Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Według Przemysława Czarnka z PiS, drożyzna w sklepach jest „niebywała”. Pan również mocno odczuwa wzrost cen?


Marek Zuber: To, co się dzieje – żeby nie było wątpliwości – dotyczy obu stron naszej sceny politycznej. Fascynujące jest, jak te same argumenty są wykorzystywane w identyczny sposób, w zależności od tego, w którym miejscu politycznej układanki się akurat znajduje.


No tak, temat drożyzny często wraca. Szczególnie przed świętami i wyborami.


Gdy obecni rządzący mówili o drożyźnie i dramatycznym wzroście cen w latach 2022–2023, ówczesna władza odpowiadała: „to nie nasza wina, to wina Putina, to wina pandemii”. Prawda jest taka, że częściowo była to też wina tamtych rządzących, choćby w kwestii wzrostu cen energii czy specyficznych polskich czynników. Ale oficjalny przekaz brzmiał: „nie nasza wina”. Teraz role się odwróciły. Obecna „drożyzna” – o ile w ogóle możemy już używać tego słowa – dotyczy na razie właściwie tylko i wyłącznie cen paliw. I ona kompletnie nie wynika z działań obecnego rządu, tylko z wojny w Iranie. Możemy jedynie dyskutować, czy rząd nie za późno zareagował. Moim zdaniem – za późno.


O ile za późno?


Uważam, że trzeba było to zrobić dwa tygodnie wcześniej. Wtedy opozycja nie miałaby pola do ataku, który teraz przypuszcza.


PiS mówi, że reakcja rządu jest spóźniona o trzy tygodnie a poza tym jest kopią rozwiązań opozycji.

Share.
Exit mobile version