-
Jenot, choć mniej medialny niż szop pracz, od dekad silnie oddziałuje na polski ekosystem i nadal jest uznawany za gatunek inwazyjny.
-
Obecność jenota w Polsce to efekt planowych działań ZSRR, mających na celu wprowadzenie go do europejskiej przyrody dla produkcji futer.
-
Choć jenoty nie osiągnęły liczebności szopów praczy, wyrządzają poważne szkody środowisku i są trudne do wyeliminowania.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
I nadal jest na liście gatunków inwazyjnych, co niesie za sobą określone konsekwencje. Nie można takich gatunków wpuszczać do środowiska, przemieszczać ani nawet posiadać bez zezwolenia. Gdy ktoś np. schwyta rannego jenota, nie może go wypuścić wypuścić z powrotem na łono natury. Wszystko dlatego, że to zwierzę nie jest częścią naszej przyrody, chociaż głęboko się w niej zakorzeniło.
Inwazja jenota na Polskę. Pies z ZSRR, który wchodzi na drzewa
Jenot miał na to sporo czasu. Mieszka w Polsce już od 70 lat. Na nasze szczęście jenoty nie stały się przez te 70 lat nadzwyczajnie liczne. Ich inwazja była intensywna, zwłaszcza w początkowym okresie, ale nie przybrała takiej skali jak obecna, której dokonują szopy pracze. One są straszną plagą polskiej przyrody i realnie jej zagrażają. Jenoty nie dokonały aż takiego spustoszenia.
Co nie znaczy, że nie dokonały go w ogóle, bo wpływ tego gatunku na polski ekosystem był fatalny i niszczycielski. Tym bardziej, że w początkowej fazie w naszych lasach nie za bardzo wypadało go ścigać i usuwać. Był wszak darem bratniego Związku Radzieckiego.
To pewna metafora, ale rzeczywiście jenoty pochodzą z ZSRR. Ich ojczyzną jest Daleki Wschód. To rosyjski Kraj Nadamurski w dorzeczu rzek Amur i Ussuri, dlatego niekiedy nazywa się je „szopami ussuryjskimi”. Nieprawidłowo, gdyż jenot bardzo przypomina szopa, ale nim nie jest i nie należy do rodziny szopowatych.
Jenot zjada niemal wszystko, co złapie. Żaby, traszki padają jego ofiarami na mokradłach i brzegach zbiorników wodnych zwłaszcza w ich okresie godowym, gdy jenoty wręcz je dziesiątkują. Do tego to wszechstronne i wszystkożerne zwierzę łapie również ryby, skorupiaki, gryzonie, wybiera ptasie jaja – jest w zasadzie groźny dla każdego małego kręgowca w Polsce.
Wszechstronność jenota to jego droga do sukcesu, ale też i zmora miejsc, w które trafia. Drugą jest kolejny wyjątek w ramach rodziny psowatych – sen zimowy. Jego krewni nie zapadają w zimowy letarg, a jenot to robi. To jego sposób na przetrwanie ciężkich zim na dalekiej, wschodniej Syberii. Zwierzę przybiera na masie, obrasta puchatym futrem i zasypia.
Futro jenota ściągnęło go do Europy
Właśnie, futrem… To ono stało się przyczyną wszelkiego zła, bowiem z uwagi na tę efektowną okrywę włosów porastającą go jesienią jenot stał się cenionym zwierzęciem futerkowym.
Hodowany był z tego względu w klatkach od dawna, aż wreszcie w Związku Radzieckim, który zwierzętami futerkowymi stał, ktoś wpadł na pomysł: po co trzymać jenoty w tych klatkach i żywić je drogą karmą, skoro można je wypuścić i one sobie poradzą tak, jak radzą sobie pod Władywostokiem i Chabarowskiem?
Skoro żyją na Syberii, to przecież mogą także zamieszkać pod Moskwą, Mińskiem czy Kijowem. A na wolności ich kondycja i zarazem futro będą lepsze, a na dodatek myśliwi będą mieli do czego sobie postrzelać.

Tak się zaczęło. Plan wprowadzenia jenota ussuryjskiego do radzieckiej przyrody w europejskiej strefie imperium był planem państwowym. Opracowano i wytypowano kilkadziesiąt obwodów w europejskiej części Rosji Radzieckiej i to tam począwszy od 1928 r. wypuszczano zwierzęta.
W latach trzydziestych proceder, uznany za genialny, przybrał na sile. Jenoty odłowione na Syberii wprowadzono do lasów od Leningradu po Kaukaz, od Murmańska po Kirgistan. Cały ZSRR był wkrótce ich pełen, bez badań i bez baczenia na konsekwencje.
Nie trzeba dodawać, że jenot nie zna granic i szybko zaczął przenikać do sąsiednich państw. Finlandia była pierwsza, tam zwierzę widziano jeszcze przed drugą wojną światową.
Główny podbój nastąpił już po wojnie. Wtedy np. niepodległe przed wojną Litwa, Łotwa i Estonia znalazły się w radzieckich granicach i same jenota u siebie wprowadzały. Łotysze wypuścili go w 1948 r. i do dzisiaj gorzko żałują. Estończycy i Litwini podobnie.
Jenot mieszka w Polsce od 70 lat
W Polsce pierwszego jenota widziano w 1955 r. w Puszczy Białowieskiej i pod Augustowem, zatem niewątpliwie przyszedł z radzieckiej strony. Alarmowanie, zwalczanie go nie było wtedy mile widziane, więc jenoty w Polsce mnożyły się bez przeszkód.
Na początku lat sześćdziesiątych na Łotwie przyznano, że jest problem, gdyż liczba tych drapieżników w małej republice idzie w tysiące. Polska problem miała również.
Przez kilkadziesiąt lat jenot dotarł aż do zachodniej Europy, a w Polsce jest dość liczny, aczkolwiek nie jest to inwazja tak apokaliptyczna jak w wypadku szopa. Trudno powiedzieć, ile jenotów żyje w naszym kraju. Kilkanaście, bardziej kilkadziesiąt tysięcy.
Jenoty kolonizowały Polskę i do końca lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku zajęły prawie cały kraj z wyjątkiem gór. Zagęszczenie jenotów w zależności od środowiska waha się od 1 do 5 na jeden kilometr kwadratowy.
Hodowle jenotów na fermach w Polsce rozpoczęto na początku lat 60. Obecnie hoduje się je w ok. 39 gospodarstwach a całkowita liczba osobników hodowlanych wynosi ok. 18 tys. (stada podstawowe plus liczba produkowanych skór).
„Dopływ osobników zbiegłych z ferm do dziko żyjących populacji jest raczej niewielki lub średni, na co wskazują analizy genetyczne populacji fermowej i dziko żyjącej” – informuje Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska.
Przyzwyczajenie to druga natura, ale jenot niezmiennie wyrządza szkody w ekosystemie tak, jak wyrządzał je w latach pięćdziesiątych i kolejnych. I jest problemem. Np. Dania wyznaczyła sobie za cel wyeliminowanie jenota ze swojej przyrody. Na razie jej się to nie udało.