-
Prezydent Karol Nawrocki unika komentowania sporów wewnątrz PiS i Polski 2050, podkreślając, że nie angażuje się w partyjne konflikty poniżej poziomu liderów.
-
Prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział zawieszanie w prawach członka PiS osób uczestniczących w sporach partyjnych, co odebrano bardziej jako oznakę słabości niż siłę jego przywództwa
-
W partii Polska 2050 trwają wewnętrzne konflikty personalne, które mogą prowadzić do podziałów i rozpadu klubu parlamentarnego.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
– Nie myślę o założeniu własnej partii i mój kalendarz jest wypełniony ciężką pracą dla Polski. Mam 4,5 roku prezydentury przed sobą – tak na pytanie redaktora Bogdana Rymanowskiego o to, czy rozważa budowę własnej partii, odpowiedział prezydent Karol Nawrocki. Z kolei zapytany, czy czuje się liderem prawicy prezydent stwierdził, że „nie jest liderem prawicy, lecz jest liderem państwa polskiego, naszej narodowej wspólnoty”.
Na uwagę prowadzącego rozmowę, że ta odpowiedź wygląda jak unik, prezydent odparł, że zdaje sobie sprawę z konstelacji politycznej w polskim parlamencie i z tego, jak wygląda napięcie emocji, ale nie śledzi dogłębnie „co się dzieje w partiach politycznych, kto o kim opowiada, kto kogo lubi, a kto kogo nie lubi”.
Prezydent o sporach wewnątrz PiS
– Nawet jeśli prezydent nie śledzi, w co nie wierzę, to jego współpracownicy i najbliższe otoczenie już tak – śmieje się jeden z polityków PiS, którego pytamy o słowa prezydenta dla Polsat News.
Współpracownicy prezydenta nie kryją, że celowo zachowują dystans wobec tego, co się w PiS dzieje, choć przyznają, że zachowanie polityków PiS ich denerwuje.
– Zamiast ciągnąć temat wątpliwości wobec Czarzastego, czy ważną sprawę pytań dotyczących programu SAFE, czyli kontynuować sprawy poruszone na BBN, ci zaczęli się okładać między sobą, psując cały efekt, który można było uzyskać współpracą w tych konkretnych tematach między Pałacem a opozycją – mówi nam jeden z polityków.
-
Ultimatum Kaczyńskiego. Gawryluk: Na tym się nie skończy
-
Kaczyński stawia ultimatum politykom PiS. „Szkodliwa dyskusja”
Nikogo jednak nie dziwi, że prezydent nie chce opowiadać się po żadnej stronie sporu frakcyjnego w PiS. Zwłaszcza, że spór ten pozostaje wciąż nierozstrzygnięty.
Kiedy wydawało się, że rzeczywiście sprawa poświadczenia bezpieczeństwa dla marszałka Sejmu i dyskusja wokół programu SAFE przykryła buzujące w PiS emocje, sprawiając, że posłowie tej partii znów zaczęli mówić jednym głosem, to niespodziewanie cały wewnętrzny spór rozgorzał ze zdwojoną siłą. Na dodatek w świetle kamer i reflektorów.
Do sytuacji doszło przed kamerą telewizji TVN, gdy Terlecki miał się wypowiedzieć na temat odebrania uposażenia Zbigniewowi Ziobrze w związku z tym, że przebywa on w Budapeszcie i nie bierze udziału w posiedzeniach Sejmu.
– Jak nie przychodzi, to trudno – stwierdził Terlecki i dalej mówił, że nie zna szczegółowo przepisów w tej sprawie. Zareagował na to przechodzący obok Kaleta rzucając do Terleckiego: – Może pan się już w tej sprawie nie wypowiada.
Terlecki potraktował to jako afront, nazywając zachowanie Kalety „gówniarzerią”.
Skończyło się jak zawsze – lawiną wzajemnych, publicznie wygłaszanych oskarżeń, idących wedle wcześniej zarysowanej linii wewnątrzpartyjnego podziału.
I tak środowisko Suwerennej Polski, które gra razem z frakcją „maślarzy”, jak określa się przeciwników Mateusza Morawieckiego, ruszyło z atakiem na Terleckiego, podkreślając, jak bardzo jego wypowiedzi od lat szkodzą partii.
Stronnicy Morawieckiego, zwani „harcerzami”, „mateuszowcami” lub „morawiecczykami” stanęli zaś w obronie Terleckiego (który jest od lat stronnikiem Morawieckiego), wskazując, że to radykalizm frakcji „maślarzy” i ziobrystów jest czymś, co ciągnie PiS na dno.
Siła czy słabość Kaczyńskiego?
W partii wpis prezesa nie został odebrany jako przejaw siły, lecz bardziej jako przejaw słabości.
– Silny lider nie musi takich rozpaczliwych gestów wykonywać. I teraz co, Bochenek będzie siedział i pilnował, kto co powiedział albo napisał, a prezes będzie nas zawieszał po kolei. Przecież to jest śmieszne – oburza się jeden z posłów.
Stronnicy Morawieckiego nie kryją, że mają żal do prezesa o to, że pozwolił „maślarzom” i „ziobrystom” na zbyt wiele i teraz nie potrafi nad tym zapanować.
– Wszystkie ataki na Mateusza działy się za jego cichym przyzwoleniem, bo myślał, że w ten sposób równoważy frakcje. No to teraz ma, co chciał. Ziobryści będą mu radykalizować partię, a on za chwilę straci nad tym kontrolę – uważają ludzie z otoczenia byłego premiera.
