Dyskusje o tym, jak opracować polski model Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta trwają w Polsce od lat. Chociaż unijna dyrektywa na ten temat powstała w 2018 r. i inne kraje członkowskie zrealizowały już swoje modele ROP, to Polska nadal jest na szarym końcu tej listy.

O co właściwie chodzi? W telegraficznym skrócie: Unia chce zobowiązać firmy wprowadzające produkty w opakowaniach do ponoszenia finansowej odpowiedzialności za cały ich cykl życia – nie tylko, kiedy są produktem na półce, ale też wtedy, kiedy stają się już po użyciu odpadem w śmietniku.

Na początku tego roku Ministerstwo Klimatu i Środowiska ujawniło pierwsze zręby nowych polskich regulacji w tej sprawie. Resort chce, żeby wprowadzający opakowania płacili specjalną opłatę, która ma trafiać do administracji. Całym system ma zarządzać Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który pieniądze będzie rozdzielać między samorządy. Prywatne firmy, takie jak organizacje odzysku opakowań, które do tej pory były dużą częścią systemu gospodarowania odpadami w kraju, mówią o nacjonalizacji rynku śmieci w Polsce. Same stoją przed perspektywą bankructwa i likwidacji, skoro ich zadania ma przejąć państwo i samorząd. Kto ma rację?

Tajne przez poufne

Debatę na temat nowych przepisów o gospodarce odpadami opakowaniami zaczęliśmy od wysłuchania Marka Golenia, który jako dyrektor Departamentu Gospodarki Odpadami, Ministerstwo Klimatu i Środowiska, pracuje nad polskim modelem Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta.

– Nie mamy jeszcze gotowego projektu do publikacji. Kończymy pracę nad oceną skutków regulacji i chcemy jak najszybciej pójść z tym materiałem na programowanie prac rządu

– mówił podczas spotkania.

Wiadomo, że prace nad nowymi rozwiązaniami toczą się w poufnym gronie. Nie są udostępniane publicznie, nawet zainteresowanym stronom. – Jeśli chodzi o więcej szczegółów, to wtedy, kiedy będziemy gotowi je przedstawić, poinformujemy o tym media – tłumaczył przedstawiciel resortu klimatu i środowiska.

Znane są główne założenia. To kilkanaście, jak mówi Marek Goleń, myśli przewodnich. Wśród najważniejszych: odejście od powierzenia obowiązków recyklingu podmiotom prywatnym i przekazanie ich sektorowi publicznemu, NFOŚiGW ma być operatorem całego systemu. Zarówno gminy, jak i państwowy instytut mają badać opakowania wprowadzane przez producentów na rynek pod kątem ich przydatności do recyklingu oraz kosztów ich ewentualnej utylizacji. NFOŚiGW ma pobierać opłaty od wprowadzających opakowania, które będą regulowane w drodze jak najczęściej nowelizowanego rozporządzenia. Z tych pieniędzy mają być z kolei finansowane koszty, które ponoszą gminy za zbieranie odpadów.

Więcej odpadów, więcej pieniędzy

Po wystąpieniu przedstawiciela Ministerstwa Klimatu i Środowiska głos zabrała Gabriela Lenartowicz. Posłanka Platformy Obywatelskiej przypomniała o meritum sprawy, czyli dlaczego Rozszerzoną Odpowiedzialność Producenta w ogóle wdrażamy.

– Najważniejszym interesariuszem są obywatele i środowisko, bez względu na to, w jakiej formie byśmy nie płacili za odpady. Po to Unia Europejska wprowadza te rozwiązania, żeby odpadów było jak najmniej, a te, które już muszą znaleźć się w środowisku, w wyniku cyklu życia produktu, były łatwo przetwarzalne

– podkreśliła.

Sama negatywnie ocenia propozycję przedstawioną przez MKiŚ, patrząc na realizację stawianych nam przez UE celów poziomu selektywnej zbiórki i recyklingu. Według ostatnich danych GUS do odzysku przekazano w Polsce niecałe 48 proc. odpadów, w tym do samego recyklingu – ok. 16 proc. Tymczasem Unia wymaga od nas, żeby w tym roku poziom ponownego wykorzystania odpadów wynosił co najmniej 55 proc.

