Natan, 18-letni mieszkaniec Gniezna, uczeń Zespołu Szkół Ekonomicznych i utalentowany zawodnik klubu hokejowego UKH Start 1954, wszedł z kolegami do morza. Warunki pogodowe były trudne, a wtedy morze potrafi bezlitośnie zaskoczyć.
„Tej walki nie dało się wygrać”
Chłopak razem z kolegami oddalił się od brzegu. – W pewnym momencie zapewne przykryła go wysoka fala, stracił grunt pod nogami i najprawdopodobniej prąd wsteczny spotęgował sytuację i wyciągnął go w kierunku otwartego morza – ocenia w rozmowie z Interią Maciej Rokus, biegły sądowy, pełnomocnik ds. bezpieczeństwa wojewody warmińsko-mazurskiego, szef Grupy Specjalnej Płetwonurków RP i wykładowca Akademii Marynarki Wojennej.
Pomimo dobrej kondycji fizycznej, Natan nie był w stanie dopłynąć do brzegu. Jego towarzysze wezwali ratowników, ale mimo szybkiej reakcji służb, poszukiwania nie przyniosły natychmiastowego rezultatu. Był 18 sierpnia 2025 roku. Tego dnia plaża we Władysławowie stała się miejscem tragedii.
– Trudne warunki zakończyły się dramatem, który pokazuje, że nawet wysportowany, młody człowiek może nie mieć szans w starciu z żywiołem. Dołączam się do kondolencji dla rodziny Natana – mówi Maciej Rokus. To była walka z morzem, której nie dało się wygrać.
Ciało Natana odnaleziono po sześciu dniach na plaży w Jastarni, kilkanaście kilometrów od miejsca, w którym zniknął pod lustrem wody. – Ciało osoby, która utonęła, przez pierwsze dni pozostaje niewidoczne dla ludzkiego oka. Może znajdować się na dnie lub przemieszczać w toni wodnej ze względu na ujemną pływalność. Dopiero po kilku dniach, w wyniku procesów rozkładu, wyporność ciała zmienia się na dodatnią, a wiatr i fale najczęściej wyrzucają je na brzeg – tłumaczy biegły sądowy.
Maciej Rokus podkreśla, że to typowy proces w przypadku utonięć na morzu, szczególnie latem, kiedy temperatura przyspiesza rozkład ciała.
Historii takich, jak Natana co roku jest bardzo wiele. W połowie sierpnia do tragedii doszło też na plaży w Stegnie, gdzie ojciec rzucił się do morza, by ratować porwane przez fale córki. Dziewczynkom udało się ostatecznie wydostać z wody, ich ojciec utonął porwany przez fale.
W rozmowie z Interią, Maciej Rokus przywołuje też słynną sprawę zaginięcia w lipcu 2010 roku Iwony Wieczorek. Jedną z teorii jest, że jej ciało znalazło się w morzu.
– Poddaje pod głęboką wątpliwość, że Iwona Wieczorek mogła utonąć w morzu. Jeśli zginęłaby w wodzie, to wtedy jej ciało najprawdopodobniej zostałoby wyrzucone przez Bałtyk – mówi szef Grupy Specjalnej Płetwonurków RP.
Od czerwca do końca sierpnia 2025 roku w Polsce utonęło prawie 130 osób. Rocznie pod wodą traci życie ponad 400. Najczęściej w rzekach i jeziorach, najrzadziej w morzu. Poszukiwania w tym ostatnim są największym wyzwaniem, choć zwykle ciała udaje się odnaleźć.
– Może dojść jednak do sytuacji, szczególnie zimną, w której ten proces się znacznie wydłuża. Wtedy ciało przed wypłynięciem może pokonać duże odległości lub pozostanie w morzu na zawsze – przyznaje Rokus.
Morze to żywioł, pływając należy pamiętać, że czasami sytuacja w ułamku sekundy ulega zmianie. Wysoka fala, utrata dna na skutek zmiennej głębokości, prąd wsteczny – mogą zaskoczyć nawet doświadczonego pływaka.
W takich momentach należy zachować zimną krew i podejmować racjonalne decyzje. – Nawet sportowcy, którzy na co dzień mają świetne panowanie nad ciałem, mogą w sytuacji zagrożenia wpaść w panikę poprzez zaskoczenie nagłym i zbyt długim przebywaniem pod wodą, co blokuje logiczne myślenie i odpowiednie działanie w tak trudnych warunkach – tłumaczy Maciej Rokus.
Jak poradzić sobie w wodzie? Kluczowe rady
– Poradzenie sobie z prądem wstecznym (tzw. rip current, czyli prąd zrywający) jest kluczowe dla bezpieczeństwa w wodzie, bo te prądy są jedną z najczęstszych przyczyn utonięć na plażach morskich – podkreśla Rokus.
Prąd wsteczny to silny, wąski strumień wody, który płynie od brzegu w stronę morza. Tworzy się najczęściej w przerwach między falami lub w przerwach na mieliznach. Woda szuka najłatwiejszej drogi powrotu do morza. Często znajduje „kanały” między mieliznami lub miejscami, gdzie fale są słabsze i właśnie tam zaczyna się przemieszczać z dużą siłą w stronę morza. Potrafi „wciągnąć” pływaka w kierunku otwartego morza.
Ekspert podkreśla, że w takiej sytuacji najważniejsze, by zachować zimną krew. – Prąd nie ciągnie pod wodę tylko od brzegu. Utrzymuj się na powierzchni i staraj się spokojnie oddychać. Nie próbuj płynąć prosto do brzegu, prąd jest zbyt silny i zmęczysz się błyskawicznie, co grozi utonięciem – przestrzega Rokus.
Ważne jest też, by płynąć równolegle do brzegu, a przy braku sił pozwolić się ponieść. Szef Grupy Specjalnej Płetwonurków RP dodaje, że bardzo pomocna w takiej sytuacjach jest też bojka asekuracyjna, która ułatwia utrzymanie się na powierzchni bez wysiłku i zwiększa szanse zauważenia nasz przez ratowników i innych plażowiczów.
Nieprzewidywalny i niebezpieczny żywioł
Morze charakteryzuje się trudnymi warunkami naturalnymi. Brak asekuracji, szybka zmiana pogody, wysokie fale, silne prądy – wszystkie te czynniki składają się na zagrożenia, z którymi możemy się zetknąć. Nie zawsze jesteśmy je w stanie przewidzieć, ale możemy być na nie przygotowany.
– Obecność ratowników na plaży znacząco zwiększa szanse na uratowanie osoby tonącej. Jednak kluczowe są szybkość reakcji, zauważenie osoby w wodzie i dostęp do odpowiedniego sprzętu. W przypadku Natana, choć służby pojawiły się na miejscu błyskawicznie, ciało chłopaka zniknęło pod lustrem wody niemal od razu – przyznaje w rozmowie z Interią biegły sądowy.
Śmierć Natana głęboko poruszyła mieszkańców Gniezna. W mediach społecznościowych pojawiły się liczne słowa wsparcia dla jego najbliższych. – Ta tragedia przypomina, że morze jest nieprzewidywalne i niebezpieczne. Nawet młodzi, silni ludzie nie są w stanie wygrać z żywiołem, jeśli zabraknie rozwagi, świadomości zagrożeń i asekuracji – podkreśla Maciej Rokus.