Nowa liderka przewodzi ugrupowaniu od 31 stycznia, kiedy to w powtórzonej drugiej turze wyborów wewnętrznych pokonała ministerkę klimatu i środowiska Paulinę Hennig-Kloskę. Różnica w głosowaniu była jednak niewielka – szefową MFiPR poparło 350 członków partii, jej konkurentkę – 309. Kampania wewnętrzna ujawniła też głębokie podziały w ugrupowaniu – politycy Polski 2050 publicznie kłócili się na X, oskarżając się wzajemnie o knowania i wynoszenie partyjnych tajemnic do mediów.
„To nie jest miejsce do robienia zdjęć”
Mimo to, jak słyszymy w otoczeniu Pełczyńskiej-Nałęcz, nowa liderka chce spróbować poskładać wewnętrznie swą formację. Niedawnych rywali: Hennig-Kloskę i Rafała Kasprzyka rekomendowała do zasiadania w zarządzie partii. We wtorek organizuje z kolei spotkanie nowych władz formacji z klubem parlamentarnym, które odbędzie się o 8.30 w resorcie funduszy i polityki regionalnej. Nie wszyscy jednak zamierzają się tam pojawić. Zabraknie m.in. ministerki klimatu. – Mam w tym czasie spotkanie kierownictwa swojego resortu – mówi nam Hennig-Kloska.
Bojkot spotkania wprost zapowiada część jej zwolenników. – Nie będę brać w tym udziału. Wiadomo po co to spotkanie jest organizowane – żeby Katarzyna mogła sobie zrobić zdjęcie i pokazać kto jest z nią. Niepotrzebna mi taka sweet focia – mówi nam jeden z polityków.
– Jeszcze nie wiem, czy pójdę, ale też mam poważne wątpliwości, bo mamy posiedzenie Sejmu, więc powinniśmy skupić się raczej na kwestiach ustaw, a nie robieniu pamiątkowych zdjęć, żeby pani przewodnicząca mogła pokazać przed spotkaniem z premierem jakie ma poparcie w klubie – dodaje kolejny z naszych rozmówców. – Poza tym ministerstwo nie służy do tego, żeby fotografować się tam z posłami. Obiecywaliśmy inne standardy w polityce – podkreśla poseł Polski 2050.
Hołownia vs. Koniuch
Podziały w partii ujawniło też sobotnie, zdalne posiedzenie Rady Krajowej Polski 2050, gdzie wybrano czterech nowych wiceszefów partii, w tym Szymona Hołownię, który jako założyciel ugrupowania miałby docelowo zostać honorowym przewodniczącym Polski 2050. – To takie rozwiązanie pomostowe dla Szymona, bo najpierw musimy zmienić statut partii, żeby powołać go na tę nową funkcję – tłumaczy polityk związany z Pełczyńską-Nałęcz.
Kandydatura Hołowni nie przeszła gładko – potrzebna była „dogrywka” w głosowaniu na Radzie Krajowej, bo pierwotnie były lider Polski 2050 otrzymał tyle samo głosów co wicewojewoda kujawsko-pomorski Michał Koniuch. Hołownię rekomendowała do zarządu Pełczyńska-Nałęcz, jego konkurenta –Hennig-Kloska.
Ostatecznie głosowanie wygrał wicemarszałek Sejmu. Pozostałymi wiceprzewodniczącymi zostali: ministerka klimatu i środowiska, inny niedawny kandydat na szefa Polski 2050, Rafał Kasprzyk oraz poseł Sławomir Ćwik. Mimo iż kandydatury Hennig-Kloski i Kasprzyka do zarządu rekomendowała Pełczyńska-Nałęcz, to miały one podwójne zgłoszenia, bo partyjni oponenci nowej liderki chcieli dodatkowo wesprzeć głosowanie własnym poruczeniem. Kandydaturę Hennig-Kloski zgłosiła posłanka Ewa Szymanowska, a Kasprzyka (podobnie jak Ćwika) – ministerka klimatu.
