Koniec maja to nieprzekraczalny termin zawarcia kontraktów, jeśli mają one otrzymać pieniądze z unijnego programu. Od początku stanowiło to jedno z jego największych wyzwań i problemów zarazem. Mowa przecież o wielu umowach na łącznie około 180 miliardów złotych. Skala pracy związana z ich wynegocjowaniem i zawarciem jest ogromna. Nieprzekraczalny termin jest natomiast niedaleko. Do tej pory żadnej umowy jeszcze nie zawarto.

Gorączkowe miesiące

Dlatego według „Rzeczpospolitej” rząd szuka już ratunku. Polska ma być w trakcie rozmów z innymi państwami unijnymi, aby zmodyfikować rozporządzenie ustanawiające program SAFE i odsunąć w czasie termin zawierania umów. Żadnych konkretów jednak w tym zakresie nie ma. Polska jest w szczególnie trudnym położeniu, bo zdecydowana większość umów w ramach naszego SAFE ma być zawierana z jednym dostawcą, głównie polskimi firmami. Dla nich jest ten krótszy termin, 30 maja 2026. Dla projektów zakładających wspólne zamówienia kilku państw ten termin jest znacznie odleglejszy, 30 czerwca 2027. Przy czym bardzo istotny jest jeszcze trzeci termin, 31 grudnia 2030 roku. Do wtedy trzeba rozliczyć umowy, aby mogły zostać zaliczone do finansowania SAFE. Czyli muszą zostać faktycznie w większości zrealizowane w maksymalnie zaledwie 4,5 roku.

Takie bardzo wyśrubowane terminy to świadomy wybór Komisji Europejskiej i państw członkowskich UE. SAFE powstał bowiem w ramach szerszej inicjatywy „Gotowość 2030”, która ma wesprzeć szybkie zwiększenie zdolności obronnych państw UE. Chodzi o zrobienie tego, co można zrobić szybko i doraźnie. Nie wielkie zbrojenia trwające dekady. Polskie ambicje w tym zakresie są jednak spore, bo brakuje nam pieniędzy na szeroko zakrojone zakupy dla wojska. Dlatego zawnioskowaliśmy o tak duże pieniądze, stanowiące około 1/3 wszystkich przyznanych w ramach SAFE. Mamy jednak spodziewany efekt, czyli bardzo trudno dobrze wydać taką kwotę w tak krótkim terminie. Konsekwencją jest to, co opisuje „Rz”, czyli próba zyskania czasu.

Wciąż musimy podpisać z Komisją Europejską dwie umowy, pożyczkową i operacyjną. Pierwotnie zakładano, że stanie się to do końca marca. Jednak skomplikowanie umów i skala związanych z nimi procesów biurokratycznych, głównie uwzględniania uwag państw członkowskich, odsunęły termin. Ostatnie komunikaty ze strony KE mówiły o „drugim lub trzecim” tygodniu kwietnia. Te już minęły, a podpisów jeszcze nie ma. Choć pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka zapewnia w rozmowie z „Rz”, że jesteśmy na ostatniej prostej. Nawet jeśli rzeczywiście niebawem uda się podpisać umowy z KE i dostaniemy pierwsze pieniądze z SAFE jeszcze w kwietniu, to zostanie już tylko nieco ponad miesiąc na podpisanie umów z firmami zbrojeniowymi. Maj będzie musiał być prawdziwym szałem zakupowym w wykonaniu MON.

Bitwa o symbolicznym efekcie

Komisja Europejska oficjalnie dystansuje się od polskiego sporu wokół SAFE. Zapewnia, że opóźnienia w podpisywaniu wspomnianych dwóch umów to nie jego skutek. Prezydenckie weto na razie miało więc skutek ograniczony do utraty pieniędzy unijnych przeznaczonych dla służb podległych MSWiA w wysokości około 7,1 miliarda złotych. Te miały do nich trafić za pośrednictwem rozwiązań w zawetowanej ustawie. Większość pieniędzy dla wojska rząd i tak planuje wydać za pośrednictwem już istniejących rozwiązań, takich jak stworzony przez rządy PiS Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych (FWSZ) zarządzany przez państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK). Obóz prezydencki i opozycji nazywa to obchodzeniem prawa i weta.

Do tej pory nie ma jednak odpowiedzi na kilka istotnych pytań dotyczących alternatywnego rozwiązania zaprezentowanego przez Pałac Prezydencki. Zostało ono zaprezentowane 10 marca, dwa dni przed ogłoszeniem weta Karola Nawrockiego w tej sprawie. Projekt prezydenckiej ustawy „polski SAFE 0%” zakłada zadłużenie się nie za pośrednictwem UE, ale wewnętrznie w kraju. Miałby powstać nowy Polski Fundusz Inwestycji Obronnych (PFIO), zarządzany przez BGK. Miałby on mieć pieniądze dzięki Narodowemu Bankowi Polskiemu (NBP). – Dzisiaj jesteśmy w stanie właściwie bezkosztowo, przy mądrym gospodarowaniu rezerwami NBP, bez ich uszczuplania, wygenerować w najbliższych 4-5 latach kwotę właśnie około 200 mld zł, po to, żeby przekierować je do PFIO – mówił w marcu szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki.

Do dzisiaj nie ma jednak ze strony NBP deklaracji, czy wyliczeń, które by potwierdzały, iż jest w stanie uzyskać odpowiedni zysk, gwarantujący odpowiednie wpłaty na rzecz PFIO. Bez uszczuplania rezerw, czego bank nie może robić. Bez tego zysku według projektu prezydenckiej ustawy BGK musiałby po prostu zaciągać pożyczki na warunkach rynkowych, czyli gorszych niż te unijne w ramach SAFE. Teoretycznie miałyby one być potem spłacane z zysku NBP, ale wszystko zależy od tego, czy by on był i w jakiej wysokości. Do tego istotne niepewności dotyczą tego, czy cały mechanizm jest zgodny z prawem dotyczącym banku centralnego i jego statutem. Tak samo czy jest zgodny z prawem unijnym. Te powody podał marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, deklarując nieprocedowanie prezydenckiego projektu po jego wstępnej analizie przez Biuro Legislacyjne oraz Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji.

Cały polski spór wokół SAFE z praktycznego punktu widzenia sprowadza się więc do tego, że przepadną pieniądze przewidziane na zakupy dla służb podległych MSWiA. Rząd obchodzi prezydenckie weto, korzystając z rozwiązań stworzonych przez rząd PiS. Te umożliwiają jednak tylko finansowanie wojska, stąd problem z MSWiA. Prezydencki projekt nie oferuje konkretnej alternatywy pozbawionej wątpliwości. Pominąwszy to, że nie ma też politycznej woli po stronie koalicji rządzącej, aby go wdrożyć.

Z punktu widzenia wojska pozostaje mieć nadzieję, że biurokratyczne procedury na linii rząd – Komisja Europejska szybko dojdą do finału i rzeczywiście jeszcze w kwietniu dostaniemy zaliczkę w wysokości 15 procent całej przyznanej nam kwoty, czyli około 28 miliardów złotych. Do tego zielone światło na zawieranie umów z producentami uzbrojenia. Jeśli tak, to maj będzie szczególny, bo powinien oznaczać wyjątkowo dużo zawieranych kontraktów. Czas pokaże, czy uda się wykorzystać całe pieniądze w wyśrubowanych terminach.

Share.
Exit mobile version