Chodzi o wydarzenia, które rozgrywają się od końca stycznia na pograniczu obwodu donieckiego, zaporoskiego i dniepropietrowskiego. Pisaliśmy w lutym, że Ukraińcy zorganizowali tam pierwszą od dawna lokalną ofensywę. Operacja przebiega za dość szczelną zasłoną cenzury i mało wiadomo o jej przebiegu. Muzyka miał jednak okazję odwiedzić rejon walk i dowiedzieć się więcej na temat przebiegu wydarzeń. Jak mówi, wnioski są bardzo interesujące.
– Ukraińcy zdołali znaleźć sposób na atakowanie i posuwanie się naprzód – mówi analityk. Po latach stagnacji frontu głównie z powodu dominacji zabójczej kombinacji dronów, artylerii i min. – To nowa taktyka, której kluczowym elementem jest praktyczne wyeliminowanie z działania rosyjskich dronów na wybranym, ograniczonym obszarze – opisuje Muzyka. Pod takim parasolem czystego nieba Ukraińcy przystępują do ataku przy użyciu pojazdów opancerzonych, które mogą się wykazać bez ryzyka szybkiego opadnięcia przez chmarę bezzałogowców. Co do zasady nic rewolucyjnie odkrywczego, ale zdolność do zaplanowania, skoordynowania i przeprowadzenia takiej operacji jest dużym osiągnięciem. – W efekcie Ukraińcy zdołali odbić w półtora miesiąca około 400 kilometrów kwadratowych, które Rosjanie zdobywali za cenę znacznie większych strat w pięć miesięcy – opisuje analityk.
Czyste niebo
Chodzi o obszar na pograniczu wspomnianych trzech odwodów. Na północ od zajętego przez Rosjan w styczniu Hulajpoła. Od wczesnej jesieni Ukraińcy szybko tracili w tej okolicy teren, chociaż nie był to priorytetowy kierunek ataków Rosjan. Po prostu ukraińska obrona się posypała i przez długie miesiące nie udało się ustabilizować sytuacji. – Byli w bardzo ciężkim położeniu, więc zapadła decyzja o przerzuceniu tam odwodu strategicznego Sztabu Generalnego i użycia go do operacji zaczepnej – mówi Muzyka. Zamiast dosyłać kolejne siły do łatania sypiącej się obrony, w Kijowie postanowiono sięgnąć po najlepsze dostępne oddziały wojsk desantowo-szturmowych i szturmowych trzymanych na czarną godzinę i uderzyć nimi na Rosjan. Tak, aby nie tylko ich spowolnić, lecz także odzyskać inicjatywę.
– Ukraińcy wybrali celowo teren, gdzie była bardzo niska gęstość sił Rosjan. Rozległa szara strefa, gdzie w każdej formalnie zajętej przez nich wiosce siedziała garść ludzi. Może kilkanaście osób zaopatrywanych przez drony. Nie było też żadnych przygotowań inżynieryjnych do obrony, takich jak pola minowe – opisuje Muzyka. Nie był to priorytetowy kierunek Rosjan, mieli więc tam ograniczone siły i jeszcze rozciągnięte po miesiącach znaczących sukcesów. Kluczowe miało być jednak stłumienie działania rosyjskich zespołów operatorów dronów.
– Ich pozycje zostały uprzednio bardzo szczegółowo rozpoznane, a następnie poddane intensywnemu atakowi ukraińskich bezzałogowców, artylerii i systemów walki elektronicznej. W efekcie na całym odcinku frontu Rosjanie stracili możliwość użycia swoich dronów. Bez nich obrona stała się bardzo trudna – mówi Muzyka. Choć to dla Ukraińców drony stały się relatywnie ważniejsze, bo uzupełniają ich poważne braki w ludziach, to po stronie rosyjskiej drony też zdążyły stać się kluczowym systemem walki. Zarówno rozpoznawcze, uderzeniowe, jak i też zaopatrzeniowe. Kiedy ich zabrało, Rosjanie stracili świadomość sytuacyjną i zdolność do skutecznego atakowania ukraińskich pojazdów, zanim te dotrą do ich pozycji. Po latach walki w realiach, gdzie natknięcie się na takie zagrożenie było bardzo mało prawdopodobne, rosyjscy żołnierze prawie nie noszą już z sobą ręcznych systemów przeciwpancernych. Ich funkcję przejęły drony. Kiedy więc ich zabrakło, sytuacja zrobiła się trudna.
Wraz z początkiem ukraińskiej ofensywy zbiegło się też wyłączenie przez amerykańską firmę SpaceX systemów łączności satelitarnej Starlink używanych przez Rosjan. Od początku lutego w Ukrainie działają tylko te dodane do bazy danych ukraińskich władz. Wcześniej działały wszystkie będące w granicach państwa, co pozwalało Rosjanom używać stacji, które kupili w krajach trzecich i przemycili. Choć w mediach można znaleźć twierdzenia, że miało to ogromny wpływ na rosyjskie wojsko i pozwoliło Ukraińcom odnieść sukces, to według Muzyki nie miało to istotnego znaczenia w tym kontekście. – Oni zaczęli działania ofensywne trzy dni wcześniej. Najbardziej ucierpiały drony lądowe Rosjan, bo bez Starlinka praktycznie wypadły z użycia. Były też pewne problemy z łącznością, ale nic, co by istotnie wpłynęło na ogólne tempo działań rosyjskiego wojska – mówi analityk.
