
Znane postacie ogłaszające odejście od diety bezmięsnej, kiepskie wyniki niektórych firm sprzedających wegetariańskie burgery i wyraźna zmiana w polityce, widoczna przede wszystkim za oceanem – to wszystko sprawia, że w sieci i mediach coraz częściej padają pytania o „koniec trendu na wegetarianizm”. Ile w tym prawdy?
Jeszcze kilka lat temu w Polsce i na świecie żywność roślinna zyskiwała na popularności. Przez lata dieta wegetariańska była kojarzona z tofu i suchymi kotlecikami sojowymi, aż pojawiły się roślinne burgery, kiełbaski, wędliny i sery, które smakują nieraz łudząco podobnie do odzwierzęcych wersji.
– Szeroka popularyzacja diety roślinnej i weganizmu zaczęła się u nas około 10 lat temu, choć oczywiście są weganie i wegetarianie z dużo wyższym „stażem”. Szczególnie rok 2020 i kilka kolejnych lat to wręcz złoty okres: więcej osób zaczęło ograniczać spożycie mięsa, pojawiło się więcej wegańskich produktów, restauracji, pozycji w menu – mówi nam Tomek Mędrek, autor popularnego bloga i profilu na Instagramie z wegańskimi przepisami.
Białko zamiast roślin
Ale w ostatnich 2-3 latach widać zupełnie nowe trendy. Celebryci i instagramerzy, którzy wcześniej deklarowali ograniczanie mięsa lub weganizm teraz ogłaszają, że znów jedzą produkty odzwierzęce. Głośno o tym zarówno w międzynarodowych mediach, jak i polskim internecie:
Największym dziś trendem żywieniowym jest maksymalizacja białka, co często wiąże się ze spożyciem większej ilości mięsa (choć wcale nie musi). Królują steki i inne mięsne potrawy, a na profilach o zdrowej żywności pojawiają się przepisy na rosół kolagenowy, długo gotowany na kościach.
Tomek Mędrek zwraca uwagę, że trendy – także dotyczące diety – przychodzą do nas często zza oceanu. – Tak było jeszcze w latach 90. na przykład z dietą wysokotłuszczową. A dziś jest tak z trendem na „dietę mięsożercy”, keto i inne, gdzie mięso jest głównym składnikiem, prezentowane jako podstawa zdrowego żywienia. Sprzyja temu też moda na żywność wysokobiałkową – wskazuje.
Obecnie trudno jeszcze powiedzieć, czy rzeczywiście liczba osób ograniczających mięso spada, ale na pewno trend na roślinne jedzenie wyhamował – ocenia Mędrek.
Wegetarianizm jeszcze nie umarł
Jednocześnie nasi rozmówcy zwracają uwagę, że należy brać poprawkę na to, co widzimy w mediach społecznościowych. Trendy na Instagramie czy deklaracje celebrytów jeszcze nie świadczą o szerszej zmianie społecznej.
Jest grupa ludzi, którzy podążają za tym, co modne. Wcześniej mógł być to weganizm, który teraz zamieniają na inną dietę, co zresztą pokazuje, że ta wegańska postawa nie zakorzeniła się zbyt głęboko. Dla wielu innych postawy życiowe – w tym dieta – nie zmieniają się tak łatwo – zauważa Mędrek.
Podobnie postrzega to Karolina Centkowska z organizacji RoślinnieJemy, która promuje dietę roślinną. – Informacje o tym, że zamykają się wege biznesy albo że znane osoby wracają do jedzenia mięsa, warto zestawić z szerszą perspektywą. W ciągu ostatnich 10 lat globalny rynek roślinnych zamienników mięsa urósł z 17,7 do 28,6 miliarda dolarów – mówi i dodaje: „Widzimy też, że ten rynek dojrzewa i tam, gdzie jeszcze jakiś czas temu były głównie startupy, mamy duże firmy i korporacje”.
