-
Schroniska konkurują ceną za odłowienie i utrzymanie psa, co prowadzi do wzrostu liczby przyjmowanych zwierząt.
-
Wolontariusze i osoby adoptujące przejmują znaczną część odpowiedzialności i kosztów związanych z opieką nad zwierzętami.
-
Brak skutecznego nadzoru nad hodowlami i systemem adopcyjnym sprzyja utrzymaniu bezdomności zwierząt.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
-
Gminy chcą jak najtaniej. Odwracają głowę od „problemu”
-
Ciemne strony biznesu prywatnych schronisk
-
Co można zmienić w systemie i jak pomóc
Schroniska z roku na rok otrzymują więcej pieniędzy, ale i oferują gminom odłowienie i utrzymania psa za jak najniższą cenę, ściągając w ten sposób do placówek coraz więcej zwierząt.
– Ten mechanizm wprost działa kosztem zwierząt – mówi w rozmowie z Zieloną Interią Janina Szyman z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Ruch Ludzi – Prawa Zwierząt.
Gminy chcą jak najtaniej. Odwracają głowę od „problemu”
Wciąż rośnie liczba zwierząt bezdomnych w kraju, a wraz z tym wydatki gmin na zapobieganie bezdomności i utrzymywanie zwierząt w schroniskach. Choć wszyscy wtajemniczeni w temat działalności azylów zdają sobie sprawę, że bez zmiany systemu sytuacja nie będzie inna, ale zmiany systemowe nie nadchodzą. Problemem są pieniądze.
Większość wydatków, które przeznaczane są każdego roku na opiekę nad zwierzętami pozbawionymi domów przeznacza się na wyłapywanie i pobyt zwierząt w przytuliskach i schroniskach.
Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce oraz inne organizacje społeczne o podobnym statutowym celu działania mogą zapewniać bezdomnym zwierzętom opiekę i w tym celu prowadzić schroniska dla zwierząt, w porozumieniu z właściwymi organami samorządu terytorialnego
Wyłapywanie bezdomnych zwierząt oraz rozstrzyganie o dalszym postępowaniu z nimi może odbywać się wyłącznie na mocy uchwały rady gminy, podjętej po uzgodnieniu z państwowym lekarzem weterynarii oraz po zasięgnięciu opinii przedstawiciela Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami lub innej organizacji.
Problem w tym, że gminy preferują rozwiązania najmniej kosztowne, co odbywa się bezpośrednio kosztem zwierząt.
– Gminy wybierają oferty najtańsze, a prywatne schroniska konkurują ceną za sztukę lub za dobę. W praktyce oznacza to, że im więcej zwierząt schronisko przyjmie i im niższe koszty ich utrzymania, tym większy zysk. To tworzy system, w którym zwierzę przestaje być podmiotem opieki, a staje się jednostką rozliczeniową w umowie między gminą a schroniskiem. Jakość opieki nie jest realnie weryfikowana, liczy się ilość i cena – podkreśla Janina Szyman.
Wyłapywanie bezdomnych zwierząt oraz rozstrzyganie o dalszym postępowaniu z nimi może odbywać się wyłącznie na mocy uchwały właściwej rady gminy, podjętej po uzgodnieniu z państwowym lekarzem weterynarii
Z doświadczenia wynika, że nie biorą odpowiedzialności za los zwierząt, nie prowadzą centralnej ewidencji, nie kontrolują tematu rozmnażania i niestety, traktują zwierzęta przedmiotowo. System jest oparty na wyłapywaniu i przekazywaniu do schronisk zamiast lokalnej opieki. – To nie jest problem „złych ludzi”. To problem złego prawa – podkreśla Janina Szymanek.
Ciemne strony biznesu prywatnych schronisk
Problem tego typu placówek, prowadzonych przez podmioty prywatne, jest ogromny, a nadużycia zdarzają się nawet w opiece społecznej. Zwierzęta jednak nie mogą się poskarżyć. – Prywatnych schronisk dla zwierząt nie powinno być, bo nadzór nad nimi będzie zawsze nieskuteczny, uwzględniając zwłaszcza przeciętny poziom działania inspekcji weterynaryjnej i częste lokalne powiązania – zaznaczał prof. Elżanowski.
-
Skontrolowali 368 schronisk. W 40 stwierdzono nieprawidłowości
-
Burza wokół schronisk w Polsce. „Teraz ruch należy do rządu”
Działalność takich prywatnych, trzeba podkreślić, najczęściej nastawionych na zysk, schronisk dla zwierząt, jest bardzo trudna do skontrolowania. Powinny je prowadzić organizacje pożytku publicznego pod nadzorem starostwa lub same starostwa, na poziomie powiatu, w obu przypadkach w sposób umożliwiający kontrolę przez lokalną społeczność.
Obowiązujące prawo narzuca obowiązek opieki nad bezdomnymi zwierzętami gminom, które w większości nie są w stanie się z tego samodzielnie wywiązać.
W efekcie bezdomność jest „obsługiwana”, ale nigdy rozwiązywana. To jest system, który żyje dzięki empatii społeczeństwa.
Jak działają prywatne schroniska? O największe problemy i najczęstsze patologie zapytałam środowiska prozwierzęce. – Im więcej jest zwierząt, tym większy przychód. Brakuje realnego nadzoru, kontrole są zapowiadane, formalne i nieskuteczne – wyjaśnia Janina Szyman, zwracają uwagę, że brakuje ewidencji losów zwierząt – nikt nie wie, co się dzieje z psem po adopcji. Ponadto problemem jest „masowe przetrzymywanie – setki, tysiące zwierząt w jednym miejscu” – zaznacza.
– Interes ekonomiczny jest sprzeczny z dobrostanem – schronisko zarabia na istnieniu bezdomności, więc nie ma motywacji, by ją realnie likwidować – podsumowuje problem Szyman.
Co można zmienić w systemie i jak pomóc
– Istnieje gotowy, kompleksowy projekt zmiany tego systemu – autorstwa Tadeusza Wypycha pt. „Ucywilizować traktowanie bezdomnych zwierząt”, który od lat pozostaje poza głównym nurtem prac sejmowych – powiedziała mi rozmówczyni.

Projekt ten opiera się na prostym, ale kluczowym założeniu: zwierzę znalezione nie jest „odpadem do usunięcia”, lecz czyimś mieniem wymagającym opieki, dlatego powinno podlegać zasadom zbliżonym do prawa o rzeczach znalezionych.
W praktyce oznacza to, że gmina ponosi pełną odpowiedzialność za los zwierząt, zapewnia lokalną opiekę, a nie wywożenie do schronisk, również tych oddalonych o setki kilometrów (to zasługa niskiej ceny usług oferowanych w azylu), gmina prowadzi ewidencję i kontrolę losów zwierząt, reguluje adopcję jako czynność prawną oraz prowadzi realny nadzór, również finansowy.
– Rozwiązania te są zgodne z Europejską Konwencją o ochronie zwierząt domowych (Strasburg 1987 r.), której Polska do dziś nie ratyfikowała, mimo że jest członkiem UE od 2004 roku. Brak ratyfikacji tej Konwencji jest jednym z głównych powodów, dla których polski system ochrony zwierząt pozostaje na poziomie sprzed kilkudziesięciu lat – dodaje.