Długofalowe konsekwencje
Ukraińska operacja zaczęta pod koniec stycznia ciągle trwa. Owszem, Rosjan miejscami daleko odrzucono i wybito z rytmu, ale nie zdołano całkowicie odwrócić ich sukcesów w rejonie Hulajpoła. Ukraińskie działania ofensywne nie są więc jakimś ogromnym sukcesem strategicznym, który zmienił bieg wojny. Rosjanie dalej praktycznie wszędzie atakują i utrzymują ogólną inicjatywę. Dodatkowo ukraińskie oddziały rezerwowe są uwikłane w walki i może ich zabraknąć, jeśli gdzieś nagle pęknie obrona. Sytuacja ciągle jest bardzo napięta. Ważne jest jednak to, że Ukraińcy wydają się mieć nową taktykę działań ofensywnych, która sprawdza się w warunkach powszechnego użycia dronów. Jeśli zdołają ją dopracować i będą mogły jej używać nie tylko elitarne odwodowe oddziały, to ta wojna może się stać dla Rosjan znacznie trudniejsza.
– Efekt zastosowania tej nowej taktyki i dobrego zaplanowania całej operacji widać najlepiej, kiedy porówna się efekty działań Ukraińców na Zaporożu oraz Rosjan w rejonie Łymania. Ci pierwsi w relatywnie krótkim czasie odbili bardzo duży teren, choć też mieli swoje tradycyjne problemy z koordynacją. Ci drudzy działają tradycyjnie i ponoszą ciężkie straty, posuwając się bardzo powoli naprzód – mówi Muzyka. Łymań to ważne miasto około 160 kilometrów na północny wschód od Hulajpoła, które broni flanki aglomeracji Słowiańsk-Kramatorsk, ostatniego bastionu Ukraińców w obwodzie donieckim. Rosjanie nacierają nań od zimy. W ostatnich dniach ze zdwojoną siłą, ale swoimi tradycyjnymi metodami, czyli masą bez stłumienia ukraińskiej obrony. Na razie prowadzi to głównie do ciężkich strat, co widać na świeżym ukraińskim nagraniu.
Ukraińcy też atakowali kolumnami pojazdów, ale praktycznie nie ma tego rodzaju nagrań ze strony Rosjan. Bo nie mogli użyć dronów. Stąd też inna skuteczność Ukraińców. – Myślę, że to będzie powtarzane. Wielu naszych rozmówców z rejonu walk jest przekonanych, że w tym roku znów będzie możliwe prowadzenie działań manewrowych. Czyli będą mogli używać wojsk pancerno-zmechanizowanych. Głównie poprzez połączenie skutecznego wyłączania z walki rosyjskich drużyn dronowych i szersze stosowanie systemów ochrony pojazdów – mówi Muzyka.
Tarcza goni miecz
Wielu ekspertów od lat przekonuje, żeby nie popadać w przesadę w ocenie potencjału dronów. Choć nie brakuje popularnych opinii, że ich pojawienie się na polu walki oznacza śmierć na przykład czołgu albo tradycyjnej wojny manewrowej, do jakiej szkolą się wojska NATO. Że drony stały się alfą i omegą pola walki. Muzyka uważa, że Ukraińcy właśnie pokazują, ile warte są takie przesadzone opinie. – Odpowiedzią na drony zawsze były operacje połączone – mówi. Czyli sprawne połączenie użycia różnych rodzajów broni, od piechoty, przez czołgi i inne pojazdy opancerzone, artylerię i lotnictwo, po systemy walki elektronicznej.
– Bezzałogowce, owszem, bardzo szybko się rozwinęły i zyskały na pewien czas dominującą pozycję na polu walki. Jednak metody radzenia sobie z nimi też są intensywnie rozwijane i zaczynają nadganiać dystans. W efekcie drony stracą dominację – opisuje Muzyka i dodaje, że opowieści o końcu czołgów i innych ciężkich pojazdów to zawsze były „bajki”. – Gdyby zapytać ukraińskie dowództwo, czy by chciało więcej takiego sprzętu, to na pewno by przyjęło go z otwartymi ramionami – mówi. Na wojnie zawsze trwa tak zwany wyścig tarczy i miecza. Narzędzi do obrony i do ataku. Regularnie jedna opcja zdobywa istotną przewagę za sprawą jakichś nowych technologii. Jak na przykład podczas I wojny światowej karabiny maszynowe na jakiś czas praktycznie uniemożliwiły manewr. Odpowiedzią były jednak między innymi czołgi, które drastycznie odmieniły oblicze pola walki i uczyniły II wojnę światową wybitnie manewrową. Drony nie są czymś, co wyłamuje się z tego schematu.
– Rosjanie na pewno widzą, co się dzieje i będą chcieli skopiować to rozwiązanie albo znaleźć na nie odpowiedź. Zaadoptować się do nowych realiów – mówi Muzyka. – Jednak biorąc pod uwagę to, że od dwóch lat nie wprowadzili żadnych istotnych innowacji w tym, jak walczą na tym najniższym szczeblu, to nie wróżę im wielkiego powodzenia. Jedyne, co zdołali w tym czasie zrobić, to stworzyć Rubikon (specjalny elitarny oddział dronowy – red.) i wprowadzić jego pododdziały na wybrane odcinki. Poza tym atakują jednak ciągle praktycznie w ten sam sposób i ponoszą ciężkie straty, bo Ukraińcy się do tego przystosowali – opisuje analityk.


