-
Viktor Orban od lat otacza się grupą oligarchów, którzy budują swoje fortuny na kontraktach z państwem i wzajemnych przysługach dla partii rządzącej.
-
Kluczowi oligarchowie, jak Lőrinc Mészáros czy zięć Orbana, wzbogacili się dzięki wygrywaniu przetargów na inwestycje publiczne, często korzystając ze środków unijnych.
-
Węgierski system oligarchiczny opiera się na wzajemnej lojalności, a próby uniezależnienia się od Orbana owocowały utratą wpływów i majątków.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Kontrowersje wokół biznesowych relacji Viktora Orbana sięgają lat 90., kiedy po raz pierwszy sprawował urząd premiera. – Orban wyrastał w dosyć skromnych warunkach. Jego rodzina w latach 60. nie była zamożna. Żyli w małej miejscowości. Ale doświadczyli awansu w czasach Kádára i tzw. gulaszowego komunizmu – mówi Interii dr Andrzej Sadecki, kierownik Zespołu Środkowoeuropejskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich.
Wtedy ojciec przyszłego premiera przeniósł się do większego miasta – Székesfehérváru. – Był członkiem partii, dostał lepszą pracę. Sytuacja materialna rodziny poprawiła się, ale tak naprawdę sukcesy gospodarcze ojciec zaczął odnosić w latach 90. To też pierwsze kontrowersje wokół Orbana, który pierwszy raz stanął u władzy w latach 1998-2002 – wskazuje Sadecki.
Zarzuty dotyczyły preferencyjnych warunków kontraktów. – Jego ojciec był wtedy właścicielem niewielkiej kopalni i jego sukcesy biznesowe nie do końca oparte były o obiektywne zasługi – podkreśla nasz rozmówca.
Dziś majątek 85-letniego ojca Orbana nie może równać się z fortuną, jaką zbili znajomi premiera. Polityk przez lata stworzył z nimi system, który pozwala mu kontrolować państwo.
Oligarchia na Węgrzech. Symbioza z władzą
System działa na zasadzie symbiozy – mówi nam dr Sadecki. – Oligarchowie od władzy Orbana dostają transfery środków finansowych, wygrywają w przetargach na środki publiczne. W zamian wyświadczają przysługi partii rządzącej. Na przykład kupują media i robią z nich tytuły jednoznacznie prorządowe. Dla Orbana to możliwość dominacji w państwie – tłumaczy nasz rozmówca.
W obecnej turze rządów Orban kieruje państwem od 2010 roku i początkowo jego wpływ na świat biznesu był przez część komentatorów odbierany pozytywnie.
Powstała klasa biznesmenów nie jest neutralna. To nowa oligarchia, która nie konkuruje jakością swoich usług czy towarów, tylko przede wszystkim dostępem do władzy
– Pierwotna myśl była taka, że w kraju za daleko zaszła prywatyzacja. Za dużo zagranicznego kapitału, więc należało odbudować rodzimą klasę biznesową. Było sporo ekonomistów, którzy się z tym zgadzali. Natomiast efektem ubocznym jest to, że powstała klasa biznesmenów nie jest neutralna. To nowa oligarchia, która nie konkuruje jakością swoich usług czy towarów, tylko przede wszystkim dostępem do władzy – mówi nam ekspert OSW.
Viktor Orban i klub miliarderów
Wśród najważniejszych obecnie oligarchów Orbana należy wyróżnić przede wszystkim jedną osobę. – Mészáros to absolutnie kluczowa postać. Człowiek, który był drobnym przedsiębiorcą, kiedy Orban dochodził do władzy. Dzisiaj jest najbogatszym Węgrem. To numer jeden na węgierskiej liście „Forbes’a” – wskazuje dr Sadecki.
Lőrinc Mészáros – 60-latek z majątkiem szacownym na blisko pięć miliardów dolarów. – Ma całe imperium firm w różnych branżach: finansowych, budowalnych, rolniczych. To gigantyczny konglomerat. Oczywiście ważne są też media. Do niego należy sporo tytułów – dodaje nasz rozmówca. Flagową firmą Mészárosa jest Opus Global. Powiązany jest też z MBH Bank, który w 2022 roku udzielił pożyczki na kampanię Marine Le Pen.
Jak na tym korzysta Orban? Premier deklaruje posiadanie niewielkich oszczędności, w przeliczeniu to kilkadziesiąt tysięcy złotych.
