-
Obóz rządzący widzi oznaki odwilży w relacjach między prezydentem Karolem Nawrockim a rządem w kontekście programu SAFE.
-
Zmiana retoryki prezydenta wobec MSZ Radosława Sikorskiego oraz poprawki Senatu zwiększają szanse na podpisanie ustawy o SAFE.
-
Sondaż IBRiS wskazuje, że większość Polaków popiera podpis prezydenta pod ustawą dotyczącą programu SAFE.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
– Widzę tu wyciągniętą rękę ze strony rządu, premiera i ministra Sikorskiego – mówi nam dobrze zorientowana w tematyce zagranicznej osoba z obozu władzy. I podkreśla: – Mam wrażenie, że złą rolę odgrywają doradcy prezydenta, którzy stale go podburzają przeciwko rządowi, co – być może wbrew pozorom – wcale nie leży w jego dobrze pojętym interesie.
Wysoki rangą urzędnik MON: – Naprawdę w kwestiach fundamentalnych jesteśmy generalnie zgodni. Trzeba mieć dużo samozaparcia i złej woli, żeby celowo szukać konfliktu w kwestii obronności i bezpieczeństwa. Jeżeli PiS musi dzisiaj swoim posłom zakazywać chwalenia programu SAFE, to chyba najlepsze podsumowanie tej partii i jej intencji.
Odwilż na linii Nawrocki-Sikorski? „Prezes na pewno jest poirytowany”
W wygłoszonym 26 lutego w Sejmie exposé szefa polskiej dyplomacji próżno było szukać zaczepek i przytyków pod adresem prezydenta. PiS-owi i reszcie prawicy Radosław Sikorski szpilę wbił dobrych kilka razy, ale o Karolu Nawrockim mówił dobrze albo wcale. Niejednokrotnie podkreślił też ich wspólne wysiłki, choćby na odcinku relacji polsko-amerykańskich, oraz inicjatywy samego prezydenta.
Nawet w różniącej obu polityków kwestii podpisania przez głowę państwa nominacji ambasadorskich – obaj politycy regularnie spotykają się i rozmawiają w tej kwestii w ostatnich tygodniach – szef MSZ zwrócił się do prezydenta z apelem, powstrzymując od jakichkolwiek złośliwości. Złośliwości nie było także na konferencjach prasowych Nawrockiego i Sikorskiego już po zakończeniu exposé szefa polskiej dyplomacji.
Co więcej, gdy prezydenta zapytano o opinię na temat wystąpienia wicepremiera, więcej rzeczy w nim pochwalił (m.in. diagnozę zagrożenia ze strony Rosji, potwierdzenie wagi sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, wsparcie dla akcesji Mołdawii do UE, wejście Polski do grupy G20) niż skrytykował. Z kolei te, które krytyce poddał (m.in. za mała asertywność wobec UE, brak poruszenia kwestii reparacji od Niemiec czy zbyt małe zainteresowanie regionalnymi formatami współpracy międzynarodowej), były bardzo „miękkie” i w pewnym sensie „na alibi”.
Prezydent nie skrytykował nawet szefa MSZ za jego mocne słowa dotyczące kształtu współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i znaków zapytania, co do wspólnoty strategicznych celów Warszawy i Waszyngtonu. – Byliśmy i będziemy lojalnym sojusznikiem Ameryki, ale nie możemy być frajerami – wypalił Sikorski. Komentując tę diagnozę, prezydent stwierdził tylko lapidarnie, że odznaczała się „dużą dozą sceptycyzmu”.
Zupełnie inaczej na wystąpienie Sikorskiego reagowali politycy PiS-u. W miażdżącej większości na znak protestu w ogóle nie wysłuchali go na sali plenarnej Sejmu. Pytani później o ocenę exposé Sikorskiego, zarzucali mu brak wizji, odtwórczość, służalczość wobec Unii Europejskiej czy podkopywanie relacji polsko-amerykańskich. W każdym razie, opinia była jednoznacznie negatywna.
Jak widział sprawy prezydent? Już na starcie swojej konferencji prasowej stwierdził, że dla niego było to „ważne i ciekawe wystąpienie” wicepremiera Sikorskiego. – W kwestiach fundamentalnych, w kwestiach strategicznych, w kwestiach zasadniczych polityka prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej i Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest na jednej stronie – kontynuował Nawrocki.
– Prezes Kaczyński na pewno jest bardzo poirytowany słowami prezydenta i jego postawą – z przekąsem zauważa ważna parlamentarzystka Koalicji Obywatelskiej. – Pewnie pójdzie jakaś reprymenda niedługo, ale czasy też się zmieniły i prezes może sobie pozwolić wobec prezydenta na dużo mniej niż kiedyś – dodaje.
Wetowanie tej ustawy, żeby zadowolić paru krzykaczy z PiS-u, to droga w przepaść. Nikt w Polsce nie zrozumiałby tego weta
Mówi jeden z ministrów: – My wszyscy prowadzimy ze sobą dialog, kiedy jest to konieczne. Prezydent i premier Sikorski byli wspólnie w Stanach Zjednoczonych, rozmawiają na temat ambasadorów. Nie ma jednak specjalnej zgody w kwestiach reform, które są dla nas kluczowe. Jeśli zaś chodzi o sam kierunek polityki, to trudno byłoby zakładać, że Nawrocki mógłby się do czegoś w tym exposé naprawdę przyczepić.