Podkreśla też, że ostatnie lata przyniosły zwiększenie świadomości negatywnych konsekwencji dużego spożycia mięsa i upowszechnienie terminów takich jak fleksitarianizm. – Niewielka część społeczeństwa to weganie, ale o wiele więcej cały czas deklaruje ograniczenie spożycia mięsa. Ta liczba naturalnie zmienia się rok do roku, ale przeciętnie pozostaje znacznie wyżej niż dekadę temu – mówi Centkowska.
Fleksitarianizm oznacza celowe ograniczenie spożycia mięsa i produktów odzwierzęcych w diecie, ale bez całkowitej rezygnacji z nich. – W skali Europy dotyczy to już około 27 proc. społeczeństwa, przy czym w Niemczech odsetek ten sięga 40 proc., a w Austrii 37 proc. – mówi Marcin Tischner z organizacji ProVeg Polska.
Wyraźnie widoczne są różnice pokoleniowe – młodsi konsumenci częściej eksperymentują z kuchnią roślinną, korzystają z zamienników mięsa i są bardziej otwarci na fleksitarianizm – zauważa.
Według badania przeprowadzonego w styczniu przez firmę PBS na zlecenie Compassion in World Farming Polska 26 proc. ankietowanych planuje w tym roku ograniczyć spożycie mięsa. 3 proc. deklaruje, że chce całkowicie z niego zrezygnować, a drugie tyle nie spożywa mięsa od co najmniej 2 lat.
– W sieci często najbardziej widać skrajności – po różnych stronach – a to, co zyskuje popularność, zawdzięcza ją elementowi szoku. Tymczasem większość ludzi szuka zbilansowanej diety, a nie na przykład żywienia się głównie surowym mięsem – wskazuje Centkowska.
Spożycie mięsa nie spada
Jeśli za wyznacznik zmian przyjąć spożycie mięsa na osobę, to w Europie i Polsce nie widać trendu ani w jedną, ani w drugą stronę. Średnie europejskie spożycie utrzymuje się na podobnym poziomie – około 64-66 kg – od 10 lat. Jest to nieco więcej niż w latach 90. i 2000. Z kolei w Polsce zmienia się rok do roku o nawet kilka kilogramów, ale pozostając w przedziale 75-80 kg na osobę.
Można jednak zadać sobie pytanie, czy gdyby nie popularyzacja diety roślinnej i zamienników mięsa, nie mielibyśmy do czynienia ze wzrostem? – wskazuje Centkowska.
W skali globalnej – zwraca uwagę rozmówczyni – popyt na mięso rośnie i „nie ma wątpliwości, że ten trend utrzyma się w najbliższych latach”. – Napędzają go kraje takie jak Chiny czy państwa rozwijające się, gdzie wraz z bogaceniem się społeczeństw rośnie spożycie mięsa – dodaje. Zupełnie inaczej jest jednak w Indiach, które także odnotowują znaczny wzrost gospodarczy, ale ze względów kulturowych spożycie mięsa pozostaje bardzo niskie na tle innych państw – około 6 kg na osobę (co jednak i tak stanowi wzrost na przestrzeni ostatnich 10-15 lat).
Są też przykłady krajów, gdzie w ostatnich latach je się mniej mięsa. To na przykład Niemcy, gdzie spadło ono o około 10 kg na osobę od 2010 roku (obecnie to około 54 kg).
Wojna o kotleta
Zmiana postaw żywieniowych argumentami etycznymi, ekologicznymi, a nawet zdrowotnymi zawsze była trudnym zadaniem. Dieta jest bardzo osobistym wyborem, a kuchnia – elementem kultury i więzi społecznych. Jednak rzetelną debatę i racjonalne podejście utrudnia to, że politycy wykorzystują temat diety i mięsa jako kolejną broń w wojnie kulturowej. Problem ten dostrzega Tomek Mędrek:
Zmiana trendów nieprzypadkowo zbiega się ze zmianami społecznymi i politycznymi, w tym zwrotem ku prawicy. Z drugiej strony dieta roślinna czy wegańska została w debacie publicznej zlepiona z lewicowymi poglądami.