– Sam Orban formalnie ma dosyć skromny majątek. Oczywiście zarzuca mu się, że jego realnym majątkiem zarządzają bliscy oligarchowie. Zawsze odpowiada, że jeśli ktoś wie o nieprawidłowościach, niech zgłosi się do prokuratury. W ten sposób zbywa krytykę, a prokuraturę przecież od lat sam kontroluje. Wielkich majątków dorobiły się osoby naprawdę mu bliskie, jak jego zięć, albo Mészáros, który zna się z premierem od młodych lat. Całą karierę zawdzięcza Orbanowi. Teraz kryje się w zaciszu swojej rezydencji lub spędza czas na wielkim jachcie, ale kiedy jeszcze udzielał wywiadów, sam kiedyś przyznał, że sukces gospodarczy zawdzięcza „Bogu, szczęściu i Viktorowi Orbanowi” – tłumaczy dr Sadecki.
Wspomniany zięć Orbana to 39-letni István Tiborcz. Poślubił najstarszą córkę premiera. Ma fundusz inwestycyjny, który posiada większość udziałów w Granit Banku. Nazwiska przyjaciół Orbana można mnożyć. István Garancsi – potentat branży budowalnej, Zsolt Hernádi – szef koncernu paliwowego MOL. Są jednak i tacy, którzy próbowali zerwać stosunki z premierem.
Lojalność przede wszystkim
– Orbanowi nie zawsze udawało się utrzymać lojalność oligarchów. Był przypadek Lajosa Simicska, który się zbuntował. To był rok 2015. Pamiętam dyskusję na Węgrzech i pytania czy poszczególni urzędnicy są bardziej lojalni wobec Orbana czy Simicska. Orban poczuł, że oligarcha wyrósł na zbyt wpływowego aktora i zaczął stopniowo pozbawiać go wpływów – opowiada Andrzej Sadecki.
Początkowo Simicska próbował walczyć z premierem. – Przejściowo wspierał konkurencyjną partię Jobbik. Ostatecznie władza Orbana okazała się za silna i musiał się kompletnie wycofać – podkreśla nasz rozmówca. W 2025 roku biznesmen pozbył się większości swoich aktywów na Węgrzech.
Jeśli oligarchowie podważą autorytet Orbana, to muszą liczyć się z utratą wpływów i majątków. Orban jest też arbitrem ewentualnych konfliktów między oligarchami
– Ponoć był bardzo krytycznie nastawiony do prorosyjskiego zwrotu, który zaczął nabierać tempa w latach 2014-2015. Przede wszystkim chodziło jednak o wpływy. To historia pokazuje, że Orban jest na Węgrzech postacią pierwszoplanową i myślę, że miała być lekcją dla innych oligarchów. Jeśli podważą autorytet Orbana, to muszą liczyć się z utratą wpływów i majątków. Orban jest też arbitrem ewentualnych konfliktów między oligarchami – tłumaczy ekspert OSW.
Unijny paradoks sojuszników Orbana
W marcu „Financial Times” opublikował wyniki swojego śledztwa, z którego wynika, że od 2010 roku 13 bliskich Orbanowi osób podzieliło się 28 miliardami euro z państwowych przetargów. Według ustaleń brytyjskiego dziennika, dowodzi to stronniczych praktyk przy zamówieniach publicznych.
Dr Sadecki zaznacza jednak, że system oligarchiczny funkcjonuje na Węgrzech inaczej, niż na przykład w Rosji. – Jest zasadnicza różnica. W Rosji oligarchowie mają majątki oparte o surowce. Węgry to inny przypadek, bo kraj nie dysponuje wielkimi zasobami naturalnymi, więc relacje z oligarchami są stworzone na linii państwo – sfera gospodarcza – wskazuje.
Na nieprawidłowości przy publicznych przetargach wielokrotnie uwagę zwracały instytucje unijne. – Paradoks tej historii polega na tym, że wielu z tych oligarchów dorobiło się dzięki funduszom unijnym. Wygrywali większość przetargów na inwestycje publiczne w drogi, infrastrukturę. Wygrywali dzięki kontaktom z władzą. Węgierska oligarchia jest tak naprawdę wykarmiona na środkach unijnych – podsumowuje w rozmowie z Interią dr Andrzej Sadecki.
Z Budapesztu dla Interii,
Jakub Krzywiecki, Marcin Jan Orłowski
-
„The Washington Post”: Węgry to laboratorium nieliberalnego nacjonalizmu. Znamy wyniki eksperymentu
-
Chinom grozi utrata sojusznika? Wsparcie z Europy pod znakiem zapytania


