Dzięki tej awanturze większość Ukraińców dowie się o UPA czegoś, czego wcześniej, jak wszyscy podkreślają, „nie wiedziało”, i może trochę się zastanowią nad tym aspektem nacjonalizmu, który prowadzi nie tylko do obrony kraju, a to Ukraina robi teraz i nie możemy o tym zapominać, ale też do mordowania cywili.
I – na zasadzie ukraińskich kontrargumentów – Polacy zastanowią się nad konstrukcją własnego nacjonalizmu i może ci, którzy do tej pory nie zmiękli, zmiękną w sprawie Jedwabnego i Wyklętych, bo choć wyparcie z prawicowej strony jest ogromne, to jednak intelektualnie utrzymać się go nie da: jeśli domagamy się od Ukraińców ustępstw – sami nie możemy być w tej sprawie tacy, jak czciciele UPA: wybiórczy.
Moralnym zwycięzcą całej tej awantury jest – uwaga: Słowacja. Dlatego że zrezygnowała z kultu ks. Tiso, a to jego kolaborujące z Hitlerem państwo było przecież pierwszym w historii słowackim państwem. A Ukraina ma o wiele więcej bohaterów, z których może wybierać, niż Słowacja.
A minister Szeptycki ma rację. UPA rzeczywiście byli jak tzw. wyklęci: w imię skrajnie nacjonalistycznej frustracji i ideologii nie tylko uczciwie walczyli za swój kraj, ale również dokonywali zbrodni. Skala była inna, tak. Ale mechanizm, jaki uruchamiał etniczną nienawiść, podobny.
Takie, niestety, były wtedy czasy. Gdy Ukraińcy mieli wojsko walczące za Ukrainę w czasach I wojny światowej – mowa o wojsku Petlury – byli jak wszyscy inni w Europie.
Tylko że to wojsko niewiele osiągnęło, a frustracja Ukraińców rosła. Więc gdy mieli wojsko podziemne w czasach II wojny światowej – też byli jak inni w Europie, którym bardzo się nie podobało, jak jest i chcieli więcej.
A tak się składa, że wtedy w Europie ton nadawali Hitler, Mussolini, Antonescu, Pavelić, Franco, strzałokrzyżowcy itd. Inna sprawa, że żadnego z wyżej wymienionych się w Europie nie czci, ale to, co Ukraińcy robią na własny rachunek ze swoją pamięcią, to ich rzecz. Każdy zaciąga brunatny kredyt na własne konto.
Nie mówiąc już o tym, co dziś w wojsku ukraińskim wyprawia neonazista Andrij Bilecki, obecnie generał brygady.
To, że Anglosasi byli inni niż reszta Europy, i że to oni wygrali tę wojnę w porozumieniu z Sowietami – to był naprawdę cud. Bez nich Europa powyrzynałaby się między sobą. Gorzej, że dziś również ich zaczęła dotykać ta choroba. O Rosji nie wspominając.
A co do UPA – nie usuniemy im ich kultu, bo za wiele znaczy dla ukraińskiej pamięci i klamka już zapadła. Poza tym, jeśli jakimś cudem to zrobimy, Ukraina odbierze to jako upokorzenie, a takich rzeczy się nie zapomina i będzie już definitywny koniec sojuszu. Będzie dobrze, jeśli utrącimy Szuchewycza, głównego odpowiedzialnego za Wołyń.
A to, że największe pretensje do Ukraińców o UPA mają w Polsce ci, którzy generują ten sam typ nienawiści do innych, co ideolodzy UPA i OUN, to inna sprawa i stały element gry znanej jako wewnętrzne sprzeczności i nędza nacjonalizmu.


