Chodzi o tereny położone na samym południowym krańcu Afryki, między dwoma oceanami – Indyjskim i Atlantyckim. Wody te zawsze obfitowały w sporą liczbę żarłaczy białych, które były drapieżnikami szczytowymi styku oceanów.
Rekiny uciekają z Afryki. Być może przez orki
Miejsce to obfituje w dużą liczbę ryb. Na nie z kolei polują płetwonogie, takie jak uchatki czy słonie morskie, znajdujące kapitalne warunki bytowe na wybrzeżach Republiki Południowej Afryki czy Namibii. A one z kolei są posiłkiem żarłaczy białych – sporych rekinów wyspecjalizowanych w łowach na morskie ssaki, zwłaszcza płetwonogie.
Para orek Port i Starboard wyspecjalizowała się w polowaniach na rekiny, ale nawet one, nawet przy tylu ofiarach nie byłyby w stanie zupełnie zdemolować populacji żarłaczy białych. Rekiny jednak zareagowały i opuściły łowiska.
Nie jest do końca jasne, czy powodem zniknięcia żarłaczy są polujące tu orki. Warto pamiętać, że Port i Starboard od lat prowadzą polowania na rekiny. Może mieć to wpływ na populację żarłaczy białych w tym regionie.
W okolicach południa Afryki pojawiła się też spora grupa siedmioparów plamistych. Ich orki nie atakują, więc zaczęły zajmować niszę pokarmową swoich krewniaków. Te rekiny dużo rzadziej atakują płetwonogie, a jeżeli już to mniejsze osobniki.
To dość szczególna i unikalna sytuacja, dzięki której możemy zaobserwować, co się dzieje, gdy ekosystem utraci swojego szczytowego drapieżnika. Jak czytamy we „Frontiers in Marine Science”, spadek liczebności żarłaczy białych, który miał miejsce w zatoce False Bay, zapewnił niezrównaną okazję do uzyskania spostrzeżeń na temat zmian ekologicznych spowodowanych utratą morskiego drapieżnika szczytowego.
Pociągnęło to za sobą wzrost liczebności gatunków, które kiedyś często padały ofiarą żarłaczy. Skutki spadku liczebności drapieżników szczytowych są trudne do wykrycia na wolności, ale takie przypadki są częstsze niż nam się zdaje – podsumowują badacze.