Wcześniej jednak, zanim jeszcze wybrano nowych wiceszefów Polski 2050, na Radzie Krajowej wywiązała się dyskusja na temat tego, ilu nowych wiceszefów powinno zostać wybranych w sobotę: czterech czy pięciu. Statut partii jest bowiem niejednoznaczny w tej sprawie – z jednej strony stanowi, iż zarząd tworzy od pięciu do dziesięciu osób, z drugiej wylicza w sumie 11 (przewodniczącego, jego pierwszego i drugiego zastępcę, sekretarza generalnego, skarbnika, szefa klubu lub koła parlamentarnego oraz do pięciu wiceprzewodniczących wybieranych przez Radę Krajową). Zwolennicy Hennig-Kloski optowali za tym, by wskazać pięciu nowych wiceszefów. Mieli nadzieję, że w ten sposób uda im się zrównoważyć wpływy nowej szefowej we władzach partii. Ostatecznie wygrał jednak wariant czterech wiceszefów, przez co Pełczyńskiej-Nałęcz udało się obsadzić swymi ludźmi w sumie sześć na dziesięć miejsc w nowym zarządzie.
Niezadowolenie u części polityków Polski 2050, jak pisaliśmy przed tygodniem, wywołały już pierwsze decyzje personalne Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, zwłaszcza wybór związanej z Wielkopolską posłanki Ewy Schädler jako pierwszej wiceprzewodniczącej partii (decyzję tę odebrano jako gest konfrontacyjny wobec Hennig-Kloski, która też pochodzi z tego regionu) oraz pozostawienie na funkcji sekretarza generalnego wicewojewody mazowieckiego Roberta Sitnika, któremu działacze na rzecz praw zwierząt zarzucają zaniedbania w nadzorze zamkniętego niedawno schroniska w Sobolewie (Sitnik tłumaczył, iż został wprowadzony w błąd przez podległe mu służby). – Gdyby nowa przewodnicząca chciała pokazać jedność, to stanowisko pierwszej zastępczyni zaproponowałaby Paulinie. Tyle warte były jej propozycje dotyczące współprzewodniczenia – ironizuje w rozmowie z Gazeta.pl jeden ze stronników Hennig-Kloski.
Wróci sprawa odwołania Aleksandry Leo
We wtorek przed południem w Sejmie ma się jeszcze zebrać klub Polski 2050. W tym posiedzeniu ma wziąć udział nowa przewodnicząca partii. Wśród tematów, jak słyszymy, pojawi się też zapewne sprawa odwołania z funkcji pierwszej wiceprzewodniczącej klubu Polski 2050 posłanki Aleksandry Leo (zwolenniczka Hennig-Kloski). Decyzji tej, którą kilka tygodni temu podjął szef klubu Paweł Śliz, nie uznaje część parlamentarzystów. – Nie odpuścimy tej sprawy, choćby dlatego, że nie taka była umowa przy okazji wyboru Pawła na szefa klubu. Warunkiem było wskazanie Oli jako pierwszej wiceprzewodniczącej – mówią nam posłowie, sympatyzujący z Aleksandrą Leo.
Polityczka została pod koniec stycznia ukarana za wszczęcie, pod nieobecność Śliza, procedury uzupełnienia składu Rady Krajowej Polski 2050 o delegatów klubu parlamentarnego. Jej zwolennicy podkreślają jednak, że miała do tego prawo, a zarządzenie szefa klubu, dotyczące zmian w prezydium jest nieważne, bo zostało antydatowane. Śliz miał je wydać z datą wsteczną już po tym, jak Leo rozpoczęła wybory delegatów do Rady.
Nasi rozmówcy w Polsce 2050 przyznają, iż atmosfera w klubie i w partii jest na tyle zła, iż rozłam to kwestia czasu. – Nie wiem, kiedy to nastąpi, w zasadzie w każdej chwili może wydarzyć się coś takiego, co stanie się triggerem, który zapoczątkuje rozpad – mówi nam polityk Polski 2050. – Jeśli pani przewodnicząca będzie dalej w takim stylu zarządzać partią, to pewnie kilka osób w końcu powie: dość – nie wyklucza kolejny.


