Polski rząd pracuje nad rozwiązaniami, które nałożą podatek cyfrowy na wielkie korporacje, które czerpią duże zyski nad Wisłą, ale podatki płacą w innych miejscach.
– Podatek cyfrowy to podatek sprawiedliwościowy – przekonuje w rozmowie z Interią Krzysztof Gawkowski. – Robisz tutaj interesy, pracujesz na polskim rynku, płać tutaj podatki. Dla polskiej gospodarki, rozwoju cyfrowego, AI, cyberbezpieczeństwa. Podatek cyfrowy jest w wielu miejscach w Europie, funkcjonuje. Tam są miliardy. Uważam, że Polska nie powinna być w żadnej klasie B, w której podatku nie ma – mówi wicepremier.
Pytanie jednak o ścieżkę legislacyjną tego projektu. Po pierwsze, czy rząd znajdzie większość do tego typu rozwiązań oraz jak na całą tę sprawę zapatruje się Pałac Prezydencki?
– Wierzę, że znajdziemy w Sejmie większość. To pieniądz, który jest wywożony za granicę, a tutaj powinien pracować. Skoro Hiszpania, Włochy, Austria, Wielka Brytania mają takie rozwiązania, a miliardy już tam płyną, to dlaczego Polska ma na tym nie zarabiać? – zastanawia się Gawkowski.
Gawkowski: Prezydent powinien przyklasnąć
– Rozmawiamy o czymś, co powinno być normalnością. Wielkie korporacje zarabiają na polskich obywatelach, a te pieniądze powinny służyć polskim obywatelom. To dlaczego prezydent ma się nad tym zastanawiać? Prezydent powinien temu przyklasnąć i powiedzieć wprost: jeżeli to nie są pieniądze od podatnika, ale od firm zarabiających na podatniku, to jestem za. To wyzwanie dla prezydenta, żeby odpowiedzieć dlaczego nie chcesz pieniędzy od wielkich korporacji, żeby pracowały tutaj w Polsce – dodaje minister cyfryzacji.
Polityk przyznaje, że w tej sprawie kontaktu z Kancelarią Prezydenta jeszcze jednak nie było. – Ale z panem prezydentem jestem otwarty na rozmowy zawsze – zaznacza.
Podatek cyfrowy sprawia, że pod znakiem zapytania stają relacje polsko-amerykańskie. Kolejny kamyczek do ogródka to sprawa Zbigniewa Ziobry, choć Gawkowski widzi to nieco inaczej.
– Ziobro zachowuje się jak uciekinier, który swoją postawą przyznaje się do tego, że jest winny. To że dziś ucieka po świecie przez Węgry po Stany, w przyszłości może przez Rosję i Białoruś, to nic innego, jak powiedzenie: wiem, że mam coś za uszami. Bo gdyby nie miał, to sięgnijmy po jego słowa sprzed wielu lat, że niewinny nie ma się czego bać. Dziś próbuje sztuczek w prawie międzynarodowym – słyszymy.
Lewica znów zjednoczy siły? Gawkowski: Ja bym chciał
Wicepremier przekonuje też w rozmowie z Interią, że w przyszłorocznych wyborach samorządowych Lewica wystartuje samodzielnie, bo ma się czym pochwalić w rządzie. Czy jednak Lewica będzie zjednoczona i wystartuje pod wspólnym szyldem z Razem?
– Ja bym chciał. Jestem fanem tego, żebyśmy wystartowali z Razem na jednej liście i żebyśmy tworzyli wspólny komitet. Dziś Razem mówi, że my w rządzie mało spraw lewicowych załatwiamy. A ja uważam, że bardzo dużo. To choćby kwestia transkrypcji osób tej samej płci – mówi Gawkowski.
– Rozmawiamy z Razem, ale jak to z Razem, oni często lubią być oddzielnie. Nie zamykam żadnych drzwi. Wierzę, że takie rozmowy są możliwe, a jeśli nie będą chcieli, to wystartujemy oddzielnie – deklaruje.


