-
Ukraińskie drony regularnie atakują porty w Primorsku i Ust-Łudze, co prowadzi do czasowego spadku eksportu rosyjskiej ropy.
-
Analitycy podkreślają, że ataki te nie przekładają się bezpośrednio na dochody Kremla ze względu na specyfikę rosyjskiego systemu opodatkowania ropy.
-
Skuteczne mogą być jedynie długotrwałe naloty. Tymczasem sojusznicy Ukrainy wyrażają obawy dotyczące wpływu tych ataków na globalny rynek paliw.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
To nie pierwszy raz kiedy, kiedy ukraińskie drony zaatakowały rosyjskie porty na Bałtyku. Natomiast po raz pierwszy atakują z tak dużą częstotliwością. Od tygodnia bezzałgowoce regularnie uderzają głównie w dwa miejsca – porty w Primorsku i Ust-Łudze, przez które Rosjanie eksportują ropę.
Prezydent Wołodymyr Zełenski 28 marca ogłosił, że w Ust-Łudze Rosja straciła 60 proc. potencjału eksportowego.
– 60 proc. to bardzo dużo i tak bym tego nie ocenił – komentuje w rozmowie z Interią Filip Rudnik, analityk w Zespole Rosyjskim Ośrodka Studiów Wschodnich. Podkreśla jednak, że Kijów wciąż może znacząco zaszkodzić Moskwie, ale musi spełnić dwa warunki. Problem w tym, że obecnej sytuacji to nie spodoba się sojusznikom Ukrainy.
Sekrety ataków na Primorsk i Ust-Ługę
Nie jest do końca jasne, jakiej dokładnie broni używają Ukraińcy. Na pewno jednak stosują taktykę skoordynowanych ataków wielu dronów.
– Jest ich po prostu dużo i Rosjanie nie są w stanie ich zestrzelić. Na pewno jest dużym zaskoczeniem, to się pojawia w komentarzach rosyjskich źródeł, że Ukraińcy wciąż mogą tak efektywnie razić dość daleko wysunięte obiekty w czwartym roku wojny i robią to tak skutecznie – wskazuje Filip Rudnik.
Kijów nie poinformował oficjalnie, jakich typów dronów używa. Doszło jednak do kilku incydentów, które po pierwsze wskazują, że dronów na Rosję leci rzeczywiście dużo, po drugie przynajmniej częściowo pozwalają zidentyfikować typ stosowanej broni.
W nocy z 30 na 31 marca kilka ukraińskich dronów naruszyło przestrzeń powietrzną Estonii – przekazał rzecznik estońskiej armii, pułkownik Uku Arold. 29 marca ukraiński dron rozbił się w Finlandii. W ubiegłym tygodniu drony spadły też w Auvere w Estonii i w łotewskim Krasławie. Komunikat władz tych państw jest podobny: drony prawdopodobnie zboczyły z kursu w związku z działaniami w rosyjskiej przestrzeni powietrznej.
Natomiast o typie broni najwięcej mówi przypadek fiński. Lokalne służby zidentyfikowały go jako AN-196 – relacjonuje Reuters. To ważący około 300 kg bezzałogowiec, opracowany w 2022 roku. Jego zasięg zależy od głowicy bojowej, ale wiadomo, że jest w stanie pokonać dystans od granicy Ukrainy do portów Primorsk i Ust-Ługa, czyli około 1000 km. Podobna odległość dzieli granicę Ukrainy i rosyjskie Czeboksary, na które AN-196 spadły w lipcu 2025 roku.
Radio Swoboda powołuje się na analityków i mapę, z której wynika, że drony startują z terytorium Ukrainy i lecą nad Rosją po linii wzdłuż granicy Białorusi, Łotwy i Estonii. W przestrzeni publicznej pojawiły się też tezy o wykorzystaniu polskiej przestrzeni powietrznej, którym stanowczo zaprzeczyło Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
Primorsk i Ust-Ługa to ważne porty dla rosyjskiego przemysłu. – Według moich szacunków z 2025 roku, Primorsk i Ust-Ługa opowiadają za 30 proc. eksportu rosyjskiej ropy – tłumaczy Filip Rudnik. Natomiast rzeczywiste straty po tygodniu ukraińskich ataków są trudne do oceny, bo jak zaznacza analityk OSW, niektóre z zaatakowanych terminali wznawiały załadunek surowca dzień po ataku.
– Faktycznie tankowce zaczęły się gromadzić w Zatoce Fińskiej przy wejściu do portów. Nie mogły do nich wpłynąć na skutek ataków. Mogliśmy zaobserwować znaczący spadek załadunków o około 60 proc. To jest bolesne – przyznaje Rudnik, ale dodaje, że nie jest to wartość stała, bo Rosjanie naprawiają swoją infrastrukturę, a naftoporty nie przestały działać.
