Władzę w wolnej Polsce zdobywa się po to, aby premier i jego najbliżsi współpracownicy obsadzali setki intratnych etatów. A niżej postawieni działacze partii, która wygrała wybory będą nominowali swoich kolegów do mniejszych spółek skarbu państwa. W zamian oczekują i otrzymują rozmaite dowody wdzięczności.


Sprowadza się to wszystko do tego, że państwo traktowane jest przez polityków jak prywatny folwark. Było nie było, publiczne pieniądze, bo ze spółek skarbu państwa, są transferowane do polityków partii rządzącej i do samej partii.


Na pewno nie powoduje to ani efektywnego zarządzania spółkami, czyli majątkiem wszystkich obywateli, ani nie buduje państwa obywatelskiego, bo suwerenem są politycy, a nie obywatele. Zresztą trudno znaleźć polityka, który rozumiał znaczenie, czym jest państwo obywatelskie. Bo ich wyobraźnia najczęściej ogranicza się do tego, że mamy różne partie i w wyborach można głosować na kogo się chce. To nawet nie jest poziom piaskownicy.

Potrzebne są inne sposoby

Share.
Exit mobile version