W ostatnim zdaniu nie ma krzty przesady. Oficjalnie bowiem poinformowano, że PlusLiga w Jastrzębiu-Zdroju, w przypadku JSW Jastrzębskiego, w sezonie 2026/27 nie będzie funkcjonować. Tym samym zespół, który – pomimo ogromnych problemów finansowych w trakcie sezonu – dotarł do ćwierćfinału play-off, właśnie przestał istnieć.


Demontaż nie dotyczy jednak tylko tego, co wydarzy się z zawodnikami, bo to akurat naturalna kolej rzeczy – zwłaszcza w profesjonalnym sporcie. Gorzej jednak, że historia, którą napisała śląska drużyna na przestrzeni wszystkich lat swojego funkcjonowania, w zaledwie kilkanaście miesięcy… przestała mieć znaczenie.

PlusLiga bez Jastrzębskiego Węgla. Katastrofa oficjalnie potwierdzona


Łącznie 16 medali mistrzostw Polski seniorów w swoim dorobku ma klub z Jastrzębia-Zdroju. Na najwyższym poziomie rozgrywek w Polsce jastrzębianie występowali nieprzerwanie od sezonu 1997/98. Oprócz wielkich postaci w pierwszym zespole Jastrzębskiego Węgla, od 2012/13 w klubie zafunkcjonowała również Akademia Talentów JW, z powodzeniem szkoląca sporą grupę młodej, zdolnej młodzieży.


Wychowankowie? Jakub Popiwczak, Bartosz Kwolek, Maksymilian Granieczny czy Michał Gierżot. Oczywiście większość, nawet spośród wyżej wymienionych, stawiało pierwsze młodzieżowe kroki w swoich rodzinnych miastach – ale to właśnie za sprawą akademii w Jastrzębiu-Zdroju – mogli w pełni rozwinąć skrzydła przed ruszeniem do seniorskiego świata gry o duże rzeczy.


I możliwe, że to właśnie młodzieżowa twarz Jastrzębskiego Węgla będzie jedyną, która w nadchodzących latach będzie jakąś formą kontynuacji tego, co przez tyle lat funkcjonowało w Jastrzębiu-Zdroju. Jeśli bowiem PlusLiga faktycznie zawita, to jako Barkom Każany Lwów. Czyli klub, który zapewnił sobie utrzymanie w elicie i zamierza zaliczyć kolejny sezon w Polsce, właśnie na terenie śląskiego… byłego potentata.


Historia z Jastrzębia-Zdroju to smutna rzeczywistość, która – jak się okazuje – potrafi w brutalny sposób zrujnować coś, co wydawało się nie do zrujnowania. Realia sportu zawodowego bywają jednak bezlitosne. Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje to, czy rzeczywiście nie dało się zrobić czegoś więcej, żeby przetrwać kolejny sezon – w obliczu coraz trudniejszego położenia głównego sponsora – czyli Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Krachy w ostatnich latach notowano, w klubowym wydaniu siatkarskim, choćby w Kędzierzynie-Koźlu, Bełchatowie czy Policach. Patrząc głębiej, problemy dotykały także kluby z Gdańska i Olsztyna. A jednak, nadal wszystkie są, funkcjonują i grają.

Rok temu był triumf w Pucharze Polski. Teraz pozostaną tylko wspomnienia


Czwartkowe pożegnanie z sezonem oraz informacja o braku startu JSW Jastrzębskiego w nadchodzącej kampanii PlusLigi, wywołało wiele łez, pękniętych serc w komentarzach, czy poruszających słów oraz pytań: Dlaczego?


– Ciężko ubrać w słowa to, co aktualnie czujemy. Nie tylko zwieńczyliśmy kolejny siatkarski sezon, ale końca dobiegła również pewna era jastrzębskiej siatkówki – napisano na profilu Klubu Kibica JSW Jastrzębskiego-Węgla.


Odpowiedzi, tych z pozytywnym przekazem, brak. Fakty są za to takie, że jeszcze rok temu drużyna kompletowała klubową gablotę, dokładając wyczekiwany Puchar Polski, po zwycięstwie w turnieju finałowym w Tauron Arenie Kraków.


Już kilka miesięcy przed tym sukcesem słychać było o „ostatnim tańcu” w Jastrzębiu-Zdroju takich postaci, jak wspomniany Popiwczaka, Tomasza Fornala (wyjechał do Turcji) czy Norberta Hubera (wybrał grę w Japonii). Czasu było zatem jeszcze więcej, przynajmniej tego alarmującego, że coś złego. A może nawet – bardzo złego – nadciąga.


I nadciągnęło. Z wszelkimi konsekwencjami, od finansowych (zaległości względem zawodników), poprzez organizacyjne (wspominane wycofanie z rozgrywek), na sportowych. Choć te ostatnie w stosunkowo najmniejszym stopniu, skoro drużyna dojechała do trzeciego, decydującego meczu o półfinał PlusLigi.


JSW Jastrzębski Węgiel, przynajmniej na tu i teraz, otrzymał jednak cios prosto w serce. To kibicowskie. Bo na końcu właśnie tych ludzi najbardziej szkoda.


A przypadek z Jastrzębia-Zdroju powinien być wyrzutem sumienia dla całej polskiej siatkówki. W końcu, kiedy było dobrze, jastrzębska drużyna grała w trzech turniejach finałowych (dwa razy ścisłe finały) Ligi Mistrzów.


Wtedy nie brakowało tych, którzy klaskali.


A teraz? Głównie szuka się winnych. Problem w tym, że nawet jeśli zostaną wskazani palcem, to nijak nie pomoże. Właściwie jeśli komukolwiek, to głównie szukającym. Ale na pewno nie klubowi – jednemu z najbardziej zasłużonych w dziejach polskiej siatkówki.

Share.
Exit mobile version