W osiągnięciu celu miał nam pomóc system kaucyjny, który ma wejść za kilka miesięcy, ale, zdaniem Lenartowicz, niewiele on zmieni. – W przypadku kaucji mamy do czynienia z bardzo wąską grupą opakowań i to taką, z którą dużych problemów nie ma, bo to puszki, szklane butelki, których poziom powrotu do obiegu sięga już 90 proc. – mówiła.

Według posłanki proponowany przez resort środowiska system jest za bardzo fiskalny i nie będzie stymulować do zmniejszenia ilości odpadów i zwiększenia poziomów sortowania oraz recyklingu. – Zarówno poborcy tej opłaty, jak i samorządy, do których mają trafiać te pieniądze, będą chcieli, żeby do systemu wpływało jak najwięcej odpadów, bo im więcej odpadów, tym więcej pieniędzy. Nie będzie zainteresowania, żeby ograniczyć strumień odpadów i jak najtaniej go przetwarzać. A ta legislacja miała spowodować coś odwrotnego, że odpadów będzie mało i będą tańsze w przetwarzaniu i utylizacji – tłumaczyła.

Obrót o 180 stopni

Do dyskusji włączył się Tadeusz Pokrywka, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Przemysłu Spożywczego i Opakowań. Zaczął od rozszyfrowywania trzech liter, czyli skrótu ROP. Oznacza Rozszerzoną Odpowiedzialność Producenta, ale pozostaje pytanie, o co tak naprawdę ta odpowiedzialność ma być rozszerzana. Jego zdaniem, w założeniach unijnej dyrektywy, nie chodzi o to, żeby rozszerzać ją o finansowanie NFOŚiGW czy gmin, ale o odpowiedzialność producenta za bezpieczeństwo produktu i zagospodarowanie opakowań wprowadzonych na rynek.

– Często słyszymy, że bez ROP przemysł za wprowadzane przez siebie opakowania nie płaci. To nieprawda. W ubiegłym roku przemysł, poprzez organizacje odzysku, przekazał ponad 1,4 mld zł do firm komunalnych i recyklerów. To są duże pieniądze

– zaznaczył.

Jak mówił, Rozszerzona Odpowiedzialność Producenta to nie powinien być centralizm i upaństwowienie. – Pieniądze powinny iść tam, gdzie trafiają odpady, czyli do sortowni i stamtąd trafiać do recyklera – dodał.

Przeciwnikiem zaproponowanych zmian jest również Łukasz Sosnowski.

– To jest koncepcja fiskalna, to jest wprowadzenie nowego podatku, który z punktu widzenia wydajności systemu nic nie zmieni. Nie ma w tej koncepcji żadnych zapisów o wydajności selektywnej zbiórki czy sortowania. Widzimy wyłącznie wprowadzenie podatku, który ma być płacony przez wprowadzających produkty w opakowaniach

– tłumaczył podczas debaty członek zarządu w Związku Pracodawców Przemysłu Opakowań i Produktów w Opakowaniach EKO-PAK.

Jego zdaniem jeśli popatrzymy na systemy ROP w innych krajach unijnych, to wizję polskiego ministerstwa można porównywać do takich państw członkowskich, jak Węgry czy Chorwacja.

– Na przykładzie węgierskim widzimy, że to nie jest dobry i wydajny system. Komisja Europejska już zgłosiła do niego obiekcje, jeśli chodzi o wydajność poziomów recyklingu – komentował Sosnowski.

Powołał się przy okazji na nasze krajowe doświadczenia, które przecież mamy. – Organizacje odzysku, czyli te podmioty, które obecnie realizują obowiązki w zakresie osiągania poziomów sortowania i recyklingu, można dostosować do wymagań dyrektywy opakowaniowej. To byłby system, który ściągałby koszty z rynku i opierałby stawki na rzeczywistych kosztach – mówił.

Przypomniał przy okazji, że w zeszłym roku sam resort klimatu i środowiska taki model zresztą przedstawił. – Dziwi nas, że nie jest on kontynuowany. Do dzisiaj nie usłyszeliśmy, dlaczego tamta koncepcja była zła i zaproponowano teraz coś odwróconego o 180 stopni – dodał na koniec.

Nie Węgry, a Czechy

Do pierwszych zarzutów zaczął się odnosić Marek Goleń.

– Obecny system nie zadowala nas w resorcie. Jest wiele patologii. Kwota, która z tego systemu wpływa na rynek, stopniowo rośnie, ale jest daleko niewystarczająca do pokrycia wszystkich kosztów związanych z gospodarką odpadami opakowaniami. Szacujemy je na ok. 4 mld zł rocznie, a ostatnio z systemu DPR dostaliśmy 1,4 mld zł. Chcemy doprowadzić do sytuacji, żeby cała ta kwota była w pełni pokryta przez wprowadzających opakowania – mówił przedstawiciel MKiŚ.

Te patologie, o których mówił Goleń, to, jego zdaniem, choćby fałszywe dokumenty, które jedynie potwierdzają recykling, a nie kryją się za nimi rzeczywiste odpady poddane procesowi odzysku.

Dyrektor Departamentu Gospodarki Odpadami stanowczo zaprzeczył, że Polska proponuje to samo, co na Węgrzech czy Chorwacji. Jego zdaniem, nasze ministerstwo wzorowało się na systemie czeskim.

– Ma quasi-monopol w postaci organizacji prywatnej i jest bardzo dobrze oceniany. Różnica między polskim a węgierskim modelem ROP to przepływy finansowe. Na Węgrzech te pieniądze wpłacane są do budżetu i 20 proc. przeznacza się na gospodarkę odpadami opakowaniowymi

– zaznaczył.

Każdy płaci za swoje

Dr Andrzej Gantner odpowiedział, że zamiast o przelewaniu pieniędzy, kto, komu, ile, jak płaci, powinno się więcej rozmawiać o samym celu wprowadzania ROP.

– A celem jest zmniejszenie strumienia odpadów opakowaniowych i podniesienie poziomu ich recyklingu. Do tego potrzebne są dwie rzeczy: znaczące zwiększenie selektywnej zbiórki oraz ekomodulacja, czyli podwyższenie liczby opakowań nadających się bardziej do recyklingu niż to, co mamy w tej chwili – mówił dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Po chwili dodał ważną kwestię:

„ROP i unijna dyrektywa mówią wyraźnie – owszem, wprowadzający biorą odpowiedzialność finansową i organizacyjną za zbiórkę odpadów, ale każdy płaci za swoje odpady, nie za wszystkie. W tej koncepcji tego nie widzimy – ani celu, ani, że płacimy za swoje”.

– System, w którym ten wprowadzający opakowania ma być kompletnie biernym płatnikiem nowego podatku, to jest system, który do niczego nie motywuje. Wprowadzający opakowania nie będą za nic odpowiedzialni, bo mają tylko zapłacić podatek. NFOŚiGW nie będzie odpowiedzialny, bo on tylko przekazuje pieniądze. Gminy nie będą odpowiedzialne, bo one tylko biorą pieniądze, a odpowiedzialność jest na wprowadzających opakowania – spuentował dyrektor PFPŻ.

Samorządy zadowolone

Do dyskusji włączył się przedstawiciel samorządów, które, w zasadzie jako jedyna strona, są pozytywnie nastawione do przygotowanych przez resort klimatu nowych regulacji.

– Musimy odpowiedzieć sobie na jedno pytanie – kto ma zadanie ochrony środowiska i gospodarki odpadami komunalnymi? Czy przypadkiem w implementacji modelu ROP nie wprowadzamy prywatyzacji zadań publicznych?

– pytał retorycznie dr Tymoteusz Marzec.

Zdaniem koordynatora Komisji Unii Metropolii Polskich ds. Energii, Klimatu i Środowiska samorząd boi się tego, że pod płaszczykiem wprowadzania Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta tak naprawdę dokona się prywatyzacja zadań publicznych.

– Dominująca koncepcja w Europie to państwo rozwojowe, czyli nie robimy państwa, które ma być stłamszone niewidzialną ręką rynku, ma być cichym policjantem, a biznes wszystko załatwi, bo wiemy, jak to się kończy – mówił.

