Peter Magyar w powyborczym wystąpieniu przed dziennikarzami przekonywał, że głosowanie z 12 kwietnia otwiera na Węgrzech nowy rozdział. Jak mówił, jego ugrupowanie odniosło zdecydowane zwycięstwo i uzyskało mandat, który ma pozwolić nie tylko na zmianę rządu, ale także na głęboką przebudowę państwa. – Węgry oraz Węgrzy wczoraj, 12 kwietnia, pisali nowy rozdział historii – powiedział. – Ogromną przewagą uzyskaliśmy zwycięstwo. Uzyskaliśmy legitymację na dwie trzecie – dodał. Taka przewaga w parlamencie daje większość konstytucyjną. Magyar podawał, że w 199-osobowym parlamencie TISZA ma już 138 mandatów, choć – jak zaznaczył – nie policzono jeszcze wszystkich głosów oddanych za granicą i w innych okręgach. Według niego ostateczny wynik może wzrosnąć nawet do 141 miejsc. – Jest to upoważnienie do tej pory niewidziane. Nigdy tak wielu Węgrów nie zagłosowało na jedną partię na Węgrzech. Przecież na Tiszę uzyskaliśmy 3,3 mln głosów – mówił.
Peter Magyar ogłasza koniec „epoki Orbana”
Lider Tiszy przedstawił wynik wyborów jako jednoznaczne odrzucenie dotychczasowej władzy. W ostrych słowach oskarżał obóz rządzący o budowę propagandowej machiny, nadużywanie państwa i utrzymywanie obywateli w strachu. – Kłamali rano, w południe, wieczorem. I na wszystkich falach radiowych kłamali – mówił o poprzedniej ekipie. Dodał, że państwo było kierowane przez „partię państwową”, a aparat publiczny miał być wykorzystywany do celów politycznych.
Magyar przekonywał, że jego zwycięstwo jest odpowiedzią społeczeństwa na wieloletnie nadużycia. W jego ocenie nie chodzi już o zwykłe przejęcie rządu. – Węgrzy nie zagłosowali na zwykłą zmianę rządu. Nie, tu chodzi o zmianę ustrojową – powiedział. – Po prostu musimy cały ustrój zmienić – dodał. W jego wystąpieniu często wracał też motyw odpowiedzialności za państwo po latach kryzysu. Magyar podkreślił, że Węgry są dziś „okradzione, zdradzone, zadłużone, rozwalone”, a nowy gabinet ma reprezentować wszystkich obywateli, także tych, którzy nie głosowali na Tiszę. – Rząd Tiszy będzie reprezentować wszystkich Węgrów – zadeklarował.
Wezwanie do szybkiego przekazania władzy
Peter Magyar domagał się możliwie szybkiego rozpoczęcia procedury powołania nowego parlamentu i nowego rządu. Wprost zwrócił się do prezydenta Tamasa Sulyoka o sprawne zwołanie pierwszego posiedzenia. – Nie mamy czasu do stracenia. Nasza ojczyzna już nie ma tyle czasu – mówił. – Bardzo proszę zwołać pierwsze posiedzenie parlamentu. I proszę mnie zaprosić. Jesteśmy najsilniejszą partią węgierską – stwierdził.
Magyar zapowiedział, że jego rząd rozpocznie pracę natychmiast po formalnym przejęciu władzy. Wśród najważniejszych zadań wymienił odzyskanie środków europejskich, działania antykorupcyjne i odbudowę instytucji państwa. – Teraz to będzie najważniejszym zadaniem dla rządu Tiszy, żeby zabrać te pieniądze, około 20 miliardów euro – mówił, odnosząc się do funduszy, które – w jego ocenie – są kluczowe dla wzrostu gospodarczego.
Węgry w Europie i Unii Europejskiej
Jednym z głównych wątków wystąpienia była polityka zagraniczna. Magyar podkreślał, że wynik wyborów przesądza o geopolitycznym kierunku kraju. – Węgry mają swoje miejsce w Europie. Mieli, mają i będą mieli w Europie – powiedział. I dodał, że wyborcy, dokładnie 23 lata po referendum dotyczącym wejścia do UE, po raz kolejny potwierdzili miejsce kraju „w Europie i w Unii Europejskiej”.
Nowy premier deklarował, że Budapeszt pozostanie członkiem UE i NATO, a jego gabinet będzie prowadził politykę opartą na pragmatyzmie i szacunku wobec innych państw. Zapewniał przy tym, że Węgry nie będą ingerować w sprawy wewnętrzne sąsiadów. – Będę reprezentował interesy Węgrów i w Strasburgu i w Brukseli. Ale to samo zrobię w Moskwie, w Berlinie, a może i w Waszyngtonie, albo w Pekinie. O Węgrzech powiedział, że to „kraj, który jest członkiem dwóch największych sojuszów, czyli jest członkiem Unii Europejskiej i NATO.
Magyar relacjonował też, że odbył już rozmowy z zagranicznymi przywódcami, w tym z przewodniczącą Komisji Europejskiej. Dodał, że zauważył również sygnały płynące z Moskwy i Pekinu, zaznaczając, że liczy na „pragmatyczną współpracę”. Podziękował za uszanowanie wyboru swoich rodaków. Mówił jednak stanowczo: – Miliony Węgrów wczoraj udowodniło. że to Węgrzy piszą swoją historię. Nie w Moskwie się pisze historię, nie w Brukseli się pisze historię Węgier, ani w Waszyngtonie. Tylko na ulicach węgierskich, na placach węgierskich.
