-
Badanie przeprowadzone w południowym Vermont wykazało, że rolnicy mają regularny kontakt z kleszczami, czasem nawet kilkadziesiąt razy w pół roku.
-
Dwanaście procent uczestników badania zadeklarowało, że zdiagnozowano u nich chorobę odkleszczową.
-
Zalecenia dotyczące unikania siedlisk kleszczy nie sprawdzają się w warunkach pracy rolników, dlatego badacze testują inne metody ochrony.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Znalezienie jednego kleszcza na skórze potrafi wywołać niepokój. Tymczasem część rolników w północno-wschodnich Stanach Zjednoczonych ma z nimi do czynienia regularnie, czasem nawet kilkadziesiąt razy w ciągu pół roku. Nowe badanie pokazuje, że kleszcze przestają być sezonową uciążliwością, a stają się stałym zagrożeniem dla zdrowia i pracy osób zatrudnionych w rolnictwie.
Zespół naukowców związanych z Binghamton University przeanalizował skalę kontaktów z kleszczami wśród rolników i pracowników gospodarstw w południowym Vermont. Wyniki są jednoznaczne: ryzyko jest wysokie, a obecne metody ochrony nie nadążają za zmieniającą się sytuacją.
Choroby odkleszczowe to dziś inny problem niż 30 lat temu
Badanie prowadziła Mandy Roome, zastępczyni dyrektora Centrum Chorób Odkleszczowych na Binghamton University. Jak podkreśla, ostatnie podobne analizy w tej części USA prowadzono na początku lat 90. Od tamtej pory zmieniło się niemal wszystko.
„Kleszcze i choroby odkleszczowe były na początku lat 90. zupełnie innym zagrożeniem niż dziś. Chcieliśmy sprawdzić, jak możemy pomóc jednemu z najbardziej narażonych środowisk zawodowych” – mówi Roome.
Kleszcze rozszerzają swój zasięg w całych Stanach Zjednoczonych, a północny wschód kraju należy do regionów o najwyższej zapadalności na boreliozę. Rolnicy są szczególnie narażeni, bo dużą część dnia spędzają w środowiskach idealnych dla kleszczy: na łąkach, pastwiskach, przy zaroślach i lasach.
Zbadali rolników. Po 70 ukąszeń
Naukowcy dotarli do 53 osób z 46 gospodarstw rolnych w południowym Vermont. Uczestnicy wypełniali ankiety dotyczące liczby kontaktów z kleszczami, przebytych chorób odkleszczowych, praktyk zapobiegawczych oraz codziennych prac wykonywanych w gospodarstwie, takich jak koszenie, naprawa ogrodzeń czy praca przy zwierzętach.
Jak podkreślają autorzy, już same średnie wartości pokazują skalę problemu. W ciągu sześciu miesięcy badani zgłaszali przeciętnie trzy kontakty z kleszczami. Ale to tylko średnia. Niektórzy uczestnicy raportowali nawet 70 takich kontaktów w tym samym okresie. Szczególnie narażone były osoby wykonujące prace wiosenne, na przykład naprawę ogrodzeń na pastwiskach.
„Jeśli ktoś naprawia ogrodzenia wiosną, bywa dosłownie zalewany kleszczami” – mówi Roome. – „Dlatego szukaliśmy rozwiązań, które byłyby dla nich szybkie i proste”.

Choroby odkleszczowe to realne ryzyko dla gospodarstw
Dwanaście procent ankietowanych zadeklarowało, że w przeszłości zdiagnozowano u nich chorobę odkleszczową. W jednym z opisanych przypadków rolnik zachorował na zapalenie mięśnia sercowego związane z boreliozą. Konsekwencje były dramatyczne: konieczna okazała się operacja na otwartym sercu.
„Takim sytuacjom chcielibyśmy zapobiegać” – podkreśla Roome. – „Dla każdego to poważny problem zdrowotny, ale dla rolnika brak możliwości pracy może oznaczać ogromne konsekwencje dla całego gospodarstwa”.
Badani rolnicy dobrze zdają sobie sprawę z zagrożenia. Osoby, które same chorowały lub widziały skutki chorób odkleszczowych u bliskich i współpracowników, opisywały je jako długotrwałe i wyniszczające. Mimo to ochrona przed kleszczami często przegrywa z innymi pilnymi obowiązkami dnia codziennego.
-
Znaleźli dziwne zwierzę. Piekielnie inteligentny i twarda czaszka
-
To największe takie przejście na świecie. Tylko dla zwierząt
Dlaczego „unikać siedlisk kleszczy” nie działa
Jednym z wniosków badania jest to, że standardowe zalecenia profilaktyczne nie przystają do realiów pracy w rolnictwie. Dla rolnika czy pracownika gospodarstwa unikanie terenów, na których żyją kleszcze, jest po prostu niemożliwe. „Każdy pracownik terenowy funkcjonuje w siedlisku kleszczy” – mówi Roome. – „Dlatego rada w stylu: unikaj takich miejsc, nie jest dla nich rozwiązaniem”.
W ramach szerszego projektu badawczego zespół testuje obecnie tzw. tuby przeciwkleszczowe. To proste urządzenia, które zwalczają kleszcze na gryzoniach, przede wszystkim na myszach, będących głównym rezerwuarem patogenów przenoszonych później na ludzi.
Autorzy badania podkreślają, że rolnicy to grupa zawodowa o podwyższonym ryzyku, a liczba kontaktów z kleszczami i subiektywne poczucie zagrożenia pokazują pilną potrzebę działań profilaktycznych dopasowanych do realiów pracy na wsi.
Nie chodzi tylko o indywidualne zdrowie. Choroby odkleszczowe mogą wyłączyć ludzi z pracy na długie tygodnie lub miesiące, a w rolnictwie brak jednej osoby często oznacza realne straty dla całego gospodarstwa.


