-
Karol Nawrocki zorganizował pierwszy międzynarodowy szczyt z udziałem liderów państw bałtyckich i premier Danii przed wizytą u Donalda Trumpa.
-
Wybór osoby witającej gości na czerwonym dywanie wzbudził kontrowersje i mógł urazić premier Danii, co w rozmowie z Interią analizuje ekspert ds. protokołu dyplomatycznego dr Janusz Sibora.
-
Spotkanie skupiało się na kwestiach bezpieczeństwa w regionie Morza Bałtyckiego. Jednak w relacjach USA-Dania nie brakuje napięć wokół sprawy Grenlandii.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Intencje szczytu jasno wskazał Marcin Przydacz, podczas konferencji przed spotkaniem liderów pięciu państw. Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej wskazał, że politycy spotykają się w ramach „konsultacji przygotowawczych” przed wizytą Karola Nawrockiego w Waszyngtonie, gdzie 3 września prezydent Polski spotka się Donaldem Trumpem.
Rozmowy mają być „zebraniem głosów” regionu. – Prezydent postanowił zaprosić do Warszawy liderów regionalnych. To pierwsze takie duże wydarzenie, którego gospodarzem będzie prezydent Karol Nawrocki – podkreślił Przydacz.
Dzień wcześniej Nawrocki rozmawiał telefonicznie z prezydentem Finlandii. Na piątek zaplanowano połączenie z prezydent Mołdawii. Podczas czwartkowych rozmów zdalnie do dyskusji dołączyWołodymyr Zełenski.
Szczyt bałtycki w Warszawie i różne agendy
Kancelaria prezydenta poinformowała również o agendzie spotkania. „Bezpieczeństwo w regionie Morza Bałtyckiego oraz kwestie rosyjskiej agresji na Ukrainę i stan rozmów pokojowych toczonych pod przewodnictwem prezydenta Donalda Trumpa” – czytamy w komunikacie.
Tymczasem jeśli spojrzeć na informacje przekazywane przez innych przywódców, agenda jest nieco szersza. „Będziemy rozmawiać o bezpieczeństwie regionalnym, wsparciu dla Ukrainy, wysiłkach na rzecz pokoju, sankcjach i wyzwaniach migracyjnych” – napisał w mediach społecznościowych prezydent Litwy Gitanas Nauseda.
Oprócz litewskiego przywódcy do Belwederu przybyli prezydent Estonii Alar Karis, prezydent Łotwy Edgars Rinkevics i premier Danii Mette Frederiksen.
Uwagę zwraca sposób powitania duńskiej przywódczyni.
Minister wita premier Frederiksen. „Nikogo nie można wyróżniać”
Najpierw do Belwederu przyjeżdżali kolejno prezydenci. Każdego przed zabytkowym pałacem, na czerwonym dywanie witał Nawrocki. W przypadku Frederiksen było inaczej. Duńską premier powitał wspomniany już Marcin Przydacz.
– Wielkość państwa nie ma wpływu na to, przez kogo jest witana głowa państwa. Wszystkich należy traktować identycznie – komentuje w rozmowie z Interią dr Janusz Sibora, ekspert ds. protokołu dyplomatycznego i polityki międzynarodowej.
Może taką formułę powitania wybrano ze względu na pełnione role? Prezydent wita prezydentów, premiera nie, bo teoretycznie jest niżej w hierarchii? – dopytujemy.
– Jeśli przyjmujemy określoną zasadę powitania, to wszyscy goście powinni być witani przez osobę tej samej rangi. To jest dosyć oczywiste. Mogę podać świeży przykład. Ostatnio w Waszyngtonie Zełenskiego osobiście witał Trump, bo traktował go inaczej. Ale całą delegację europejską witała szefowa protokołu. Na tym właśnie polega protokół dyplomatyczny, że nikogo nie można wyróżniać – mówi nam Sibora.
„Premier Danii może czuć się urażona”
W delegacji europejskiej w Waszyngtonie byli zarówno prezydenci, jak i szefowie rządów. Zdaniem naszego rozmówcy podobnie w Warszawie wszystkich gości, bez względu na rangę, powinna witać jedna osoba. – Skoro wybrano taki model, protokół powitania przed Belwederem, wszystkie osoby powinny być witane przez prezydenta – argumentuje.
– Nie widzę protokolarnego uzasadnienia, żeby premier była witana przez szefa Biura Polityki Międzynarodowej. Może czuć się urażona. Oczywiście tego nie pokaże. Być może Nawrocki nie chciał mieć z nią zdjęcia. Wiadomo, że zdjęcie z powitania „pójdzie w świat” – dodaje Sibora i podkreśla, że fotografie z powitania mają inną rangę, niż te zrobione podczas rozmów.
Wśród zdjęć opublikowanych przez kancelarię prezydenta rzeczywiście brakuje fotografii z oficjalnego powitania z duńską premier na czerwonym dywanie. Frederiksen pojawia się na zdjęciach grupowych. Ma też jedną fotografię z Nawrockim, ale już podczas rozmów w Belwederze. Kancelaria opublikowała natomiast zdjęcia z powitania prezydentów państw bałtyckich.
– Przed wizytą u Trumpa kordialne zdjęcie, protokolarnie prawidłowe mogłoby być dla niego obciążeniem. Niewątpliwie jej obecność i tak jest dla niego dosyć trudna przed wizytą w Waszyngtonie – komentuje Janusz Sibora.
Dlaczego? W tym kontekście nasz rozmówca zwraca uwagę na trwające napięcia między Stanami Zjednoczonymi i Danią w sprawie Grenlandii.
Zamieszanie z Grenlandią. USA kontra Dania
W środę duńskie MSZ wezwało przedstawiciela USA. Jak poinformował resort, chodzi o informacje wywiadowcze „według których obywatele USA mieli prowadzić tajne operacje wywierania wpływu na Grenlandię, mające na celu podburzenie opozycji wobec duńskich rządów” – cytuje agencja Reutera.
Co więcej, duński nadawca publiczny DR wskazuje, że „co najmniej trzech Amerykanów mających powiązania z administracją prezydenta Donalda Trumpa podejrzewanych jest o udział w działaniach, których celem było również doprowadzenie do secesji Grenlandii od Danii”.
Jednocześnie Janusz Sibora zaznacza, że premier Frederiksen posiada zbyt duże doświadczenie w polityce międzynarodowej, by nie zdawać sobie sprawy ze znaczenia relacji Nawrocki-Trump. Dlaczego zdecydowała się przyjechać do Warszawy?
– W ostatnim czasie Dania chce być bardzo obecna militarnie i dyplomatycznie. Nawet biorąc pod uwagę to, że jest stosunkowo małym krajem, chce pokazać swoją obecność. Pośrednio dotyczy to również Grenlandii. Na pewno premier przyjeżdża też z jakimś przesłaniem dla Trumpa – ocenia dr Sibora w rozmowie z Interią.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl