Do zdarzenia doszło w miniony czwartek (25 czerwca) przed godz. 13. Naczelnik Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Mielcu (woj. podkarpackie) usłyszał przez otwarte okno gabinetu krzyki: „Pomocy! Łapcie go”, „Łapcie złodzieja!”, „Ukradł łańcuszek!”. Postanowił sprawdzić, co się stało.
Policjant wyszedł przed budynek komendy i zwrócił uwagę na mężczyznę siedzącego na schodach. Rozpoznał 29-letniego mieszkańca powiatu mieleckego, który był mu znany z wcześniejszych interwencji. Mężczyzna w przeszłości odpowiadał między innymi za kradzież z włamaniem do zakładu metalowego oraz kradzież telefonu komórkowego.
Łańcuszek o wartości blisko 14 tys. zł
Zachowanie mężczyzny wzbudziło podejrzenia naczelnika, dlatego postanowił podjąć wobec niego interwencję. Jak się okazało, chwilę wcześniej 29-latek był w salonie jubilerskim. Pod pretekstem zakupu przymierzał złoty łańcuszek, a następnie, wykorzystując chwilową nieuwagę obsługi, zabrał biżuterię i wybiegł ze sklepu w kierunku mieleckiej komendy. Łup był wart blisko 14 tys. zł.
29-latek dobrowolnie wydał złoty łańcuszek, który trzymał w zaciśniętej dłoni. Znajdowała się na nm metka z oznaczeniami identyfikującymi jeden z salonów jubilerskich w centrum Mielca.
„Był pewny”
Kiedy mężczyzna zauważył, że biegnie za nim kobieta, prawdopodobnie pracownica okradzionego salonu jubilerskiego, schował się w budynku komendy. Jak twierdzi, planował zgłosić się na dozór. Liczył, że w ten sposób zyska czas na przeczekanie sytuacji. 29-latek „był pewny, że nikt nie pomyśli, że po kradzieży sprawca pierwsze co zrobi, to stawi się w budynku policji” – czytamy w wydanym komunikacie.
Podejrzany przyznał, że nie miał zamiaru kupić łańcuszka. Nie miał pieniędzy, a do salonu jubilerskiego poszedł z zamiarem kradzieży. Został zatrzymany i osadzony w policyjnej izbie zatrzymań. Za popełnione przestępstwo grozi mu kara do pięciu lat pozbawienia wolności.


