Final Four LM.


Gdyby to Perugia wygrała całość turnieju, Semeniuk znowu może się okazać najbardziej wygranym – choć nie zawsze w pełni docenianym, reprezentantem Polski. Wywalczenie sobie pewnego miejsca w składzie w lidze włoskiej, to jest spora sztuka. Poza nielicznymi wyjątkami trudno jest znaleźć wiele takich przypadków z polskiego podwórka, nawet sięgając nieco głębiej w przeszłość.


Semeniuk konsekwentnie jednak udowadnia, że Polak potrafi. A Perugia z pewnością ma z niego sporą pociechę, co zresztą widać choćby za sprawą… ciągle obowiązującego kontraktu z polskim graczem. Nic pod tym względem nie zmieni się w sezonie 2026/27. Włochom nie ma się zresztą co dziwić.

Share.
Exit mobile version