– Z obecnych ustaw wynika, że gospodarka odpadami komunalnymi to jest prymat systemu gminnego i my te systemy gminne rozwijaliśmy, uczyliśmy się ich, budowaliśmy system przetargowy. Nie będziemy mieli monopolu. Mamy 2,5 tys. gmin, które będą realizowały przetargi na wolnym rynku. Z tego systemu przetargowego będą szczegółowe, punktowe dane, jaki koszt dany odpad generuje. I to wszystko w publicznym dostępie. Udział NFOŚiGW zapewnia, żeby te środki były transparentne, bo instytucje publiczne są poddawane wielu kontrolom – dodał dr Marzec.

Jego zdaniem, dzisiaj prywatne firmy przerzucają koszty związane z wpływem ich działalności na środowisko czy gospodarką odpadami na społeczeństwo.

Tutaj zrobiło się gorąco. Większość uczestników debaty mocno oprotestowała te słowa, twierdząc, że przedsiębiorcy o środowisko dbają.

– Koszt gospodarki odpadami wynosi obecnie ok. 5 mld zł rocznie, a państwa udział, jak już słyszeliśmy, to 1,4 mld zł. Mamy więc problem społeczny, że państwa koszt jest przerzucany. Pytanie, czy polski regulator zdobyłby się na to, żeby o to państwo rozwojowe dbać – bronił się przedstawiciel Unii Metropolii Polskich.

Na jego wypowiedź zareagowała posłanka Lenartowicz.

– Trzeba to wyraźnie zdefiniować, że zbieranie i przetwarzanie odpadów nie jest zadaniem publicznym. Zadaniem publicznym jest ochrona środowiska. Odpowiedzialność za gospodarowanie odpadami a wykonywanie tego obowiązku to dwie różne rzeczy – odpowiedziała.

Mamy powód, żeby się bać

Przemysław Kuna, dyrektor zarządzający w Grupie Interzero, reprezentujący interesy organizacji odzysku, powiedział, dlaczego prywatne firmy widzą ryzyka w zaproponowanym modelu ROP.

Jego zdaniem duże kontrowersje budzi rola NFOŚiGW jako operatora nowego systemu. Powołał się na opublikowany kilka tygodni temu raport Najwyższej Izby Kontroli, która wykazała patologie w działaniu Narodowego Funduszu polegające przede wszystkim na nieprawidłowym rozporządzaniu środkami. – Naprawdę mamy powód do tego, żeby się bać – mówił.

W swojej wypowiedzi pokazał dużą otwartość całej branży do zmian. – W słowach wiceminister klimatu Anity Sowińskiej słychać, że jej dużą bolączką są dokumenty potwierdzające recykling (DPR). Nie ma problemu. Zlikwidujmy DPR-y, zróbmy coś innego. Możemy zastąpić je umowami. Pan Tymoteusz mówił o kontrolach. Nie ma problemu. Co roku mamy audyt finansowy, bo jesteśmy spółką akcyjną. Przechodzimy kontrole z urzędu marszałkowskiego i Instytutu Ochrony Środowiska. Gdzie jest ten problem z transparentnością? – tłumaczył.

Choć debata trwała już prawie godzinę, to, jak zaznaczył Kuna, nie padł jeszcze żaden argument, żeby organizacje odzysku odpadów źle działały.

– Nie słyszę tutaj, że organizacje źle pracują, tylko że system źle pracuje, bo jest w nim za mało pieniędzy

– mówił.

Urzędnik zamiast wolnego rynku

Głos zabrał kolejny przedstawiciel branży organizacji odzysku opakowań. Michał Mikołajczyk chciał wytłumaczyć Polakom, co tak naprawdę się przez ostatnie tygodnie wydarzyło. Mówił w prostych słowach, że o tym, jaki będzie poziom recyklingu, jego jakość i efektywność nie będzie już decydować wolny rynek, tylko urzędnik.

Dodał, że obecny system nie działa oczywiście fenomenalnie. Są wady, ale przedsiębiorcy, których Mikołajczyk reprezentuje, mówią o tym od lat. – W 2017 r., kiedy pojawiły się unijne propozycje co do Gospodarki Obiegu Zamkniętego, to za nasze, nie państwowe pieniądze, biznes przeanalizował wiele systemów unijnych i przygotował gotowe analizy, jak ten model wdrożyć – mówił prokurent, dyrektor ds. sprzedaży i relacji zewnętrznych w REKOPOL.

Mikołajczyka irytują rozmowy o sprawiedliwym modelu ROP, które powtarza ministerstwo.

