„Maślarze” kontra „harcerze”
W Prawie i Sprawiedliwości od kilku miesięcy narasta konflikt, m.in. o wpływy w partii, w tym kandydata na przyszłego premiera, i kierunek programowy, w jakim powinna podążać główna formacja opozycyjna. Spór dotyczy też oceny sześciu lat rządów Mateusza Morawieckiego i relacji Polski z UE. W czwartek na X po raz kolejny doszło na tym tle do kłótni między europosłem Patrykiem Jakim a byłym premierem i dwojgiem posłów PiS: Ireneuszem Zyską i Mirosławą Stachowiak-Różecką, którzy wzięli go w obronę. Poszło o SAFE, bo frakcja Morawieckiego jest nieco mniej krytyczna wobec tego unijnego programu obronnościowego niż reszta ugrupowania. Efekt? Prezes PiS Jarosław Kaczyński wystąpił do partyjnej komisji etyki, by zajęła się sprawą wypowiedzi Morawieckiego i tych, którzy go wsparli. Wpis Jakiego, który rozpoczął całą dyskusję, jest póki co – jak informował na X rzecznik PiS Rafał Bochenek – „analizowany”.
Były premier to lider tzw. harcerzy, czyli umiarkowanego, bardziej liberalnego skrzydła PiS. Jaki to z kolei przedstawiciel silnie prawicowej frakcji (druga strona nazywa ją pogardliwie „maślarzami”), którą współtworzą także były szef MEN Przemysław Czarnek i europoseł Tobiasz Bocheński.
To nie pierwszy raz, kiedy politycy z obu rywalizujących ze sobą środowisk pokłócili się publicznie. Tym razem jednak zrobili to mimo ostrzeżeń prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który 13 lutego zapowiadał na X, że kolejna tego typu dyskusja w mediach społecznościowych skończy się zawieszeniem w prawach członka partii.
– Są określone zasady, były publiczne komunikaty naszego lidera, pana premiera Jarosława Kaczyńskiego, no i dzisiaj, zgodnie z zapowiedzią, w sytuacji naruszenia tych zasad, są wyciągane konsekwencje – tłumaczył w piątek w Sejmie Rafał Bochenek. – Jeśli mamy, dajmy na to, trzy autokary, bo tyle potrzeba, by pomieścić wszystkich naszych parlamentarzystów, to bez dyscypliny wewnętrznej nie da się sprawić, by wszystkie pojechały w jednym kierunku, stąd taka decyzja prezesa – uzasadnia z kolei polityk ze ścisłego kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości.
Będzie rozłam w PiS?
Póki co sprawą wpisów trojga polityków PiS (ale też byłego szefa TVP Jacka Kurskiego za niedawne krytyczne wypowiedzi pod adresem Morawieckiego, które wypowiadał w telewizji wPolsce24) ma się zająć partyjna komisja etyki, którą kieruje była marszałkini Sejmu Elżbieta Witek. Część naszych rozmówców w PiS jest przekonana, że Morawiecki zostanie ukarany, co finalnie może doprowadzić do rozłamu w partii.
Sprawy przyspieszają – komentuje jeden z polityków, który od dawna jest przekonany, że odejście byłego premiera i jego ludzi to kwestia czasu. – Jak wychodzić, by budować coś nowego, to teraz, bo jeszcze jest czas – przekonuje nasz rozmówca, który sytuacji w PiS przygląda się trochę z boku i nie należy do żadnej z dwóch głównych zwaśnionych frakcji.
Stronnicy byłego premiera rozłamu chcieliby jednak uniknąć i mają nadzieję, że sprawa dyscyplinarki ostatecznie się rozmyje. Jeden z nich ostrzega jednak: „Jeśli Kaczyński chce, żeby partia mu się rozpadła, to niech zawiesza Mateusza Morawieckiego”.
– Premier Mateusz Morawiecki zachowuje się prawidłowo i wzorcowo, konsekwentnie broni i tłumaczy politykę rządu Prawa i Sprawiedliwości w latach 2015-2023, a warto powiedzieć, że wszystkie decyzje, które wtedy zapadały, zapadały w uzgodnieniu albo nawet z rekomendacji Jarosława Kaczyńskiego, szefa partii – podkreśla z kolei w rozmowie z Gazeta.pl poseł Krzysztof Szczucki, były prezes Rządowego Centrum Legislacji. – Absolutnie nie zasługuje na jakiekolwiek reperkusje ze strony partii, a jego wczorajsza wypowiedź w mediach społecznościowych była reakcją na to, co było prezentowane tam przez Patryka Jakiego – dodaje.
Pytany, czy obawia się wykluczenia byłego premiera z PiS, odpowiada, że „byłby to koniec Prawa i Sprawiedliwości”. – Premier Mateusz Morawiecki jest osobą najbardziej popularną, wskazywaną przez wyborców jako najlepszy kandydat na premiera. Nie sądzę, żeby prezes Jarosław Kaczyński się kiedykolwiek na takie działanie zdecydował – dodaje Szczucki.
Sam były szef rządu tak zareagował na X na decyzję o postępowaniu dyscyplinarnym: „Zawsze będę bronił dokonań ośmiu lat rządów Prawa i Sprawiedliwości przed tymi, którzy nie umieją nic zrobić, a jedynie krytykują”.
„Suwpolizacja” PiS?
W PiS nie brakuje też głosów, i to niekoniecznie ze strony partyjnego zaplecza Mateusza Morawieckiego, że problemem nie są „harcerze” i ich lider, ale dawna Suwerenna Polska, czyli m.in. Patryk Jaki, ale przede wszystkim Zbigniew Ziobro, który z obawy przed aresztowaniem wyjechał na Węgry i otrzymał polityczny azyl od premiera Viktora Orbana. W PiS powszechna jest opinia, że sprawa byłego ministra sprawiedliwości i jego dawnych ludzi z resortu (zarzuty mają także: inny węgierski azylant Marcin Romanowski oraz poseł Michał Woś) szkodzi Prawu i Sprawiedliwości.
Do Patryka Jakiego nasi rozmówcy z PiS mają z kolei pretensje o partyjne intrygi i krytykowanie Mateusza Morawieckiego. – Wielu w partii ma dość Jakiego i jego aktywności, ale też nie podoba im się to, w jaką stronę zmierza partia. Nazywają to „suwpolizacją” PiS – mówi nam jeden z parlamentarzystów, który stara się trzymać z dala od sporów wewnętrznych. – Jaką niby korzyść mamy z tego, że przyjęliśmy ich z powrotem do partii? Nie stanowią żadnej wartości dodanej – ocenia nasz rozmówca.
Redagowała Kamila Cieślik


