– Znajomy odkrył to przez przypadek. Był w lesie biegać, akurat we fragmencie lasu, który powinien być chroniony na kilka sposobów. I zobaczył ślady po wycięciu dwóch potężnych dębów. Więc zaczęliśmy się temu miejscu przyglądać – mówi Jakub Korczyński z fundacji The Climate Lab. Okazało się, że wyciętych starych dębów jest tam ponad 30. 

Zobacz wideo Czy możemy się obejść w górach bez zbiorników?

Aktywiści najpierw odkryli wycinkę w Lesie Mokrzańskim, położonym na północny zachód od miasta. To największy kompleks leśny w granicach administracyjnych Wrocławia, a o jego znaczeniu dla mieszkańców świadczy to, że właśnie od niego bierze się nazwa grupy walczącej o lasy wokół stolicy Dolnego Śląska -Komitetu Społecznego Ratujmy Las Mokrzański.

Tam, na jednym z wydzieleń (to „działki leśne”, na które podzielone są wszystkie tereny zarządzane przez Lasy Państwowe), aktywiści wykryli, że wycięto około 30 dębów w wieku od około 100 do 155 lat. 

Wycinki mimo zakazu

To wydzielenie jest objęte pełnym wyłączeniem z pozyskania drewna na podstawie moratorium ogłoszonego przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska na początku 2024 roku. Ponadto ten fragment może zostać zaliczony do tak zwanych starolasów, a jednocześnie stanowi część lasów społecznych wokół miast, które również mają podlegać szczególnej ochronie. Zakres lasów społecznych wokół Wrocławia został wypracowany wspólnie przez leśników i aktywistów i – co warto zauważyć – ten kompromis był przedstawiany jako pozytywny przykład współpracy obu stron. W niektórych innych częściach Polski lokalni aktywiści i dyrekcje lasów nie były w stanie dojść do porozumienia. 

„Nie zostaliśmy poinformowani o planowanych działaniach, nie przeprowadzono konsultacji ze stroną społeczną, a większość pozyskanego drewna została wywieziona, co – w naszej ocenie – stoi w sprzeczności z przyjętym dla tego obszaru kierunkiem postępowania w lasach społecznych” – piszą społecznicy. 

Później w tym samym nadleśnictwie wykryto znacznie większą skalę wycinek na obszarach objętych moratorium, lasach społecznych i proponowanych do uznania za starolasy. Chodzi o sześć wydzieleń Lasu Ratyńskiego, który leży na południe od mokrzańskiego. 

Według naszej inwentaryzacji skala ingerencji jest znacząca: wycięto dziesiątki dojrzałych drzew (w tym jesiony, graby i dęby), a w wielu miejscach doszło do uszkodzeń podszytu i podrostu. Równolegle prowadzone są liczne wycinki przydrożne uzasadniane bezpieczeństwem – w naszej ocenie w skali, która wymaga jednoznacznego, publicznego uzasadnienia oraz nadzoru

– informują aktywiści.

Mapa wydzieleń w Lesie Ratyńskim, w których aktywiści natrafili na wycinkiMapa: Komitet Społeczny Ratujmy Las Mokrzański

Jakub Korczyński zwraca uwagę, że tak zwane starolasy – które mają być nową kategorią przeznaczoną do ochrony – będą weryfikowane pod kątem ich obecnego stanu, wieku drzew itd. – A teraz tam już nie ma czego weryfikować, bo prawie wszystko wycięto – mówi. 

Lasy prowadzą kontrolę

Zapytaliśmy nadleśnictwa Miękinia oraz Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych (RDLP) o te wycinki. W przesłanej nam odpowiedzi Malwina Sokołowska, rzeczniczka prasowa RDLP we Wrocławiu, informuje, że dyrekcja regionalna wiedziała o prowadzonych pracach, jednak teraz zleciła kontrolę ich zasadności. 

Jak napisał w odpowiedzi na nasze pytania Tomasz Międzyrzecki, zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Miękinia, podstawą prawną cięć był artykuł 9. ustawy o lasach. Zgodnie z nim leśnicy mają obowiązek „kształtowania równowagi w ekosystemach leśnych i podnoszenia naturalnej odporności drzewostanów”, w tym zapobieganiu powstawaniu pożarów oraz rozprzestrzenianiu się szkodników. Wskazuje także na kwestie bezpieczeństwa osób korzystających z lasów. Międzyrzecki zwraca uwagę, że Ministerstwo Klimatu dopuszcza takie prace nawet w lasach objętych moratorium. W tym wypadku chodziło o usunięcie tak zwanego posuszu, czyli martwych lub zamierających drzew. 

