Zgodnie z wnioskiem policji Ukrainiec, który wjechał samochodem pod Morskie Oko, otrzymał zakaz wjazdu do Polski oraz innych państw strefy Schengen na pięć lat – przekazał w niedzielę (24 maja) wiceszef MSWiA Maciej Duszczyk.
Andrij Gawryliw opublikował w niedzielę (24 maja) wyjaśnienia w mediach społecznościowych. Zwrócił się w nich do „ukraińskiego i polskiego narodu”.
– Wyjeżdżając z Krakowa, wyznaczyłem trasę do Morskiego Oka i jechałem według nawigacji, która doprowadziła mnie na miejsce. Jak się później okazało, przy wjeździe na teren rezerwatu znajdował się szlaban, który powinien zatrzymać mój przejazd, jednak go nie zauważyłem, ponieważ był podniesiony. Również po drodze do Morskiego Oka nie spotkałem żadnych przedstawicieli parku, służb ochrony ani policji, nie zauważyłem też znaku „zakaz ruchu” i biorę za to odpowiedzialność, to moja wina – mówi na nagraniu.
– Jestem człowiekiem i mogę popełniać błędy, mimo wszystko niczego nie ukradłem, niczego nie uszkodziłem i nikomu nie zrobiłem krzywdy. Przepraszam, jeśli uraziłem czyjeś uczucia. Jeśli chodzi o moją deportację, to wróciłem już do Ukrainy, więc nie można mnie deportować, ponieważ opuściłem Polskę dobrowolnie. Jeżeli chodzi o ewentualne ograniczenie możliwości poruszania się po terytorium Polski przez następne pięć lat, uważam takie stwierdzenia za bezpodstawne – dodaje.
Na koniec Gawryliw informuje, że jest we Lwowie i zamierza nadal pomagać „obrońcom i obrończyniom” swojego kraju.
Wniosek do Urzędu do Spraw Cudzoziemców
Rzecznik Karpackiego Oddziału Straży Granicznej mjr Bogumił Strojny poinformował, że w przypadku cudzoziemców naruszających prawo możliwe jest skierowanie wniosku o zobowiązanie do opuszczenia kraju lub wydalenie z Polski.
– Na ogół odbywa się to w ten sposób, że jeżeli policja ujawni cudzoziemca, który notorycznie narusza prawo, występuje z wnioskiem do Straży Granicznej o zobowiązaniu do opuszczenia kraju albo o wydaleniu go z kraju – dobrowolnym lub pod konwojem. Wszystko zależy od okoliczności i tego, czy cudzoziemiec daje rękojmię, że sam opuści kraj. Jeżeli nie ma takiej pewności, jest odstawiany pod konwojem do granicy – powiedział mjr Strojny.
Jak dodał, jeśli wniosek trafia do Urzędu do Spraw Cudzoziemców, decyzja może zostać wydana niezwłocznie, nawet tego samego dnia. W tym przypadku decyzja miałaby jednak charakter formalny, ponieważ cudzoziemca nie ma już na terytorium Polski.
Według Straży Granicznej ewentualna decyzja oznaczałaby dla Ukraińca zakaz ponownego wjazdu do Polski oraz krajów strefy Schengen przez pięć lat. – Informacja o zakazie zostałaby odnotowana w systemach granicznych – wyjaśnił rzecznik. Z takim wnioskiem policja wystąpiła do Urzędu do Spraw Cudzoziemców.
Tusk: Rajd budzi zrozumiałe oburzenie
Sprawa nadal jest wyjaśniana. Policja prowadzi czynności mające na celu zgromadzenie dodatkowych dowodów przeciwko obywatelowi Ukrainy, zabezpieczany jest również monitoring. Materiały dotyczące naruszenia przepisów ochrony przyrody przygotowuje także straż Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN).
W sobotę (23 maja) do sprawy odniósł się premier Donald Tusk. „Rajd ukraińskiego kierowcy na drodze do Morskiego Oka budzi zrozumiałe oburzenie. Zwróciłem się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich szczegółów tego zdarzenia i wyciągnięcie surowych konsekwencji” – napisał premier na platformie X.
Sprawę skomentował również minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński. „Sprawca rajdu nad Morskie Oko zostanie rozliczony. W związku z naruszeniem porządku publicznego na wniosek policji trafi na listę osób niepożądanych z zakazem wjazdu na teren RP na pięć lat” – poinformował szef MSWiA we wpisie na X. Jak dodał, „łamanie prawa zawsze spotka się z ostrą reakcją”.
Osiem punktów karnych i 100 zł
Ukraiński influencer wjechał sportową Corvettą nad Morskie Oko, pokonując ponad 8 km trasy objętej zakazem ruchu w Tatrzańskim Parku Narodowym. Policja ukarała go mandatem 100 zł i ośmioma punktami karnymi, choć taryfikator za takie wykroczenie przewiduje karę do 5 tys. zł.
Jak podała policja, mężczyzna miał wprowadzić funkcjonariuszy w błąd, twierdząc, że jedynie wjechał za szlaban i zawrócił. Policjanci dali mu wiarę i zastosowali niższy mandat. Szlaban zagradzający wjazd na trakt jest obecnie zdemontowany, ponieważ trwa remont drogi.
Redagowała Kamila Cieślik


