-
W okolicach Mykanowa na A1 doszło do śmiertelnego wypadku, w którym zginęły cztery osoby, a kilka zostało rannych.
-
Nagranie z godziny przed zdarzeniem pokazuje, że pojazdy ze znakami stały zbyt blisko siebie.
-
Na filmie widać, że odległość między przyczepami zabezpieczającymi była niewłaściwa i wynosiła około 10 metrów zamiast 100-120 metrów.
-
Pracownicy drogowej ekipy byli ustawieni kilkanaście metrów od poduszki zderzeniowej, choć powinni byli znajdować się 20-40 metrów za nią.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Portal BRD.24.pl jest w posiadaniu nagrania jednego z kierowców, który zarejestrował robotników godzinę przed wypadkiem na A1. Z relacji wynika, że materiał wideo przedstawia białego busa ze znakiem zmiennej treści, który ustawiony jest w zgodnej z przepisami odległość.
Następnie można zauważyć przyczepę sygnalizacyjną z tablicą U-26a, podpiętą do niebieskiego busa. Znajduje się na niej ograniczenie prędkości do 80 km/h i strzałka wskazująca kierowcom, że pas awaryjny jest niedostępny i trzeba zjechać w lewo.
„Już tu widać coś, co mrozi krew w żyłach. Przy niebieskim busie od strony pędzących pasem ruchu pojazdów kuca jeden z pracowników. Coś robi przy kole busa” – pisze lokalny portal.
Tragedia na A1, media o nieprawidłowościach. „Dziesięciokrotnie za mała odległość”
W kolejnych ujęciach nagrania widać coś, „co przeczy wszelkim standardom zabezpieczenia prac” i „z pewnością wpłynęło na rozmiar tej tragedii” – grzmi portal. Mowa o nieodpowiednim ustawieniu innej przyczepy U-26a z poduszką zderzeniową, która powinna znajdować się w odległości od 100 do 120 m od pierwszej.
„Na filmie widać, że stoi zaledwie po około 10 metrach. To dziesięciokrotnie za mała odległość! Kierowca, który za późno zauważy pierwszą przyczepę, praktycznie nie ma szans, by nie trafić od razu w kolejną. I to prawdopodobnie się stało” – zaznaczono w publikacji.
Dziennikarze zwrócili uwagę, że wątpliwości wzbudziło również miejsce wykonywania prac. Robotnicy powinni znajdować się od 20 do 40 metrów za poduszką zderzeniową. „Na filmie widać, że stoją kilkanaście metrów od niej” – wskazano w tekście.
Dziennikarze skontaktowali się z GDDKiA. Chodzi o tragiczny wypadek na A1
Redakcja BRD24.pl skontaktował się z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), aby uzyskać informacje nt. zabezpieczenia prac na A1. W odpowiedzi Marcin Twardysko z katowickiego oddziału GDDKiA zaznaczył, że przedstawione przez wykonawcę plany tymczasowej organizacji ruchu i zabezpieczeń „były sporządzone dobrze”.
Na doniesienia zareagował Paweł Jabłoński z Rozwoju Plus. Poseł ocenił, że jeżeli informacje portalu się potwierdzą, wykonawca robót „powinien ponieść za to odpowiedzialność”.
„Jeszcze dziś będę składał w tej sprawie interpelację do Ministerstwa Infrastruktury. W razie potrzeby moja kancelaria będzie również gotowa by świadczyć bezpłatną pomoc prawną rodzinom ofiar” – zapewnił polityk.
Tragedia na A1, zginęły cztery osoby. Policja zatrzymała kierowcę ciężarówki
Do tragicznego wypadku doszło w poniedziałek na autostradzie A1 w rejonie miejscowości Mykanów. 32-letni kierowca ciężarówki z niewyjaśnionych przyczyn wjechał w pracowników na drodze.
Z wcześniejszych nieoficjalnych ustaleń portalu BRD24.pl, wynikało, że w miejscu wypadku na jezdni „nie było śladów hamowania”. „Wszystko wskazuje na to, że kierowca nawet nie nacisnął na hamulec, gdy staranował pracowników drogowych” – podał portal.
Na A1 zginęły cztery osoby, a kolejne cztery są poszkodowane i trafiły do szpitali. Kierowca ciężarówki to Polak, mieszkaniec woj. łódzkiego. Na miejscu został przebadany alkomatem, był trzeźwy. Pobrano od niego krew do dalszych badań. 32-latek został zatrzymany przez funkcjonariuszy do przeprowadzenia dalszych czynności.


