Paulina Stolarczuk po raz pierwszy pojechała na kolonie dla dorosłych w lipcu 2022 roku. Była po kryzysie życiowym i relacyjnym, potrzebowała się sobą zaopiekować. Pochodzi z małego miasta i nie miała wcześniej okazji do rozwijania swoich pasji. Wybrała się więc na kolonie artystyczne dla dorosłych.
Na miejscu, w Zębie koło Zakopanego, uczestnicy tygodniowego wyjazdu brali udział w warsztatach, lokalnych wycieczkach, odwiedzali góralskie karczmy, a gdy nie mieli na nic ochoty – po prostu odpoczywali na łące.
Kolonie dla dorosłych nowym hitem wakacji
Kolonie dla dorosłych przyciągają coraz większą uwagę Polek i Polak. Można na nie jechać samemu, można ze znajomymi. Kosztują – w zależności od organizatora i programu – około 2500-3500 zł.
Proponowane plany dnia przywodzą na myśl kolonie dla dzieci – posiłki o ustalonych godzinach, wspólne zajęcia, czas wolny.
Są też dyskoteki kolonijne. A co z innymi tradycjami? Na wyjeździe Pauliny co prawda nikt nie smarował klamek pastą do zębów, ale mieli za to Sympatyczną Pocztę. – W holu na dole jest skrzyneczka, do której podczas pobytu można wrzucać liściki do koleżanek i kolegów. Są rozdawane podczas posiłków (jak w „Harrym Potterze”) co kilka dni – opowiada.
Na kolonie dla dorosłych jeżdżą osoby w każdym wieku – od 18-latków po osoby po 70. roku życia. Paulina Stolarczuk podkreśla, że na wyjazdach zawiązują się bardzo mocne przyjaźnie.
– Ludzie często wracają w kolejnych latach, prosząc organizatorów o zakwaterowanie w pokojach z poznanymi wcześniej znajomymi. W dorosłym wieku bardziej ceni się takie relacje – mówi.
Paulina zauważa, że niektóre aktywności podczas kolonii mogą mieć wymiar niemalże terapeutyczny. – Widzisz, że nie jesteś w tym sam, nie jesteś dziwakiem, twoje pasje dzieli mnóstwo innych osób. To otwiera na nowe doświadczenia, ciekawość, radość życia.
Jak mówi, czasem u dorosłych uczestników wyjazdu włącza się „mental kolonisty” i pytają opiekunów o zgodę: – Pani Beatko, czy mogę wyjść przed obiadem na ciuchy?
– To zabawne, ale i słodkie, bo można sobie pozwolić na bycie dzieciakiem w bezpiecznym środowisku – mówi Paulina. – Niektórzy z nas bowiem nie mogli z różnych powodów zbyt długo być dzieckiem lub już zdążyli zapomnieć o dziecku w sobie.
Kolonie dla niesparowanych
Wiktoria Piekarska w zeszłym roku była na swoich pierwszych koloniach dla dorosłych. Tydzień nad jeziorem, gdzieś w Wielkopolsce.
Grupa nie była stała – część osób przyjechała na siedem dni, a inni tylko na przedłużony weekend, od czwartku do niedzieli. Łącznie, gdy wszyscy się zjechali, było ponad 30 osób.
– Mieliśmy warsztaty z linorytu, uczyliśmy się też japońskiej sztuki łączenia potłuczonej porcelany (kintsug) – opowiada Wiktoria. – Codziennie odbywały się zajęcia sportowe i joga, wieczory spędzaliśmy przy ognisku ze śpiewem i gitarą, zorganizowano też dyskotekę. Korzystaliśmy z uroków jeziora.
Jak wspomina, atmosfera na miejscu była luźna. – Nie było przymusu uczestnictwa w zajęciach czy sprawdzania obecności – kto chciał, mógł spać dłużej lub wyjechać na chwilę poza obóz – opowiada.
Wiktoria zdecydowała się na wyjazd, bo po rozpadzie związku nie chciała spędzać czasu samotnie w domu. Szukała w internecie ofert wyjazdowych dla osób „niesparowanych”.
Większość jej grupy stanowiły dojrzałe kobiety, często w wieku 40+ i po rozwodach, głównie z Warszawy. Mężczyzn było niewielu.
Wiktorii kolonie spodobały się na tyle, że rozważa, by i w tym roku wziąć w nich udział. – Takie kolonie mają swój urok, dają dorosłym poczucie beztroski, jak w czasach dzieciństwa, kiedy ktoś inny nad nami czuwa i nic nie musimy robić – mówi.
Powrót do czasów dzieciństwa
Informacje o koloniach dla dorosłych w pewnym momencie zaczęły pojawiać się na instagramowym feedzie Łukasza Ciecierskiego. – Na początku myślałem że to kolejny fejk. Później wyskoczyła mi rolka, którą wysłałem mojej przyjaciółce. Jak się okazało, ona już to widziała i bardzo chciała jechać, ale nie miała z kim – opowiada mężczyzna.
Nie widzieli się od dziewięciu lat. Postanowili wybrać się na kolonie razem. – To było najlepsze, co mogliśmy wybrać – uważa Łukasz.
Spędzili tam cztery dni. Ośrodek znajdował się w środku lasu. – Po aktywnościach, które były oczywiście nieobowiązkowe, zawsze był czas wolny. Można było skorzystać ze strefy „chill zone” hamaków, siatek, kocyków i odpocząć na łonie natury.
Był też spływ kajakowy, piknik, zajęcia z survivalu.
Na koloniach Łukasz poznał osoby z różnych przedziałów wiekowych i różnych środowisk.
– Bawiłem się tam dosłownie jak dziecko. Zapomniałem o wszystkich przyziemnych sprawach, porzuciłem codzienne myśli, to był tak cudowny beztroski czas – opowiada.
On sam ma zamiar pojechać też za rok.
Niemalże trapeutyczny aspekt kolonii dla dorosłych, o którym wspominała Paulina Stolarczuk, zauważa także Sławomir Prusakowski, psycholog i trener biznesu.
– Wyjazdy zorganizowane, takie jak kolonie dla dorosłych, zdejmują z człowieka spory ciężar odpowiedzialności i konieczność ciągłego planowania – mówi. – Wybierając taką formę wypoczynku, nie musimy się o nic troszczyć – po prostu pakujemy torbę i jedziemy, a ktoś inny przejmuje za nas odpowiedzialność, której wielu z nas ma w nadmiarze w codziennym życiu.
To wynika także z potrzeby bycia zaopiekowanym. W trudnych sytuacjach chcemy, aby ktoś pomógł nam z wyzwaniami. – Na kolonii zawsze są inni ludzie, coś się dzieje, więc nie siedzimy sami i nie zadręczamy się myślami. Dla wielu osób taki wyjazd spełnia rolę quasi-terapeutyczną lub pomocową – mówi psycholog.
Sam powrót do wspomnień z kolonii z dzieciństwa często wywołuje pozytywne skojarzenia. – Nazwa „kolonie” powoduje uśmiech na twarzy oraz poczucie oderwania się od rzeczywistości i zmiany kontekstu na zabawę i przyjemność – uważa Prusakowski.
Dla popularności kolonii dla dorosłych znaczenie może mieć także samotność, która dotyka coraz więcej Polek i Polaków. – Wspólny wyjazd grupowy, na którym nie znamy większości osób, jest świetną okazją do nawiązania nowych przyjaźni lub po prostu spędzenia czasu z ludźmi. Taki wyjazd to też szansa na wakacyjną przygodę, a nawet letnią miłość – dodaje psycholog.
Anna Nicz
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: anna.nicz@firma.interia.pl


