
A miało być tak pięknie. Były wywiady, zapowiedzi, brakowało tylko „autografów i wizyt w zakładach pracy”. Reforma Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), przygotowana przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – sztandarowy projekt resortu kierowanego przez ministrę Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk – miała zreformować rodzimy rynek pracy. Tyle że zamiast realnych zmian skończyło się na gorącej debacie społecznej. Wraz z początkiem roku temat wrócił jednak jak bumerang – jedna z najbardziej kontrowersyjnych reform 2025 roku znów pojawia się w przestrzeni publicznej, choć z wyraźnie mniejszym impetem niż rok temu.
– W grudniu wokół reformy Państwowej Inspekcji Pracy toczyły się intensywne prace i wydawało się, że w styczniu obudzimy się w innej rzeczywistości, z nowymi uprawnieniami PIP. Wiele wskazywało na to, że rozwiązania wzmacniające uprawnienia inspektorów, zwłaszcza w zakresie kwestionowania fikcyjnych „śmieciówek” i B2B, zostaną przyjęte, a inspektorzy uzyskają uprawnienia do wydawania decyzji administracyjnych kształtujących stosunki pracy. Ostatecznie jednak tamta wersja projektu została odłożona do kosza, a w jej miejsce kilka dni temu pojawiła się nowa propozycja, która różni się diametralnie od pierwotnej – zauważa w rozmowie z „Wprost” radca prawny Marta Kopeć z Kancelarii Kopeć Zaborowski.
Prawniczka wyjaśnia, że projekt aktualnie ma dwie strony i reguluje w zasadzie jedynie kwestie audytu zewnętrznego PIP oraz uprawnień Rady Ochrony Pracy.
– Wobec tego mamy diametralną zmianę, która w mojej ocenie nie wnosi przełomu – stwierdza mec. Kopeć.
Reforma, która poszła do kosza
Przypomnijmy, że zarówno prace, jak i intensywna kampania związana z reformą PIP towarzyszyły nam przez większość 2025 roku, aby na finiszu, podczas ostatniego posiedzenia rządu, które odbyło się 30 grudnia, trafić do kosza. Zakończenie prac nad projektem potwierdził 6 stycznia 2026 r. sam premier.
– Przesadna władza dla urzędników, którzy będą decydowali o tym, jak i kto zatrudnia, byłaby bardzo destrukcyjna dla bardzo wielu firm i mogłaby także oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi. Tak wynika z mojej analizy. I dlatego w sposób bardzo twardy i z uzasadnionymi emocjami o tym mówiłem i tłumaczyłem paniom i panom ministrom, dlaczego widzę ryzyka z tym związane, i podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Tak że sprawę uważam, z mojego punktu widzenia, za zamkniętą – powiedział na początku stycznia Donald Tusk.
Co dalej z uprawnieniami inspektorów PIP?
„Możliwość zmiany formy zatrudnienia przez urzędnika bez pytania o zdanie pracodawcy, zatrudnionego i bez wyroku sądu to zły pomysł. Naszym zadaniem jest uwolnienie gospodarki i obywateli od nadmiernych regulacji i biurokracji. Znajdziemy lepsze sposoby ochrony pracowników” – napisał 8 stycznia Donald Tusk w poście w serwisie X.
– Zmiany i usprawnienia są potrzebne, żeby zapobiegać naruszeniom i walczyć z nadużyciami, natomiast państwo nie może ingerować w swobodę wyboru formy zatrudnienia przez swoich obywateli ani tym bardziej naruszać zasad konstytucyjnych – uważa radca prawny Martyna Krawczyk z Kancelarii Kopeć Zaborowski.
Przypomina, że aktualnie rozstrzygnięć w tym zakresie dokonują w dalszym ciągu wyłącznie sądy pracy.
Co dalej ze śmieciówkami?
Przez długie miesiące zeszłego roku szefowa resortu pracy fundowała populistyczne slogany na temat reformy, która zrewolucjonizuje rynek pracy i posprząta śmieciówkową stajnię Augiasza, ale póki co skończyło się tylko na zapowiedziach. Tymczasem, jak zauważa prawniczka, presja na uporządkowanie rynku pracy pozostaje, bo wynika m.in. z zobowiązań w ramach KPO.
– Skoro „kamienie milowe”, do których realizacji rząd się zobowiązał, muszą zostać spełnione, należy się spodziewać, że temat wróci w kolejnej odsłonie. Dlatego sytuację należy uważnie obserwować, ale jednocześnie nie traktować tego jako usprawiedliwienia dla bierności. Niezależnie od kształtu ustawy pracodawcy powinni już teraz przyjrzeć się charakterowi zawieranych umów i przeprowadzić audyt. Porządkowanie zapisów umownych zawsze jest z korzyścią dla pracodawców – być może właśnie ta reforma przyczyni się do porządków w teczkach osobowych – podsumowuje mec. Marta Kopeć.

