Strona głównaSportPara Krychowiak-Linetty? Para nędzy i rozpaczy

Para Krychowiak-Linetty? Para nędzy i rozpaczy

Jacek Laskowski powiedział dzisiaj o polskiej reprezentacji, że wygląda jak chłopak przed pierwszą randką. „Uśmiech z przodu, tajemnica w środku i niepokój z tyłu.” No i cóż, jeśli środek był w ogóle jakąś tajemnicą – prędzej tajemnicą poliszynela – to dzisiaj w bolesny sposób dowiedzieliśmy się chyba wszystkiego, na co pozwoliło starcie z Holandią. Wiemy już, że na katarskim balu para pomocników złożona z Grzegorza Krychowiaka i Karola Linettego parkietu nie podbije. Co najwyżej wpadnie na chwilę, wywróci się przy trzeciej piosence i wyjdzie.

Bezbarwni, wolni, pasywni, przewidywalni, czasami wyglądający jak wóz z węglem. Napakowany po brzegi, ot, idealnie na zimę, ale przecież nie chcemy go na boisku. A jednak – musieliśmy obserwować, jak słabi jesteśmy w środku pola na tle Holandii. Jak Linetty z Krychowiakiem dawali sygnały, że na nich opierać tej jakże newralgicznej pozycji po prostu nie można.

Słabość Krychowiaka i Linettego biła po oczach

W tej chwili na pozycji środkowych pomocników jesteśmy po prostu ubodzy. Każdy to wiedział przed pierwszym gwizdkiem, tu nie ma co się oszukiwać. Dzisiejszy mecz jednak ten problem tylko uwydatnił. Nasi piłkarze albo się chowali przy rozegraniu piłki od tyłu, albo notowali proste straty, albo ruszali do kontry na zaciągniętym ręcznym. Słowem: zawiedli. Szczególnie w pierwszej połowie, kiedy dało się wyróżnić jedno ponadprzeciętne zagranie Krychowiaka – odbiór i wyprowadzenie akcji krótkim podaniem pod presją.

Ogółem na palcach jednej ręki można było policzyć dobre akcenty w całym meczu łącznie Krychowiaka i Linettego. Zwłaszcza ten drugi znów nie dał argumentów, że warto na niego stawiać w kontekście gry na wielkim turnieju. Owszem, na Euro 2020 strzelił bramkę ze Słowacją i generalnie potrafił wznieść się na wyższy poziom w kilku meczach pod wodzą Paulo Sousy. Ale to przecież tylko pewien ułamek. Część z 42 spotkań, z których to z Holandią było kolejnym nie tyle bezbarwnym, co bardzo mizernym. Tych zliczylibyśmy zdecydowanie za wiele. Jeśli ktoś regularnie śledzi poczynania polskiej kadry, wie o tym doskonale. Niestety.

Krychowiak natomiast musi się nauczyć, że futbol reprezentacyjny to nie pykanie w piłeczkę w Arabii Saudyjskiej. Dziś trzy tempa wolniejszy od reszty, nie wspominając o brutalnym porównaniu do Zielińskiego. Obecnie to dwie zupełnie inne galaktyki, oczywiście na korzyść zawodnika Napoli, który na pewno męczy się u boku takich pomocników. „Zielu” nigdy tego nie powie, to gość z klasą tak jak Robert Lewandowski, ale takie są realia.

W środku pola nie możemy liczyć tylko na błyski Zielińskiego

Oczywiście z tej krytyki funkcjonowania środka pola wyłączamy postać Piotra Zielińskiego, który rozegrał dobre spotkanie. Ale on, pełniący rolę „dyszki”, nie jest i raczej nie będzie naszym mankamentem. Poniżej oceny dostatecznej grają ludzie za jego plecami i aż szkoda – będziemy to pewnie często powtarzać – że z powodu ciężkiej kontuzji wysypał się Jakub Moder. Że Bielik ma kruche zdrowie, że Klich nie jest tym samym Klichem z pikiem formy na Wyspach. I tak dalej, i tak dalej.

Jeśli tak to będzie wyglądać choćby w meczu z Argentyną na mundialu w Katarze… No nie, nie dość, że nie mamy na co liczyć, to jeszcze szybko możemy wygrać, ale powrotny bilet lotniczy do Warszawy. Ba, nawet Meksyk może zrobić z nas sieczkę, jeśli obraz środka pola, jaki zobaczyliśmy dzisiaj, nie zmieni się znacznie na plus za półtora miesiąca.

WIĘCEJ O MECZU POLSKI Z HOLANDIĄ:

Fot. Newspix

Must Read
Powiązane wiadomości