
Co ciekawe odejście od szybkorosnących ras brojlerów w Norwegii nie wynika z przyjętych przez państwo przepisów. Decyzję w tej sprawie ogłosiły: norweski związek producentów mięsa (KLF) oraz firma Nortura, największy tamtejszy producent drobiu. Zmiany mają wejść w życie do końca 2027 roku.
Nie oznacza to rezygnacji z hodowli drobiu, lecz przejście do wykorzystania ras wolnorosnących. Branża podkreśla, że decyzja wynika z tego, iż poważnie traktuje kwestie dobrostanu zwierząt i chce poprawić warunki ich życia. To także efekt pracy rodzimych oraz międzynarodowych organizacji, działających na rzecz praw zwierząt, takich jak norweski oddział Anima International. Organizacja zachęcała producentów i sieci handlowe do poprawy dobrostanu kurcząt hodowanych na mięso.
– Najbardziej widocznym efektem gwałtownego wzrostu są problemy z poruszaniem się. W ostatnich dniach przed ubojem często widać zwierzęta, które nie są w stanie wstać z podłoża – wyjaśnia Paweł Rawicki, prezes Stowarzyszenia Otwarte Klatki, które działa na rzecz poprawy dobrostanu zwierząt hodowlanych.
– Nawet jeśli w kurniku są na przykład grzędy, to szybkorosnące kurczaki często nie są w stanie na nie wskoczyć. Choć nie jest to chów klatkowy, można powiedzieć, że są zamykane w klatkach własnego ciała – mówi.
Frankenkurczak
Ogromna część spożywanego na świecie mięsa kurczaka pochodzi z dwóch ras: Ross 308 i Cobb 500. To tak zwane rasy szybkorosnące, które są od dawna krytykowane przez obrońców praw zwierząt. To linie genetyczne dobrane tak, aby zwierzęta zyskiwały, jak największą masę w jak najkrótszym czasie.
Jeszcze w latach 50. liczący 6-8 tygodni kurczak ważył mniej niż kilogram. Dziś – w przypadku ras szybkorosnących – zaledwie 40 dni wystarczy, aby z pisklaka urósł do ważącego kilka kilogramów brojlera. Wtedy jest – zgodnie z kryteriami przemysłu – gotowy do uboju.
Organizacje walczące o prawa zwierząt nazywają te rasy „frankenkurczakami”, wskazując na związane z niezwykle szybkim wzrostem deformacje, choroby, problemy w poruszaniu się.
Obawy ws. dobrostanu takich kur potwierdza raport Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Żywności z 2023 roku. Stwierdzono w nim, że nienaturalnie szybki przyrost masy powoduje szereg problemów zdrowotnych zwierząt, w tym deformacje kończyn, choroby serca i innych narządów. Te mogą powodować znaczny ból. Agencja wydała rekomendację, by odejść od tych ras i hodować jedynie kurczaki wolnorosnące. Jest to jednak tylko rekomendacja, której jak na razie nie zmieniono w obowiązujące całą UE przepisy.
Jednak niektóre kraje idą w podobnym kierunku co Norwegia. W Holandii – która jest drugim co do wielkości eksporterem drobiu w Unii Europejskiej – już około połowę hodowli stanowią rasy wolnorosnące. Z kolei w Niemczech sieci supermarketów zobowiązały się do wycofania ras szybkorosnących do 2030 roku, informują Otwarte Klatki.
W przypadku ras wolnorosnących wciąż mamy do czynienia z hodowlą przemysłową i jej konsekwencjami. Jednak te rosnące wolniej zwierzęta nie tylko mniej cierpią z powodu chorób czy deformacji, ale też mają większe możliwości realizowania swoich potrzeb gatunkowych, korzystania z elementów kurnika, mających poprawić ich dobrostan
– komentuje Paweł Rawicki.
