W czwartą rocznicę rosyjskiej pełnoskalowej inwazji na Ukrainę minister obrony Niemiec Boris Pistorius negatywnie ocenił sposób działania prezydenta USA Donalda Trumpa w odniesieniu do przywódcy Kremla Władimira Putina. Pistorius zarzucił Trumpowi „kumplostwo” z Putinem.

Niemiecki polityk skrytykował we wtorek, 24 lutego w radiu Deutschlandfunk, że Trump powitał podczas szczytu na Alasce prezydenta Rosji na czerwonym dywanie „jak kumpla”, jednocześnie wycofując wszelkie wsparcie wojskowe dla Ukrainy.

Niepotrzebna decyzja Trumpa

Niestety, prezydent USA bardzo wcześnie niepotrzebnie wycofał kwestię członkostwa Ukrainy w NATO ze stołu negocjacyjnego – „bez żadnej potrzeby” – powiedział Pistorius. – Byłoby to cenną kartą przetargową, czymś, co można by wykorzystać do negocjacji w innych kwestiach – dodał.

Pistorius ostro skrytykował rosyjskie naloty rakietowe i dronowe na ukraińskie miasta. – To, co dzieje się tam każdej nocy, nie ma nic wspólnego z podbojem kraju. Tutaj terroryzuje się ludność cywilną – w temperaturze minus 20 stopni Celsjusza. I nie zdobywa się ani jednego metra kwadratowego ziemi; zamiast tego celem jest złamanie morale Ukraińców i zniszczenie kraju – stwierdził niemiecki minister.

Jak powiedział Pistorius, mimo to, nawet po czterech latach, wśród ludności panuje niesamowita odporność, niesamowita odwaga, siła i morale. A sondaże pokazują, że morale jeszcze rośnie.

Brak decyzji na polu bitwy

Pistorius powiedział, że Niemcy są obecnie największym sojusznikiem Ukrainy, z ponad jedenastoma miliardami euro pomocy tylko w bieżącym roku. Odnosząc się do możliwego zakończenia wojny, polityk stwierdził, że prawdopodobnie na polu bitwy nie zapadnie żadna decyzja w dającej się przewidzieć przyszłości. Jego zdaniem utrzymanie silnego wsparcia jest kluczowe dla negocjacji, ponieważ sytuacja gospodarcza w Rosji „znacznie się pogarsza”. Kreml musi dojść do punktu, w którym wojna powoli stanie się gorszą opcją niż pokój. – Ale nie można tego osiągnąć słabością, tylko siłą – ocenił Pistorius.

(DPA/stef)

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle >>>

Share.
Exit mobile version