Opinię wydał także Zespół Ochrony Lasu (który jest jednostką wewnętrzną Lasów Państwowych). W jego ocenie drzewostan w części Lasu Mokrzańskiego, w którym wycięto dęby, „jest silnie uszkodzony, a drzewa dębowe zostały opanowane przez owady i grzyby”. Zdaniem leśników „zaniechanie cięć sanitarnych może skutkować powstaniem znaczących szkód powodowanych przez czynniki szkodliwe”. Z tego wydzielenia usunięto nieco ponad 100 metrów sześciennych drewna.

Dyrekcja poinformowała, że w tej chwili nie dysponuje takimi danymi dla wycinek w drugim lesie, gdzie – według relacji aktywistów – cięć było znacznie więcej. Tomasz Międzyrzecki podkreślił, że celem nie była sprzedaż, a pozyskane drewno „stanowiło efekt uboczny działań podejmowanych w celu zapewnienia bezpieczeństwa publicznego oraz ochrony stanu sanitarnego lasu”.

Choć i nadleśnictwo, i dyrekcja wskazują na podstawę prawną cięć, to RDLP zamierza sprawę skontrolować:

Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu zlecił Wydziałowi Kontroli i Analiz przeprowadzenie kontroli zasadności wykonanych zabiegów. Postępowanie kontrolne jest obecnie w toku, w związku z czym na tym etapie nie jest możliwe jednoznaczne stwierdzenie, czy decyzja o przeprowadzeniu prac była w pełni zasadna i zgodna z obowiązującymi ograniczeniami.

Lasy społeczne „fundamentalne” dla leśników

Regionalna dyrekcja odniosła się też do porozumienia dotyczącego lasów społecznych, które – jak podkreśla – „stanowi realny i wiążący element prowadzonej polityki zarządzania lasami oraz jest jednym z kluczowych punktów odniesienia dla podejmowanych działań”. Leśnicy zapewniają, że ustalenia ze stroną społeczną mają „fundamentalne znaczenie” i przekładają się na konkretne decyzje w planowaniu prac w lasach.

Lasy społeczne to jeden z flagowych projektów Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Celem jest zmiana funkcjonowania gospodarki leśnej w lasach wokół największych miast, aby ich funkcje społeczne były traktowane priorytetowo, zaś pozyskanie drewna zeszło na dalszy plan. Grupy walczące o większą ochronę lasów entuzjastycznie przyjęły ten pomysł, jednak trwający od 2024 roku proces przyniósł wiele rozczarowań.

W połowie ubiegłego roku ministerstwo ogłosiło, na jakich dokładnie obszarach lasów wokół 14 dużych miast powstaną lasy społeczne. Obejmują w sumie 158 tys. ha, czyli ok. 2,2 proc. powierzchni Lasów Państwowych. Jednak wciąż do wypracowania pozostaje to, w jakiej dokładnie formie te lasy będą chronione i jakie będą zasady gospodarowania nimi – oraz przełożenie tego na konkretne przepisy w ustawie o lasach. W lipcu ubiegłego roku wiceminister Mikołaj Dorożała zapowiadał, że nowelizację ustawy chciałby przeprowadzić w 2026 roku. 

Sama dyrekcja regionalna we Wrocławiu informuje, że pracuje razem z dyrekcją generalną oraz ministerstwem „nad wypracowaniem i wdrożeniem trwałych usankcjonowań prawnych dotyczących obszarów lasów o wiodącej funkcji społecznej”.

Cięcia bez planu

Każde nadleśnictwo w Polsce działa na podstawie przyjmowanego na 10 lat Planu Urządzenia Lasu – opisuje on m.in. obszary planowanych wycinek, metody cięć, jakie będą zastosowane, plany odnowienia lasu po pozyskaniu drewna. 

Jednak jak informują aktywiści, w przypadku obu lasów pod Wrocławiem, cięcia zostały przeprowadzone poza planem – jako tzw. cięcia „przygodne” (interwencyjne). Taki sposób wycinek jest przewidziany w zasadach działania Lasów Państwowych – w uzasadnionych przypadkach, na przykład „konieczności usunięcia chorych drzew”. 

Ale prowadzenie takich prac budzi duże obawy grup walczących o ochronę lasów, bo znacznie utrudnia kontrolę działalności nadleśnictw. Dlatego „wymaga szczególnej transparentności oraz nadzoru instytucji odpowiedzialnych za realizację moratorium i ustaleń dotyczących lasów społecznych”, piszą społecznicy. Jak podkreślają:

Działania wykonywane pod pretekstem 'wyjątków sanitarnych’ i realizowane jako cięcia przygodne poza PUL nie mogą stać się praktycznym wytrychem do regularnego pozysku w lasach moratoryjnych, społecznych i potencjalnych starolasach – bez konsultacji i transparentności.

Share.
Exit mobile version