W tym miejscu dochodzimy do kluczowego pytania. Czy ataki na dwa bałtyckie porty mogą zachwiać dochodami Rosji z ropy, szczególnie w obliczu wyższych cen za surowiec ze względu na wojnę na Bliskim Wschodzie. Analityk OSW podkreśla, że sytuacja z dochodami Kremla jest bardziej skomplikowana.

– To jest pewne uproszczenie, kiedy mówi, że Ukraińcy w ten sposób próbują pozbawić Rosjan dochodów eksportowych. Trzeba wgłębić się w mechanikę opodatkowania rosyjskiego sektora naftowego. Oni opodatkowują go w momencie wydobycia baryłki ropy. Mają algorytm, który oblicza stawkę opodatkowania i w tym algorytmie jest cena eksportowa. Obliczona na podstawie wartości, z którą baryłka jest eksportowana na światowe rynki. Natomiast same zdolności eksportowe Rosjan nie wpływają na wartość opodatkowania – tłumaczy Rudnik.
Mówiąc krótko, skutki ukraińskich ataków nie będą widoczne w dochodach naftowo-paliwowych Kremla, bo te są obliczane w inny sposób. Nie oznacza to jednak, że działania Ukrainy nie przynoszą żadnego rezultatu.
Plan na osłabienie Moskwy
Filip Rudnik zaznacza, że ukraińskie ataki na Bałtyku wprowadzają chaos w sektorze naftowo-paliwowym. – To jest powtórzenie logiki z fal uderzeń na rafinerie w 2024 i 2025 roku. Fizyczna niemożność eksportu ropy uderza przede wszystkim w rosyjskie firmy, które zarabiają na eksporcie – podkreśla ekspert.
– To oczywiście uderza pośrednio w Kreml, bowiem te firmy nie będą opodatkowane z przychodów, które realizują tytułem eksportu. To firmy bardzo mocno powiązane z Kremlem i kreuje to bardzo dużo problemów i trudności dla całego sektora. Jeśli chodzi o możliwości Rosji, to w ogromnym uproszeniu ataki będą miały przełożenie na to, co dzieje się na froncie – dodaje nasz rozmówca.
Jeżeli (…) Ukraińcy zaprzestaną ataków, to Rosjanie szybko przywrócą swoje zdolności eksportowe i nie będzie żadnej zmiany
Rosyjskie koncerny po prostu przekażą mniej wpływów z podatków od dochodu, którego nie mogą mieć, bo nie mogą eksportować. W efekcie Kreml będzie miał mniej pieniędzy na wojnę. By tak się jednak stało, jest warunek.
– To zależy od tego czy Ukraińcy utrzymają zdolność i częstotliwość ataków – zaznacza Rudnik. Tu pojawia się nowy problem, bo ukraińskie ataki są szkodliwe nie tylko dla Rosji.
Sojuszniczy proszą Ukrainę o ograniczenie ataków
W poniedziałek Wołodymyr Zełenski poinformował dziennikarzy, że Ukraina otrzymała pytania od „partnerów”, którzy pytają, w jaki sposób Kijów może ograniczyć oddziaływanie na rosyjski sektor naftowy. Stwierdził, że Kijów przestanie atakować tego rodzaju cele, gdy to samo zrobi Rosja.
Prezydent nie sprecyzował o jakie państwa chodzi. BBC wskazuje przy tym, że zgodnie z danymi niezależnego Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem Chiny i Indie są największymi odbiorcami rosyjskiej ropy, przyjmując 85 proc. eksportu. Z kolei kraje Unii Europejskiej to najwięksi nabywcy gazu – 34 proc. i LNG – 49 proc. Ograniczenie rosyjskich dostaw ma wpływ na światowe ceny i dystrybucję paliw.
– W przeszłości, kiedy rynki były o wiele bardziej rozluźnione, to takie same sygnały płynęły do Ukraińców ze strony amerykańskiej, by nie próbowali zaburzać rynków poprzez kinetyczne ataki na zdolności eksportowe Rosji. Teraz faktycznie to napięcie na rynku jest bardzo duże, mamy bardzo wysokie ceny ropy – wskazuje Filip Rudnik.
– Jeżeli te naciski będą efektywne i Ukraińcy zaprzestaną ataków, to Rosjanie szybko przywrócą swoje zdolności eksportowe i nie będzie żadnej zmiany. Natomiast jeżeli ataki zostaną utrzymane w obecnej skali, to Kreml będzie miał na pewno duży problem z zaspokojeniem potrzeb finansowych sektora – komentuje dalej analityk OSW.
Nasz rozmówca dodaje, że jest jeszcze jeden, choć mało prawdopodobny scenariusz, który może zaszkodzić Rosji, Konsekwentne i skuteczne ataki mogą ograniczyć zdolności magazynowe Rosji. Wtedy przełoży się to na wydobycie i prace rafinerii, bo surowca zwyczajnie nie będzie można przechowywać.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl
-
Incydenty nad Finlandią, w przestrzeń wtargnęły drony. Wskazują na Ukrainę
-
Ukraina uderzyła w strategiczny punkt nad Bałtykiem. Widać kłęby dymu