Prezydent poprze program SAFE? „Nie mam wątpliwości, że podpisze”
Zauważalna zmiana retoryki wobec MSZ i Radosława Sikorskiego przekłada się również w obozie władzy na coraz większe przekonanie, że Karol Nawrocki ostatecznie podpisze ustawę wprowadzającą program SAFE, która lada moment trafi na jego biurko.
Sejm 27 lutego zagłosował nad poprawkami Senatu do ustawy. Korekty wprowadzone w izbie wyższej parlamentu zapewniają chociażby to, że spłata pożyczki w ramach programu SAFE nie będzie finansowana z budżetu MON, na czym zależało zarówno prezydentowi, jak i szefowi resortu obrony. Senat wprowadził też obowiązek kontroli antykorupcyjnej i kontrwywiadowczej ABW, SKW i CBA nad programem SAFE.
Mówi wysoki rangą urzędnik MON: – Nie mam wątpliwości, że prezydent podpisze tę ustawę. To moja subiektywna ocena, ale gdybym był w obecnym położeniu prezydenta, to nie zastanawiałbym się pięciu minut. Podpisując tę ustawę realizuje wiele, jeśli nie wszystkie, z celów politycznych. Wetując potwornie ryzykuje i długoterminowo na pewno na tym straci. Jednocześnie nie zyska zupełnie nic poza uśmiechem prezesa Kaczyńskiego.
Inny z naszych rozmówców z obozu władzy, znający kulisy prac nad programem SAFE, zauważa, że „prezydent Nawrocki jest w naprawdę trudnej sytuacji, bo czego nie zrobi, to komuś się narazi”. Zwraca jednak uwagę na kalkulację, którą najpewniej przeprowadzi głowa państwa. – Będzie kalkulować następująco: program ruszy nawet przy jego wecie, pieniądze popłyną do polskiego przemysłu, będzie widać efekty tych inwestycji, będą zamówienia z zagranicy u polskich producentów, a PiS prędzej czy później zapłaci cenę za nagonkę na SAFE – wylicza. – Prezydent nie jest ślepy ani głupi, musi to wszystko brać pod uwagę – zaznacza nasze źródło.
Nasi rozmówcy z obozu władzy zauważają również, że oddelegowanie wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza do operacyjnego kontaktu z prezydentem z ramienia rządu było dobrą decyzją i przynosi zauważalne zmiany. Na łamach Interii opisywaliśmy to jako pierwsi 18 lutego.

– Władek robi dobrą robotę w dialogu z prezydentem – jednoznacznie ocenia ważny polityk Koalicji 15 Października. – Ale też sam prezydent zdał sobie sprawę, że wejście do programu SAFE i skorzystanie z niego w pełnym zakresie to oczekiwanie naszej armii. Wetując tę ustawę skłóciłby się z całą armią jako zwierzchnik sił zbrojnych. To sami wojskowi składali zamówienia i wskazywali, które firmy mogłyby je realizować – kontynuuje. Na koniec dodaje: – Wetowanie tej ustawy, żeby zadowolić paru krzykaczy z PiS-u, to droga w przepaść. Nikt w Polsce nie zrozumiałby tego weta.
Wśród rządzących panuje przekonanie, że „PiS wkopało się z SAFE, zupełnie nie wyczuli tematu„. – Mamy olbrzymie pieniądze dla Polski, wydane w krótkiej perspektywie czasowej, trafiające w miażdżącej większości do polskiego przemysłu. Do tego jeszcze zagraniczne zamówienia na sprzęt u polskich firm. Ciężko startować do tego z narracją, że będziemy musieli to spłacić za 70 lat – punktuje jeden z naszych rozmówców. – PiS wyciągnęło z szafy wszelkie możliwe chochoły w tym temacie – złego Niemca, Unię wasalizującą Polskę, groźbę pogorszenia relacji ze Stanami Zjednoczonymi – i to nic im nie dało – zauważa.
Nie mam wątpliwości, że prezydent podpisze tę ustawę. (…) Wetując potwornie ryzykuje i długoterminowo na pewno na tym straci. Jednocześnie nie zyska zupełnie nic poza uśmiechem prezesa Kaczyńskiego
Sam prezydent na konferencji po exposé ministra Sikorskiego podkreślił, że rozważając „za” i „przeciw” w sprawie ustawy o SAFE, dużą wagę przywiązuje do głosu opinii publicznej. A ten jest jednoznaczny. Z opublikowanego 25 lutego badania IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że aż 58,4 proc. Polaków chce, żeby prezydent podpisał uchwalony przez parlament dokument. Przeciwników podpisu jest niemal dwukrotnie mniej – 29,8 proc. 11,8 proc. badanych nie ma w tej sprawie wyrobionego zdania.
Ważny urzędnik MON: – Myślę, że prezydent zrozumiał, że sztuczne spory w obszarze polityki bezpieczeństwa i polityki zagranicznej są po prostu dla niego czymś złym. I z punktu widzenia prezydentury, i z punktu widzenia interesu politycznego. Jak powiedziałby klasyk: to jest oczywista oczywistość.