„Na Węgrzech nikt nie dąży do wojny”
W wystąpieniu mocno wybrzmiała również kwestia bezpieczeństwa i wojny w Ukrainie. Magyar zarzucał Viktorowi Orbanowi, że w kampanii straszył obywateli wojną i próbował mobilizować elektorat lękiem. – Orban Wiktor groził własnemu narodowi. Próbował nasze dzieci, naszych rodziców, naszych seniorów utrzymać w strachu – mówił. – On straszył Węgrów, że jak będzie nowy rząd, to oni będą wywiezieni wszyscy na front ukraiński – dodał. Lider Tiszy stanowczo odrzucał te sugestie. – Na Węgrzech nikt nie dąży do wojny. My chcemy pokoju. I rząd Tiszy będzie partią pokoju – zadeklarował.
Jednocześnie podkreślał, że projekt europejski pozostaje dla Węgier gwarancją bezpieczeństwa i pokoju. Jak mówił, obywatele nie uwierzyli w antyunijną narrację poprzedniej władzy. – Wszyscy wiemy, że Unia Europejska tak naprawdę jest projektem pokoju – przekonywał.
Rozliczenia, walka z korupcją i zmiana konstytucji
Magyar zapowiedział szereg działań instytucjonalnych po objęciu władzy. Wśród nich wymienił przystąpienie do Prokuratury Europejskiej, odzyskiwanie majątku publicznego i zmiany konstytucyjne. – Musimy wprowadzić przeciwkorupcyjne zadania. Musimy się przyłączyć do prokuratury europejskiej. Musimy odzyskać skarb państwa – wyliczał. – Zmienimy konstytucję i napiszemy tak, że w przyszłości premier będzie mógł tylko przez dwie kadencje funkcjonować – zadeklarował. Zapowiadał też odbudowę państwa prawa i pluralistycznej demokracji.
W bardzo ostrych słowach odniósł się do obecnej sytuacji w administracji państwowej. Twierdził, że w resorcie spraw zagranicznych mają być niszczone dokumenty związane z sankcjami. Przedstawiał to jako przykład chaosu i braku transparentnego przekazywania władzy.
„Polityka dotyczy ludzi”. Magyar o źródłach sukcesu Tiszy
Znaczną część wystąpienia Peter Magyar poświęcił budowie własnego politycznego zaplecza. Podkreślał, że TISZA nie wyrosła z aparatu partyjnego, lecz z obywatelskiego zaangażowania. – Z zera wystartowaliśmy dwa lata temu i stworzyliśmy najsilniejszą partię na Węgrzech – mówił. Dziękował „50 tysiącom wolontariuszy”, którzy przez dwa lata pracowali na rzecz zmiany politycznej.
Magyar przekonywał, że źródłem zwycięstwa był bezpośredni kontakt z wyborcami, regularne wizyty w małych miejscowościach i unikanie politycznego dystansu. – Tajemnica prawdopodobnie polega na tym, że polityka dotyczy ludzi. I politycy o tym zapomnieli – powiedział. – Po prostu musisz być z ludźmi. Po prostu trzeba włożyć w to robotę.
Opowiadał, że przez dwa lata odwiedził 700 gmin, często podróżując starym Fordem Transitem. Jak mówił, więcej czasu spędził „na węgierskich ulicach, placach” niż we własnym domu. – Polityka może być piękną rzeczą. Może być szczera. Może być prawdziwa, prawidłowa i może być pożyteczna – przekonywał.
Nowy styl rządzenia
Na końcu wystąpienia Magyar kreślił wizję rządów opartych na konsultacjach i większym udziale obywateli w podejmowaniu decyzji. Zapowiadał, że nie chce być dominującym liderem, lecz koordynatorem prac rządu. – Ja nie będę tutaj „Królem-Słońce”. Raczej będę kapitanem drużyny – powiedział. – Będę koordynował zadania – stwierdził.
Dodał, że jego gabinet ma działać tak, jak przez ostatnie dwa lata działała wspólnota Tiszy – „z ludźmi razem”. Nie wykluczył nawet referendów i konsultacji online w sprawach kontrowersyjnych. – Nie wystarczy postować na Facebooku albo wejść do studia i stamtąd wysyłać wiadomość. Rząd Tiszy tak nie będzie działał – zapowiedział.
W swoim wystąpieniu Peter Magyar przedstawił wybory jako moment przełomowy dla kraju: polityczny, ustrojowy i geopolityczny. Najmocniej wybrzmiały trzy obietnice: szybkie przejęcie władzy, rozliczenie poprzedniego systemu oraz trwałe zakotwiczenie Węgier w zachodnich strukturach politycznych i bezpieczeństwa.
Orbán swoich ludzi umieścił w wielu miejscach. Przywrócenie niezależności tych instytucji będzie dużym wyzwaniem nawet przy konstytucyjnej większości – ocenia Dávid Vig, dyrektor Amnesty International Hungary w rozmowie z Anną Wyrwik. Czytaj na Wyborcza.pl