W Stanach Zjednoczonych administracja Donalda Trumpa w swoich nowych rekomendacjach dietetycznych odwróciła popularną piramidę żywieniową, stawiając przede wszystkim na mięso i tłuszcze roślinne. Sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr. chwali sieci fast foodów, że smażą frytki na smalcu zamiast oleju. W Europie część sił politycznych próbuje kolejny raz zakazać używania nazw takich jak burger czy parówki na roślinne zamienniki mięsa.
To widać także w niektórych działaniach polskiej branży mięsnej. Promocja mięsa w dużej mierze skupia się na walorach smakowych. Ale czasem komunikacja organizacji branżowych stawia na „walkę” z wegetarianizmem, zarzucając na przykład, że „diety wegańskie i wegetariańskie mogą prowadzić do niedorozwoju mózgu”.
Zdaniem Mędrka w Polsce pojawia się też wątek patriotyczny. – Duża część naszego rolnictwa to hodowla zwierząt, są tradycyjne mięsne potrawy – stąd bierze się „obrona schabowego” przez polityków – komentuje. Takie hasła już kilka lat temu wypowiadał prezes PSL, dziś wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. – Będziemy bronić prawa do wędkowania, schabowego i rosołu z kury – prawa do normalnego życia – mówił polityk.
Polaryzacja szkodzi wielu ważnym tematom, w tym promocji zdrowych nawyków żywieniowych. Tymczasem potrzeba zwiększania udziału warzyw, owoców, strączków, orzechów i produktów pełnoziarnistych jest jednoznaczną rekomendacją instytucji zajmujących się zdrowiem publicznym w Polsce i na świecie
– zwraca uwagę Marcin Tischner.
Rynek wege burgerów dojrzewa
Jak mówi Tomek Mędrek, w bańce wege szerokim echem odbijają się zamknięcia roślinnych knajp. Ale – jak zwraca uwagę bloger – co rusz zamykają się także niewegańskie lokale. – Więc być może powodem są rosnące koszty, a nie odejście klientów od diety roślinnej. Choć nie można też wykluczyć, że nie przetrwała część lokali otwartych kilka lat temu z pasji na fali boomu na roślinne jedzenie – dodaje.
Jego zdaniem nieskuteczną metodą na poprawę sprzedaży są próby poszerzenia menu o odzwierzęce czy mięsne opcje. – Wegan tylko zniechęca to do zjedzenia u nich, a osoby jedzące mięso niekoniecznie przyciągnie, bo konkurencja niewegańskich knajp jest ogromna i trudno się wyróżnić – wskazuje.
Wyraźnie widoczną zmianą jest mniejsza różnorodność roślinnych zamienników mięsa na półkach – wegetariańskich burgerów, kiełbasek i nuggetsów. W mediach głośno było o problemach najbardziej znanych globalnych marek jak amerykańskie Beyond Meat. Wartość akcji firmy spadła z około 140 dolarów w 2021 roku do mniej niż 1 dolara.
Jednak zdaniem naszych rozmówców to nie koniec, a dojrzewanie branży, za którym stoją mechanizmy rynkowe. – Po kilku latach bardzo dynamicznego wzrostu żywność roślinna wychodzi dziś z fazy napędzanej modą i medialnym „hype’em” i wchodzi w etap funkcjonowania w realiach głównego nurtu handlu detalicznego i gastronomii – mówi Marcin Tischner.