Norweska branża zdecydowała się odejść także od innej kontrowersyjnej praktyki – zabijania przez gazowanie lub mielenie żywcem jednodniowych pisklaków. Do produkcji jaj potrzebne są kury nioski. Jednak z jaj wykluwają się zarówno samice, jak i koguciki. Te drugie są niepotrzebne w hodowli na jajka, a rosną zbyt wolno, by być wykorzystywane na mięso. Dlatego standardową praktyką branży jest zabijanie samców zaraz po wykluciu się.
Norwescy producenci zdecydowali się odejść od tej praktyki. Rozwiązania może tu oferować też technologia – na przykład przez rozpoznawanie płci zwierzęcia przed wykluciem.
Polska kurnikiem Europy
Zmiany w Norwegii obejmą całą tamtejszą hodowlę: 70 milionów kurcząt brojlerów rocznie. Jednak poza krajem to rasy szybkorosnące wciąż są standardem. Tak jest m.in. w Polsce, która jest drobiarskim gigantem – rocznie produkowanych i zabijanych jest u nas 1,5 miliarda bojlerów, ponad 20 razy tyle, co w Norwegii.
– W Polsce w branży drobiarskiej widać nastawienie przede wszystkim na ilość, a nie szeroko pojmowaną jakość, która bierze pod uwagę dobrostan zwierząt – ocenia Rawicki. Za wyborem ras szybkorosnących przemawia właśnie rachunek ekonomiczny – pozwalają wyprodukować jak najwięcej mięsa, w jak najkrótszym czasie.
Polska jest największym producentem drobiu w Europie i cały czas powstają u nas kolejne fermy przemysłowe. Najczęściej nie pomagają protesty mieszkańców, którzy nie chcą w swoim sąsiedztwie nowych, gigantycznych ferm.
Otwarte Klatki zwracają uwagę, że według badania opinii społecznej, przeprowadzonego przez Centrum Badawczo-Rozwojowe Biostat w 2023 r., ponad 70 proc. Polaków popiera zastąpienie szybkorosnących brojlerów rasami o mniejszym tempie wzrostu.
Widzimy powolne zmiany podejścia branży. Z punkt widzenia konsumentów, problemem jest brak wyboru. Jest albo tanie mięso z hodowli na ogół o niskim poziomie dobrostanu, albo produkty premium, w przypadku których lepsza jakość wiąże się ze znacznie wyższą ceną. Brakuje produktu pośredniego, gdzie mięso pochodzi z hodowli o wyższym dobrostanie, ale nie jest drastycznie droższe
– mówi Rawicki.
Jednym z problemów jest brak informacji konsumenckiej, która pozwoliłaby podejmować decyzje o wyborze kur ras wolnorosnących. W przypadku jaj standardem są oznaczenia hodowli klatkowej, ściółkowej, wolnego wybiegu i chowu ekologicznego (trójki, dwójki, jedynki i jaja 0). Analogicznych oznaczeń, dotyczących ras, nie znajdziemy jednak kupując drób. – Na etykietach produktów mięsnych można napisać wiele haseł, których konsument nie jest w stanie zweryfikować. Brakuje nam niezależnych certyfikatów – wskazuje prezes Otwartych Klatek.
– Staramy się rozmawiać z sieciami handlowymi i producentami, aby to zmienić. Dobrym przykładem jest to, co stało się w Norwegii i niektórych innych krajach. Tam nie powstała jakaś nowa półka produktów, tylko podwyższono minimalne standardy dla wszystkich – mówi Rawicki.
Kolejne sieci bez jajek „trójek”
Przykładem tego, że presja społeczna i działania aktywistów mogą zmieniać praktyki branży mięsnej, jest odchodzenie od jaj kur z chowu klatkowego.
Sieć sklepów Stokrotka od początku roku wycofała ze sprzedaży w sklepach własnych i z centrów dystrybucyjnych jaja od kur utrzymywanych w klatkach. Do końca 2026 roku zmiana obejmie także produkty marki własnej, takie jak makarony czy słodycze.
Z kolei do końca 2025 roku jaja „trójki” wycofała ze wszystkich produktów marek własnych sieć Netto. Wcześniej zaprzestano sprzedaży detalicznej takich jajek.

