-
usa i izrael przeprowadziły atak na zakład wzbogacania uranu w Natanz, nie powodując wycieku substancji radioaktywnych ani zagrożenia dla pobliskich mieszkańców.
-
iran poinformował o ataku dronami na zbiorniki z paliwem dla samolotów na lotnisku Ben Guriona w izraelu.
-
ekspert wojskowy wskazuje na istnienie w iran podziemnych baz wojskowych i opisuje rozwój irańskiego arsenału rakietowego oraz działania usa i izraela wymierzone w te kluczowe punkty.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Powołując się na przekaz irańskiej agencji informacyjnej Tasnim, podano, że nie doszło do wycieku substancji radioaktywnych. „Mieszkańcy terytoriów w pobliżu tego miejsca nie byli zagrożeni” – czytamy.
Ośrodek nuklearny w Natanz, położony około 230 km na południe od Teheranu, to jeden z głównych kompleksów irańskiego programu nuklearnego, służący do wzbogacania uranu. Składa się z kilku obiektów, w tym ogromnej podziemnej instalacji wzbogacania paliwa oraz naziemnej instalacji pilotażowego wzbogacania paliwa.
Irańskie media podały, że irańska armia zaatakowała dronami zbiorniki z paliwem dla samolotów na lotnisku Ben Guriona w Izraelu.
USA i Izrael zaatakowały zakład wzbogacania uranu w Natanz
Jak przypomina „The Times of Israel”, zakład wzbogacania uranu w Natanz „był jednym z głównych celów” podczas zeszłorocznych ataków. W czerwcu, podczas 12-dniowej operacji wojskowej, Amerykanie zbombardowali trzy cele nuklearne w Iranie, w tym Fordo, Natanz i Isfahan.
Donald Trump, informując o sprawie, stwierdził, że „kluczowe irańskie zakłady wzbogacania uranu zostały całkowicie i kompletnie zrównane z ziemią”. – Iran, tyran Bliskiego Wschodu, musi teraz zawrzeć pokój. Jeśli tego nie zrobi, przyszłe ataki będą o wiele większe i o wiele łatwiejsze – zapowiedział.
Dziennik „New York Times”, powołując się na anonimowego przedstawiciela amerykańskich władz, podał wówczas, że zniszczony został zakład w Fordo. Zdaniem gazety uderzenia przeprowadzono za pomocą bombowców B-2, które miały zrzucić sześć 13-tonowych bomb penetrujących MOP (Massive Ordnance Penetrators), największych nieatomowych bomb w arsenale USA.
Stacja Fox News poinformowała z kolei, że w atakach na pozostałe ośrodki użyto 30 pocisków manewrujących Tomahawk.
Obiekty nuklearne w Iranie. Co o nich wiemy?
Media tłumaczyły wówczas, że umieszczony pod twardą skałą, osłonięty zbrojonym betonem i otoczony obroną przeciwlotniczą zakład w Fordo symbolizuje zabezpieczenie irańskiego programu nuklearnego. Leży on około 160 kilometrów na południe od Teheranu. Irańskie władze miały przez lata umacniać ten obiekt, tak aby przetrwał on ataki konwencjonalnych bomb zrzucanych z powietrza.
W zakładzie w Isfahanie składowany ma być z kolei fluorek uranu (UF-6), używany w procesie wzbogacania uranu do poziomu wymaganego do konstrukcji broni jądrowej.
Obiekt w Natanz jest natomiast sercem programu nuklearnego Iranu i obiektem objętym nadzorem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA). Znajduje się w nim podziemny kompleks wyposażony w 50 000 wirówek, które oddzielają izotopy uranu, z których jednorazowo pracuje 11 000.
To właśnie obiekt w Natanz stał się jednym z głównych przyczyn napięć między Iranem a Zachodem. Ośrodek wielokrotnie stawał się celem operacji sabotażowych. W kompleksie dochodziło m.in. do uszkodzeń wirówek.
Iran skrywa pod ziemią potężny potencjał. „Sieć całych miasteczek”
Jak tłumaczył w rozmowie z Interią podpułkownik rezerwy Maciej Korowaj, Iran skrywa pod ziemią owiane tajemnicą „podziemne miasta”, czyli potężne bazy wojskowe wraz z magazynami, w których można nie tylko składować rakiety, ale i je produkować.
Korowaj zaznaczył, że jest to „sieć całych miasteczek, które bardzo trudno wykryć i zniszczyć bronią konwencjonalną, m.in. biorąc pod uwagę geologię Iranu i fakt, jak duże to państwo”. To właśnie tam Iran skrywa swój potencjał nuklearny – i to właśnie koalicja izraelsko-amerykańska pragnie zniszczyć.
Jak opisywał, trzon irańskiego arsenału tworzą „dwa technologiczne światy”. – Pierwszy z trzonów irańskiego arsenału to ciężkie rakiety na paliwo ciekłe – długie na kilkanaście metrów, ważące nawet kilkadziesiąt ton, które wymagają długiego cyklu przygotowania. W zamian dają duże głowice i strategiczny zasięg, ale kiedy przeciwnik dominuje w rozpoznaniu, zamieniają się w powolne i ciężkie cele, których przygotowanie do startu zostawia wyraźny ślad termiczny i elektromagnetyczny – wyliczał ekspert.
Iran dysponuje także nową generacją pocisków, które są krótsze, lżejsze, łatwiejsze do ukrycia i co najważniejsze – można je odpalać o wiele szybciej niż rakiety starej generacji. – W praktyce widać w nich ewolucję irańskiego myślenia: odejście od „cysterny z silnikiem” w stronę rakiet zdolnych do taktyki „strzel i uciekaj”, lepiej przystosowanych do walki pod presją ciągłego podglądu m.in. satelitarnego, radiolokacyjnego i wywiadu. To one są naturalnym kandydatem do „wojny na przetrwanie”, gdzie liczy się możliwość utrzymania ognia przez tygodnie, a nie jednorazowy spektakularny zmasowany atak – tłumaczył analityk.
Wojskowy dodał przy tym, że Stany Zjednoczone i Izrael „dokładnie wiedzą, gdzie są punkty krytyczne funkcjonowania tego systemu i mają w tym wyraźną przewagę nad Iranem”. – Jednak Jednak atakowanie zaplecza logistycznego niesie jeden problem. Kiedy uderzasz w dany punkt, musisz pilnować, żeby zniszczona infrastruktura nie została odbudowana. Dlatego operacje powietrzne są prowadzone z taką intensywnością. Chodzi o to, żeby jednocześnie uderzać w logistykę i pilnować, żeby Iran nie mógł jej uruchamiać na nowo – mówił Korowaj.