– O czym my mówimy, kiedy na koniec stycznia resort jak wyrok podał informację o nacjonalizacji i likwidacji całej branży organizacji odzysku? Gdzie tu jest sprawiedliwość?

– pytał retorycznie.

– Bardzo krytycznie oceniam tę propozycję jako przedstawiciel biznesu, ale również jako zwykły mieszkaniec i obywatel – spuentował swoją wypowiedź.

Strony sporu?

Do kolejnej porcji zarzutów znów starał się odnieść dyrektor Marek Goleń. – Likwidacja działalności organizacji odzysku opakowań wymaga dużej odwagi. Pani minister nie twierdzi, że trzeba je całkowicie likwidować, ale rezygnując z systemu DPR-ów, duża część działalności tych organizacji przestaje mieć rację bytu. Dzisiaj w dużym stopniu zajmują się one tylko obrotem dokumentami, skupowaniem ich od recyklerów lub quasi-recyklerów, którzy dużą ich część fałszują i wciągają w statystyki celu – mówił przedstawiciel ministerstwa.

Sam przyznał, że czuje się w całej sytuacji niekomfortowo.

– Wolałbym, żeby strony sporu, porównywane do ognia i wody, wypracowały jakieś porozumienie w tym zakresie. Tymczasem niestety nie mamy już na to czasu. Zmarnowaliśmy wiele lat. Mamy, owszem, swój system, ale przy poprzednich podejściach do jego reformy, był opór i lament branży prywatnej

– mówił.

Odpowiedział mu od razu Michał Mikołajczyk z REKOPOL: „Brak wizjonerstwa, brak rzeczywistej woli uregulowania kwestii, które nie są doskonałe, zastępuje się ubraną w odwagę likwidacją całego zagadnienia. Są kierowcy, którzy, mówiąc brzydko, jeżdżą na bani, więc co zrobić? Najlepiej zakazać ruchu kołowego. Z takimi rozwiązaniami w 2025 r. wychodzi resort klimatu i środowiska jako reprezentant rządu proprzedsiębiorczego, walczącego z nadmierną regulacją. Lepiej wziąć i zlikwidować niż szukać rozwiązań”.

Gabriela Lenartowicz zwróciła uwagę na użyte przez Marka Golenia sformułowanie: „strony sporu”. – Wydaje mi się, że tu nie ma sporu, przynajmniej nie powinno go być. Powinniśmy się skupić na tym, jaki jest interes obywateli, a nie koncentrować się na tym, kogo się ustawia po jakiej stronie. – mówiła.

Odniosła się również do zarzutów przedstawiciela ministerstwa dotyczących fałszowania dokumentów przez organizacje odzysku. – Panie dyrektorze, jeśli urzędnik państwowy mówi o tym, że co roku fałszuje się dokumenty, to mam pytanie, czy złożył pan zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie, bo taki ma pan obowiązek – pytała retorycznie.

Posłanka PO odniosła się również do koncepcji państwa rozwojowego, o którym mówił dr Tymoteusz Marzec. – Państwo, któremu zależy na rozwoju, to nie jest państwo, które nacjonalizuje. To jest państwo, które buduje takie regulacje, które stwarzają szanse na rozwój, regulacje skuteczne, prospołeczne – dodała.

Co będzie dalej z polskim modelem ROP? Na razie wszystkie strony czekają na gotowy projekt ministerstwa, który, jak powiedział przedstawiciel resortu klimatu i środowiska na początku naszej debaty, jeszcze nie powstał. Po jego publikacji zaczną się kolejne dyskusje o tym, jak unijną dyrektywę w Polsce wdrażać. Ważne, żeby wygranymi nowego prawa byli po prostu Polacy, którzy zarządzanie odpadami powinni zacząć kojarzyć z tym, że jest tanio, zdrowo i czysto. Ważne, żeby nad własnością państwową wygrała ta prywatna. Tym bardziej że wolny rynek mamy dopiero od 35 lat, a jego brak mieliśmy za czasów PRL o dekadę dłużej i dużo osób pamięta, jak państwowe zarządzanie gospodarką wyglądało i jak się skończyło.

Cały zapis z debaty jest dostępny na naszym kanale YouTube Wprost.

Udział
Exit mobile version