Ich zdaniem to właśnie proces „suwpolizacji PiS”, jak to ujął Piotr Muller, były rzecznik rządu Mateusza Morawieckiego, odpowiada za niskie obecnie poparcie dla PiS.
Politycy Suwerennej Polski odpowiadają, że to oni są liderami zasięgów w sieci i są dla PiS wartością dodaną, w przeciwieństwie do starych działaczy jak choćby Terlecki.
– Za daleko to wszystko poszło, a prezes nie ma żadnych narzędzi, aby rozstrzygnąć tę sytuację. Nie może i nie chce pozbywać się ani ziobrystów ani Morawieckiego, bo rozczłonkowanie prawicy dzisiaj to zapewnienie zwycięstwa Tuskowi w 2027 roku. Próbuje więc łagodzić spory, których załagodzić się nie da. Morawiecki chce rozstrzygnięcia, podobnie jak druga strona. Idą na ostateczne zwarcie i chyba tylko prezes wciąż się łudzi, że to rytualne, zwykłe spory. To już dawno nie jest zwykły spór – uważa dobrze zorientowany bywalec Nowogrodzkiej.
Wrze w Polsce 2050. Co dalej?
Tym, co może pocieszyć polityków PiS jest fakt, że emocjonalne spory frakcyjne wywlekane są na światło dzienne nie tylko u nich. W rywalizacji na to, kto kłóci się bardziej spektakularnie udział bierze od wielu tygodni także Polska 2050 Szymona Hołowni. Najpierw partia pokłóciła się w kontekście wyborów nowej liderki. Kiedy po wielu perturbacjach, udało się wybrać Katarzynę Pełczyńskiej-Nałęcz na nową liderkę, wewnętrzne emocje nie opadły, lecz wzmogły się jeszcze bardziej.
-
Posłanka opuszcza Polskę 2050. Polsat News: Będą kolejne odejścia
-
Nowy spór w Polsce 2050. Hołownia wprost: Mam nadzieję, że im ręka uschnie
– Dzisiejsza uchwała kagańcowa, która odbiera nam głos, to symboliczny koniec Polski 2050, do której ja przystępowałam – stwierdziła posłanka Aleksandra Leo po przyjęciu przez Radę Krajową uchwały. – To rozwiązanie, którego nie powstydziłaby się Solidarna Polska, a nie Polska 2050. Zamiatanie pod dywan nie jest rozwiązaniem – tłumaczyła.
Posłanka Ewa Szymanowska nazwała zaś sytuację „bandyterką polityczną”. – Dziś, po sześciu latach w ruchu i po dzisiejszej Radzie Krajowej, mówię jasno: to moment, w którym trzeba powiedzieć „stop” bandyterce politycznej – stwierdziła.
O opuszczeniu partii miała zdecydować posłanka Żaneta Cwalina-Śliwowska, o czym poinformowała stacja TVN24. Cwalina-Śliwowska do marcowego zjazdu partii pozostanie jednak w klubie parlamentarnym Polski 2050.
Reszta polityków, którzy od początku pozycjonowali się w kontrze do Pełczyńskiej-Nałęcz także rozważa opuszczenie partii. Mówi się o grupie 18 osób. To oznaczałoby podział partii i rozpad klubu. Pytanie, jak przełożyłoby się to na relacje w koalicji rządzącej. To może zależeć od proporcji i tego, ile osób ostatecznie pójdzie za Hennig-Kloską, a ile zostanie przy Pełczyńskiej-Nałęcz. Od tego może zależeć obiecana funkcja wicepremiera dla tej ostatniej.
– Dla mnie dzisiaj Polska 2050, do której wstępowałam, niestety się skończyła – mówi wprost w rozmowie z Interią minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, niedawno kontrkandydatka Pełczyńskiej-Nałęcz w wyborach na przewodniczącą partii. Potwierdza, że rozłam i utworzenie osobnego klubu przez grupę – jak podaje – około 20 osób są „bardzo prawdopodobne”.
Henning-Kloska deklaruje także, że „posłowie, posłanki, senatorowie, którzy ze mną współpracują, są absolutnie ambasadorami koalicji 15 października i nie wyobrażają sobie współpracy z PiS-em”.
O stabilność koalicji w obliczu kłopotów Polski 2050 był pytany w Polsat News prezydent Karol Nawrocki.
Podobnie jednak, jak w przypadku podziałów i walk frakcyjnych w PiS, prezydent uciekł od jednoznacznej odpowiedzi w tej sprawie. Podkreślił, że „nie poświęca na to energii”, a wszelkie sprawy omawia z liderem partyjnym danej formacji, nie wnikając w spory, które się dzieją niżej w partyjnych szeregach.
– Nie jestem ani wróżbitą, ani wizjonerem, ani analitykiem środowisk partyjnych i politycznych. Ja wiem, że do tej pory szefem Polski 2050 był Szymon Hołownia, więc jak załatwialiśmy kwestie z Polską 2050, to słuchałem głosu lidera, co on myśli o tych sprawach. Teraz jest pani Pełczyńska-Nałęcz, której gratuluję zwycięstwa. Natomiast to, kto kogo nazywa bandytą, jak to wygląda (…) nie poświęcam na to naprawdę energii – powiedział Karol Nawrocki.
-
Nawrocki ułaskawiłby Ziobrę? „Nie może liczyć na uczciwy proces”
-
„Nie będzie mówił, gdzie mam latać”. Prezydent ostro o Donaldzie Tusku


