
-
Donald Trump zwrócił się do dziennikarki Bloomberga słowami „cicho, świnko” podczas pytań o dokumenty związane z Jeffreyem Epsteinem.
-
Biały Dom oświadczył, że reporterka zachowywała się nieprofesjonalnie, nie precyzując szczegółów zarzutów.
-
Nagranie z incydentu wywołało międzynarodową dyskusję, a przedstawiciele Bloomberga bronili niezależności i rzetelności swoich dziennikarzy.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
O komentarz zwrócił się do Białego Domu magazyn „People”. W przesłanym redakcji oświadczeniu stwierdzono, że „ta reporterka zachowywała się w sposób niewłaściwy i nieprofesjonalny wobec swoich kolegów na pokładzie samolotu”. Nie wyjaśniono jednak, na czym dokładnie to nieodpowiednie zachowanie miało polegać.
Do sytuacji, o której mowa, doszło na pokładzie samolotu Air Force One. Obecna wśród dziennikarzy korespondentka Bloomberga Catherine Lucey zapytała prezydenta USA o kwestię ujawnienia wszystkich dokumentów związanych z Jeffreyem Epsteinem.
Lucey dociekała, dlaczego Trump przyjął taką, a nie inną postawę wobec sprawy, „skoro w aktach nie ma nic obciążającego”. Pytanie wywołało gwałtowną reakcję Trump, który wskazał na dziennikarkę palcem, mówiąc: – Cicho! Cicho, świnko.
USA. Trump uciszył dziennikarkę. Rzecznik Bloomberga zabrał głos
Nagranie z incydentu obiegło światowe media, wywołując lawinę negatywnych reakcji. Sama Lucey proszona przez „The Guardian” o komentarz, zasugerowała kontakt z rzecznikiem prasowym agencji, którą reprezentuje.
„Nasi dziennikarze z Białego Domu pełnią istotną służbę publiczną, zadając pytania bez lęku i bez faworyzowania. Wciąż koncentrujemy się na rzetelnym i dokładnym relacjonowaniu spraw leżących w interesie publicznym” – przekazał rzecznik Bloomberg News.
Sprawa Jeffreya Epsteina. Pełne akta sprawy zostaną ujawnione
Donald Trump poinformował w środę wieczorem, że podpisał ustawę nakazującą resortowi sprawiedliwości ujawnienie pełnych akt sprawy Jeffreya Epsteina. Kongres USA przyjął ją dzień wcześniej.
Prezydent zarzucił demokratom, że wykorzystali sprawę Epsteina – która według niego dotyczy ich w dużo większej mierze niż Partii Republikańskiej – by spróbować odwrócić uwagę społeczeństwa od sukcesów administracji.
Dotychczas resort sprawiedliwości opublikował ok. 30 tys. stron dokumentów w sprawie Epsteina, lecz znaczna część z nich została okrojona. Administracja Trumpa twierdziła dotąd, że reszty dokumentów nie może ujawnić ze względów prawnych.
Trump był przez wiele lat znajomym Epsteina, który został w 2008 r. skazany za nakłanianie nieletnich do prostytucji, a w 2019 r. powiesił się w więzieniu przed procesem federalnym, dotyczącym poważniejszych zarzutów.
Mimo wieloletniej znajomości Trump twierdził, że wyrzucił Epsteina ze swojego klubu Mar-a-Lago ze względu na to, że „kradł” mu masażystki. We wtorek powiedział jednak, że powodem zerwania z nim stosunków było to, że był „chorym zboczeńcem”.