Nie różni się to od innych nowatorskich produktów. Firmy – od start-upów po dużych graczy – eksperymentowały z różnymi formami i smakami. Jak przyznaje Tomek Mędrek, niektóre z nich się nie sprawdziły: czasem po prostu nie smakowały konsumentom, niektóre nie spełniały oczekiwań co do składu. – Ale część marek się utrzymuje, podobnie jak roślinne półki w marketach. Może są trochę mniejsze niż 3 lata temu, ale jeszcze 8-10 lat temu nie było ich wcale – podkreśla Mędrek. Potwierdzają to dane, które przywołuje Marcin Tischner:
Według badania Mintel Polska z 2023 roku Polska zajmuje 6. miejsce wśród europejskich rynków wiodących w segmencie żywności roślinnej. W wielu innych krajach wyraźnie wzrósł zaś odsetek gospodarstw domowych kupujących roślinne zamienniki.
Zdaniem Karoliny Centkowskiej z organizacji RoślinnieJemy pozytywnym przykładem z polskiego rynku jest firma Bezmięsny. – Wystartowała około 10 lat temu jako projekt zaangażowanych osób oparty na crowdfunding. Ostatnio zaś chwalili się sprzedażą o wartości 10 mln zł i rozszerzaniem eksportu – mówi i dodaje: „Firm, które radzą sobie podobnie dobrze, jest więcej w Polsce”.
Ważnym aspektem jest oczywiście cena. Roślinne parówki czy wędliny pozostają wyraźnie droższe od mięsnych. – Branża mięsna i mleczarska cieszy się dużymi dopłatami, a produkty roślinne – robione na mniejszą skalę – nieraz nie są w stanie konkurować cenowo – mówi Mędrek. Jednak, jak wskazuje na podstawie segmentu mleka roślinnego – który rośnie cały czas od lat – można powiedzieć, że gdy cena się wyrównuje, to roślinny produkt jest wybierany coraz częściej. – Ale już strączki są często tańsze od mięsa, podobnie jak sezonowe warzywa i owoce – zauważa Tischner.
Strączki górą
– Warto pamiętać, że zamienniki mięsa to tylko część diety roślinnej. Wiele osób wybiera zamiast mięsa po prostu warzywa, strączki i nisko przetworzone produkty. Na pewno nastąpiła duża zmiana świadomości tego, że nie jest trudno zjeść dobry, zdrowy posiłek bez mięsa – zwraca uwagę Centkowska. Spożycie nasion roślin strączkowych wzrosło w ostatnich kilku latach z 4 do 6 kg rocznie na osobę (wciąż znacznie poniżej rekomendacji dietetycznych).
Tym, co budziło obawy niektórych konsumentów wobec roślinnych zmienników – podsycane przez branżę mięsną – jest fakt, że to są one żywnością przetworzoną. Obawy te nie zawsze są ugruntowane w faktach. Mięso także często ma formę przetworzoną – są nią choćby wędliny. A np. roślinne parówki mogą dostarczać podobne wartości odżywcze co mięsne, za to bez szkodliwych w nadmiarze tłuszczów trans.
Centkowska zwraca też uwagę, że roślinne zamienniki mięsa mogą być ciekawostką albo wsparciem dla niektórych osób w zastępowaniu potraw mięsnych, a niekoniecznie podstawą diety. – Zgodnie z zaleceniami polskich i europejskich instytucji powinniśmy przeciętnie jeść więcej roślin strączkowych, warzyw i owoców – podkreśla.
Ostatnia dekada przyniosła zaś nie tylko wzrost rynku roślinnych burgerów, ale także wiele popularnych stron i publikacji z wegetariańskimi przepisami z fasoli, soczewicy i boczniaków.
Ponieważ prowadzę bloga kulinarnego, to mam także perspektywę inną niż tylko ta z mediów społecznościowych – które czasem zakrzywiają rzeczywistość. I widzę, że liczba osób odwiedzających bloga, szukających wegańskich przepisów rośnie z roku na rok. Dlatego myślę, że nie jest aż tak źle, jak można by wywnioskować tylko z mediów społecznościowych
– podsumowuje Tomek Mędrek.

